PIRACI SZKODZĄ PRODUCENTOM MASZYN

Grzegorz Zięba
opublikowano: 28-05-1999, 00:00

PIRACI SZKODZĄ PRODUCENTOM MASZYN

Drobni rzemieślnicy podrabiają części do maszyn rolniczych

Kryzys w rolnictwie ciężko odbił się na producentach sprzętu rolniczego. Szczególnie duże fabryki odczuły gwałtowny spadek koniunktury. Mniejsze przedsiębiorstwa ratuje możność łatwiejszego dostosowania się do wahań rynku rolnego.

Fabryki maszyn rolniczych bardzo dramatycznie przeżyły przemiany ustrojowe początku lat 90. Z czasem jednak grupa podmiotów, którym udało się przetrwać i restrukturyzować zaczęła znacznie zwiększać produkcję. Krach nastąpił w roku ubiegłym wraz z załamaniem się koniunktury na produkty rolne.

— Nasza sprzedaż w 1998 r. spadła o 50 proc. — skarży się Jacek Wójtowicz z fabryki sprzętu rolniczego Sipma.

Producenci przyznają również, że niekorzystny wpływ na sprzedaż maszyn rolniczych miały ograniczenia kredytów preferencyjnych dla rolnictwa.

— Nałożyło się to na kryzys ubiegłego roku. By się ratować, musieliśmy wprowadzić własne kredyty preferencyjne na bazie oferty PKO BP. Zahamowało to nieco spadek sprzedaży i spodziewamy się, że ten rok przynajmniej nie będzie gorszy od ubiegłego — mówi Jacek Wójtowicz.

Wykorzystać możliwości

Możliwość utrzymania się na rynku maszyn rolniczych wiąże się przede wszystkim z umiejętnością zróżnicowania swojej produkcji. Dotyczy to głównie małych i średnich zakładów, które praktycznie bez problemu mogą przystosować się do wymogów klienta.

— Możliwość wprowadzania nowych patentów to jedyna sposobność rozwoju drobnych firm z branży rolnej. Wdrażamy wyroby, które są skomplikowane. Często współpracujemy z naszymi klientami, by móc na bieżąco ulepszać nasze produkty. Dzięki tej metodzie praktycznie nie odczuliśmy ubiegłorocznego załamania na rynku. Zawsze staramy się znaleźć jakąś nie wykorzystaną niszę — twierdzi Danuta Weremczuk, właścicielka firmy produkującej specjalistyczny sprzęt rolniczy Firma Weremczuk.

— Po zmianach ustrojowych musieliśmy również uelastycznić naszą produkcję. Teraz wytwarzamy sprzęt bardzo zróżnicowany, od całych linii przetwórczych do zwykłych kosiarek do trawy. Potencjał produkcyjny, który posiadamy, wymusza wykorzystywanie wszelkich możliwości — tłumaczy Jacek Wójtowicz.

Polscy producenci praktycznie nie boją się zagranicznej konkurencji.

— Nasze produkty są zazwyczaj o połowę tańsze od tych, które produkuje się na Zachodzie. Jakością za to wcale nie odbiegamy od tamtych maszyn. Eksport stanowi 12-15 proc. naszej produkcji. Kupują od nas kraje o dużej tradycji przemysłu rolnego, jak Skandynawia, Włochy, Niemcy czy Hiszpania. To trudne rynki, bardzo wymagające i dobrze chronione przed zagraniczną konkurencją — twierdzi Jacek Wójtowicz.

— Dużo sprzętu rolniczego, produkowanego w Polsce, kupują kraje środkowo- i południowoeuropejskie. Część naszego asortymentu jest również reeksportowana z Niemiec do Austrii i na Węgry. Liczymy także na otwarcie rynków krajów byłej Jugosławii, po ustabilizowaniu się sytuacji politycznej. To może być bardzo interesujący teren sprzedaży, zważywszy na rolniczy charakter regionu i totalny regres miejscowego przemysłu — zauważa Danuta Weremczuk.

Duży potencjał istnieje na rynku wschodnim. Jednak na razie trzeba poczekać na klientów z tego regionu, uważają producenci. Przyczyna tkwi tutaj głównie w braku możliwości normalnego obrotu pieniężnego.

— Prawdziwych klientów będziemy mieli dopiero, gdy uregulowana zostanie sprawa przepływu pieniędzy. Przy obecnych możliwościach tamtejszych banków nikt nie odważy się ryzykować — wyjaśnia Jacek Wójtowicz.

Złom z Zachodu

Zachód Europy stanowi jednak, dla naszych producentów sprzętu rolnego duże zagrożenie. Wiąże się to z nadmiernym importem używanego sprzętu. Często jest to złom nie przedstawiający większej wartości. Jednak dla zubożałej wsi każda możliwość zaoszczędzenia pieniędzy jest niezmiernie ważna.

— Okazało się, że na rynku jest półtora razy więcej używanego sprzętu z Zachodu niż produkowanego w Polsce. Byliśmy zszokowani. Samych pras do słomy przywieziono w ubiegłym roku około 6 tys. Proceder nieznacznie ukróciła nasza interwencja w ministerstwie — podkreśla Jacek Wójtowicz.

Piraci są wszędzie

Bardzo dużym problemem jest również podrabianie części przez drobnych rzemieślników. Nie tylko pozbawiają znacznej część dochodów legalnych producentów, ale przede wszystkim psują markę.

— 50 proc. części na rynku to podróbki. Pojawiają się nawet skomplikowane odlewy. Trudno z tym walczyć, bo robią to najczęściej niewielkie warsztaty rzemieślnicze. Liczymy głównie na to, że klienci zauważą nietrwałość tego szmelcu — dodaje Jacek Wójtowicz.

— „Na czarno” robi się nawet całe maszyny. Wiele kosiarek klepanych jest na przysłowiowym kolanie. Staramy się zabezpieczać przed tym procederem nie sprzedając kluczowych elementów, których nie są w stanie podrobić zwykli rzemieślnicy — zaznacza Danuta Weremczuk.

Sprzymierzeńcem producentów są tutaj inspektorzy pracy, którzy mają za zadanie sprawdzać, czy maszyny posiadają odpowiedni certyfikat.

— Niestety, olbrzymia wypadkowość podczas prac polowych świadczy o dużym nasyceniu naszego rynku maszynami niewiadomego pochodzenia — uważa Danuta Weremczuk.

WIĘCEJ I LEPIEJ: Na rynku wzrasta zapotrzebowanie na sprzęt większy i wydajniejszy — twierdzi Jacek Wójtowicz z fabryki sprzętu rolniczego Sipma. fot. Autor

NIEUFNI KLIENCI: Rolnicy chcą najpierw zobaczyć u sąsiada pracujący sprzęt. Są bardzo nieufni, szczególnie do nowych rozwiązań — mówi Danuta Weremczuk, właścicielka firmy produkującej specjalistyczny sprzęt rolniczy Firma Weremczuk. fot. Autor

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Zięba

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Świat / PIRACI SZKODZĄ PRODUCENTOM MASZYN