Piwowarzy cenią stabilizację

Brak wzrostu nie jest zły — uważa branża piwna. Szans jest sporo — nowi klienci, nowe okazje i samooczyszczanie rynku

Z 6 do 0,1 proc. Tak w ciągu dekady 2010-20 zmienia się wolumenowa dynamika wzrostu sprzedaży piwa — podała firma badawcza Canadean. Chociaż wydawałoby się, że dziś i przez kolejne lata kufel będzie do połowy pusty, piwowarzy twierdzą, że jest inaczej.

Przeładowane półki

— Stabilność rynku też jest dobrą informacją dla producentów, którzy są w stanie zaplanować produkcję i budowę pozycji na rynku. Silny wzrost zmusza do inwestycji, a nasza branża jest bardzo kapitałochłonna. Większy spadek natomiast oznacza problemy z nadmiarem mocy i konieczność szybkiego ograniczenia kosztów — mówi Tomasz Bławat, prezes Carlsberg Polska, trzeciego gracza na polskim rynku piwa. Szczególnie zmartwione nie są też browary regionalne.

— Robimy swoje i na rynek patrzymy wąsko pod kątem tego, ile jesteśmy w stanie sprzedać. Rzeczywiście jest coraz trudniej na rynku, ale to nie znaczy, że jest źle. Po prostu pojawiło się bardzo dużo graczy, którzy wprowadzają ogromną liczbę nowych piw, przez co sklepowe półki są przeładowane, a klient zdezorientowany. Potrzeba trochę czasu, by rynek sam się oczyścił — uważa Marek Jakubiak, prezes Browarów Regionalnych Jakubiak, w skład których wchodzi pięć regionalnych browarów. Na razie ograniczył akwizycje.

— Wykorzystujemy 30-40 proc. mocy produkcyjnych i dopóki nie osiągniemy 70, nie będziemy przyłączać kolejnych browarów — mówi Marek Jakubiak.

Zdaniem Tomasza Bławata, żeby dynamika rynku była większa, potrzebny jest wzrost gospodarczy na poziomie 4-5 proc. przez kilka lat.

— Jedyna przestrzeń do większego wzrostu, jaką mamy, to gastronomia. Ten kanał sprzedaży ma szansę rozwinąć się tylko wtedy, gdy konsumenci będą mieli więcej pieniędzy — tłumaczy szef Carlsberga. Kompania Piwowarska mówi też o docieraniu z piwem do ludzi, którzy dziś piją go relatywnie mało, wybierając wódkę czy wino.

Kalorie i procenty

— Najskuteczniejszym wykorzystaniem rynkowych szans jest uświadomienie przyszłym piwoszom, że piwo ma mniej kalorii niż wino czy wódka, zdecydowanie mniej alkoholu i że jest równie, o ile nie bardziej, eleganckim napojem niż inne trunki — twierdzi Paweł Kwiatkowski, dyrektor ds. spraw korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej.

Dziś wynik 97-98 litrów na głowę plasuje nas w absolutnej europejskiej czołówce.

— Nie można liczyć na to, że ludzie będą pić więcej piwa, natomiast można wiele zrobić dla wartości rynku. Świadczy o tym gwałtowny wzrost zainteresowania kulturą piwną: rozmaitymi gatunkami, smakami, rytuałem serwowania piwa i degustacji, czyli tym wszystkim, co stawia piwo w jednym szeregu ze szlachetnymi trunkami. Możemy też zainteresować piwoszy nowymi sytuacjami znakomicie nadającymi się do picia piwa, jak choćby posiłki czy spotkania towarzyskie w szerszym gronie, gdzie dzisiaj często dominuje wino czy mocniejsze trunki — mówi Paweł Kwiatkowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu