Pirelli Polska nagradza przyjaciół firmy
Tylko 150 Polaków otrzymało kalendarz na 1999 r. — prestiżowy podarunek od firmy Pirelli. Zgodnie z obyczajem, w gronie tym znaleźli się ludzie świata polityki, kultury i biznesu, ważni dla kraju i dla firmy.
Kalendarz Pirelli jest corocznie produkowany w limitowanej liczbie egzemplarzy. Toteż ma wartość kolekcjonerską. Co roku obdarowywani są nim ludzie sławni, a także i mniej znani, za to zasłużeni dla firmy w krajach, gdzie ma ona swoje siedziby. Nie można go kupić, chyba że na aukcjach dzieł sztuki.
Sami swoi
— Nie kierowała nami chęć zdobycia kolejnego klienta, pomnożenia obrotów, a jedynie uhonorowania osób, które mogą stać się przyjaciółmi firmy i tworzyć wokół niej swego rodzaju lobby — podkreśla Wojciech Sosnowski, dyrektor generalny Pirelli Polska.
W Muzeum Narodowym, gdzie miała miejsce uroczysta promocja słynnego kalendarza, reporterzy tłoczyli się głównie wokół Ireny Szewińskiej, Jacka Wszoły, Cezarego Pazury, Krzysztofa Teodora Toeplitza, Krzysztofa Materny, Jerzego Gruzy i towarzyszących im osób. W tłumie nie dało się dostrzec powszechnie znanych postaci ze świata biznesu.
— Ci, których zaprosiliśmy, to nie są ludzie znani z pierwszych stron gazet. Piotr Lincer z Gdańska, Mirosław Kowalski spod Poznania czy Teodor Hajdaczuk z Wrocławia to duże nazwiska w środowisku, w którym działają. Nie tylko zarabiają pieniądze na sprzedaży opon, ale także robią wiele dobrego na rzecz otoczenia — zapewnia Wojciech Sosnowski.
Czarna przyszłość
Tegoroczna wersja kalendarza nosi tytuł Kobiety Dekad. Każdy z miesięcy przypomina atmosferą styl kobiecej urody obowiązujący w kolejnych dziesięcioleciach: począwszy od belle Žpoque, a na wizerunku przyszłości kończąc. Wizerunku, którego ucieleśnieniem stała się pochodząca z południowego Sudanu Alek Wek, nieco szokującego, boÉ przyszłość jest czarna. Fotografie są doskonałe. To zasługa przede wszystkim ich autora Herba Ritts a i nie mniej znanej pani L wren Scott, dyrektora kreatywnego. Fotografie będą kolejnym cennym nabytkiem w niejednej kolekcji.
— Tegoroczny kalendarz jest bardzo piękny, ale ma jedną wadę: jest dwustronnie zadrukowany. Nie mogę dokonać wyboru sześciu z dwunastu stron, a będę musiał podjąć taką decyzję, bo chciałbym je oprawić i powiesić na ścianie. Mam nadzieję, że ten nowy nie przyczyni mi takich dylematów — mówi Jacek Wszoła, znany już nie tylko jako sportowiec, ale i biznesmen.
ASEKURACJA: Jerzy Gruza w towarzystwie pięknej pani mógł oglądać fotografie Herba Ritts a bez stresu. Będzie je można oglądać w Królikarni do 11 grudnia.
MIESZANE UCZUCIA: Mam wiele, być może lepszych pomysłów na ten kalendarz — twierdzi Marcin Kręglicki, restaurator (na fotografii z Marzeną Daszkiewicz z wydawnictwa Axel Springer).
PRZYJACIELE: Nie kładliśmy dużego nacisku na sferę polityki. Wiele osób zaprosiłem, bo łączą mnie z nimi stare więzi przyjacielskie, innych cenię za ich obiektywną wartość — zapewnia Wojciech Sosnowski.
NIE ZA DARMO: Zapracowaliśmy sobie na to. Zaopatrujemy w opony sporą część polskiego wybrzeża — mówi Piotr Lincer (obok żona Róża).
NAJPIĘKNIEJSZA: Żona Krzysztofa Materny budziła nie mniejsze zainteresowanie (także męża) niż piękne kobiety z kalendarzy Pirelli.
CHŁODNYM OKIEM: Oczywiście cieszę się z tego kalendarza, ale czy czuję się zaszczycony, jeszcze nie wiem. Muszę ocenić to na chłodno — mówi Teodor Hajadaczuk, właściciel Przedsiębiorstwa Handlowego Thart z Wrocławia (na fotografii z żoną Lidią).
CENNA PAMIĄTKA: Tegoroczny kalendarz zachowałem na pamiątkę. Fotografie z tego nowego też kiedyś zawisną na ścianach — zapewnia Jacek Wszoła (na fotografii w towarzystwie Ireny Szewińskiej).
SKOJARZENIA: Czarna piękność Alek Wek, jako symbol XXI wieku rodzi optymistyczne skojarzenia z pełnią wolności, ale i mniej radosne — z czarną rzeczywistością.
