PiS nie oddaje władzy już do końca kadencji

Jacek Zalewski
opublikowano: 2006-02-09 00:00

Najprawdopodobniej dzisiaj zakończy się wreszcie trwający wiele tygodni rozkład władzy wykonawczej w stolicy. Na podstawie specustawy, przeforsowanej przez PiS dzięki barterowi (za miejsca w KRRiT) z Samoobroną i LPR, Rada Warszawy podejmie uchwałę o nieprzeprowadzaniu wyborów prezydenta miasta. Będzie to dla premiera Marcinkiewicza sygnał do powołania osoby, która do końca kadencji (czyli do 27 października) zajmie fotel opuszczony przez Lecha Kaczyńskiego.

Komentarz po pierwszym czytaniu kontrowersyjnego projektu zatytułowaliśmy „Ustawa prywatna — ale pożyteczna” („PB” z 28 grudnia). Wielotygodniowa wojna w parlamencie tylko potwierdziła tamtą tezę. Na podstawie osobistych doświadczeń samorządowych (osiem lat mandatu radnego) oceniam, że wybieranie wójta czy prezydenta w powszechnym głosowaniu tylko na kilka miesięcy naprawdę nie ma większego sensu. Dotychczasowe prawo mówiło jednak inaczej i dlatego na przykład 5 marca wybierany będzie burmistrz Jedwabnego, a 19 marca wójt gminy Wierzbinek.

Ale w Warszawie PiS postanowiło utrzymać władzę nawet za cenę łamania samorządowego prawa. Ta zawziętość jest logicznie uzasadniona, wszak profesor Lech Kaczyński nie po to przez trzy lata blokował uchwalenie statutu stolicy — co dawało mu władzę absolutną, w tym nad wielomiliardowym budżetem — by po niepotrzebnych wyborach przeszła ona w jakieś wraże ręce...