Pirat w krawacie płaci krocie

KAJ
opublikowano: 04-02-2011, 00:00

Lewe oprogramowanie też kosztuje. Dlatego polskie firmy zapłaciły w zeszłym roku milion złotych kar.

Lewe oprogramowanie też kosztuje. Dlatego polskie firmy zapłaciły w zeszłym roku milion złotych kar.

Przez ostatnie miesiące nie brakowało firm, które ostro cięły koszty. Jednym z efektów były zwolnienia. A te ściśle łączą się ze zwiększaniem raportowania przypadków oszczędzania poza prawem, czyli korzystania z nielegalnego oprogramowania w firmach. Co ma jedno do drugiego?

— Nie ukrywamy, że większość zgłoszeń przypadków piractwa pochodzi zarówno od byłych, jak i obecnie zatrudnionych pracowników, którzy nie chcą pracować na nielegalnych narzędziach. Tym bardziej że może to się wiązać z odpowiedzialnością prawną samego pracownika — przekonuje Bartłomiej Witucki, koordynator i rzecznik Business Software Alliance (BSA) w Polsce.

Byle nie kraty

BSA to nic innego jak organizacja skupiająca największych producentów oprogramowania, która dba o ich interesy. Jak? Na podstawie zawiadomień i przy współpracy z policją BSA ściga biznesy korzystające np. z nielegalnego Windowsa. A jak już znajdzie i udowodni winę, to nie zamierza pakować biznesmenów za kraty. Woli, jak to w biznesie, żywą gotówkę w ramach ugody. Często sumy, które płacą przyłapani, liczone są na dziesiątki tysięcy złotych. Właśnie okazało się, że łącznie w zeszłym roku BSA otrzymało 402 zgłoszenia o przypadkach piractwa komputerowego. 146 firm miało sprawę karną, a jej właścicielom groziło nawet 5 lat więzienia. Wszyscy zawarli jednak ugodę z poszkodowanymi producentami oprogramowania.

A że zgoda kosztuje, to polscy biznesmeni działający poza prawem w zeszłym roku karnie zapłacili niemal okrągły milion złotych.

Płacz i płać

— W przypadku, gdy oskarżony zawarł ugodę z pokrzywdzonym producentem, sąd może potraktować to jako pojednanie z pokrzywdzonym. A to jest przesłanka do warunkowego umorzenia postępowania karnego tego typu. Takie pojednanie może mieć także wpływ na zawieszenie przez sąd wykonania kary pozbawienia wolności — przekonuje Bartłomiej Witucki.

W ostatnich miesiącach na gorącym uczynku została złapana m.in. pewna całkiem znana warszawska pracownia architektoniczna. Koniec końców architekci musieli wyłożyć z własnych kieszeni 50 tys. USD. To, że piractwo nie popłaca, przekonał się też w 2008 r. producent popularnej kreskówki "Włatcy móch". Uprzejmy ekspracownik doniósł, że twórca animacji nie płaci licencji za wykorzystywane oprogramowanie. BSA zawiadomiła policję. Efekt? 80 tys. USD odszkodowania i 310 tys. złotych wydanych na legalizację firmowego oprogramowania.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Polecane