Pizza z frytkami

opublikowano: 17-12-2021, 11:00

Gotowanie jest proste, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać. Bierzesz przepis, literalnie się do niego stosujesz i voilà! Danie gotowe. Schody zaczynają się, kiedy to ty musisz ten przepis stworzyć. Bywa, że sposobem jest zmieszanie pewniaków.

Cel – miasto:
Cel – miasto:
Nie daj się zwieść. Yaris cross ma większy prześwit i może mieć napęd na obie osie. Ale to nadal zwierzę miejskie. Nie lubi autostrad, woli boczne drogi, a uwielbia ulice.
Jan Kasl

Pod wieloma względami gotowanie i projektowanie aut są do siebie podobne. Trzeba trafić w gusta klientów, trzymając się jednocześnie ogólnych tendencji. Trzeba pilnować jakości składników, ale nie przekroczyć food costu i wreszcie trzeba mieć talent do tworzenia nowych smaków z tych samych składników, z których gotują kucharze w konkurencyjnych restauracjach. Innymi słowy, trzeba ziemniaki podać tak, by smakowały wyjątkowo, ale zachowały swą ziemniaczaną naturę. Chętnych do wystartowania w tym kulinarnym konkursie informuję, że gotującego obowiązują też przepisy, regulaminy i wytyczne. Sztywne ramy, które bardzo utrudniają podanie czegoś zaskakującego. No bo jak, trzymając się ram, wybić się poza nie?

Dwa ulubione smaki

Może wcale nie trzeba się wybijać poza ramy. Może wystarczy skleić dwie sprawdzone konstrukcje. Coś jak podanie pizzy (kto nie lubi pizzy!) z frytkami (kto nie lubi frytek!). Toyota, zamiast wymyślać nowe danie, łączy dwa smaki. Dwa, po które – osobno – ustawiają się kolejki.

Pierwszy składnik to yaris. Jeden z bestsellerów marki i drugi najczęściej kupowany model samochodu osobowego w Polsce (po corolli i przed Škodą Octavią). Od stycznia do końca listopada zarejestrowano w naszym kraju 13,5 tys. nowych yarisów. Drugi składnik to uwielbiane zarówno w Europie, jak i w Polsce SUV-y. Już ponad jedna trzecia nowych aut opuszczających salony ma takie nadwozie. A po SUV-y od Toyoty – podobnie jak po yarisa – też ustawia się kolejka. RAV-4 – 10,5 tys. rejestracji w tym roku (5. miejsce na liście najczęściej rejestrowanych modeli w Polsce), a C-HR – ponad 8,6 tys. rejestracji (8. miejsce). Wystarczyło połączyć obie kompetencje. Tę od aut z segmentu B z tą od SUV-ów. No i połączyli. Nazywa się yaris cross. Rezultat? 6,2 tys. aut zamówionych w ciemno. Jak smakuje yaris cross? Bo o ile pizza jest pyszna i frytki też są pyszne, o tyle ich połączenie… niekoniecznie.

#chceto

Na bogato:
Na bogato:
Pod względem wyposażenia w systemy bezpieczeństwa Toyota yaris cross ma się lepiej niż bardzo dobrze. Niemal wszystko jest w standardzie, nawet w najniższej wersji wyposażenia.
Jan Kasl

Choć podsumowanie dopiero przed nami, już powiem tak. Za kilka miesięcy yarisów crossów będzie pełno. Będzie miał takiego twój sąsiad i koleżanka z pracy. Pewnie też ojciec twojego kolegi i właściciel pobliskiego sklepu. Połączenie ulubionego modelu Polaków z ulubionym rodzajem nadwozia w wykonaniu Toyoty to przyszły rynkowy bestseller. Nie mam dowodów. Mam tylko przeczucie. Mam też doświadczenie. Wzrokowe. Kilka kilometrów po mieście za kierownicą tego auta i kilka spojrzeń przechodniów. Ich wzrok zdawał się mówić: chcę takie auto. Co w nim takiego? To SUV segmentu B, czyli najmniejszych w aktualnej ofercie Toyoty. Jest niewiele mniejszy od C-HR, ale sporo większy od yarisa. Sporo to 24 cm długości więcej. Nie zmienił się rozstaw osi – 256 cm. Jednak dodatkowe centymetry sprawiły, że bagażnik powiększył się z 286 w zwykłym yarisie aż do 397 litrów w tym z dopiskiem cross. Chyba że ktoś wybierze wersję z napędem na obie osie (tego w zwykłym yarisie nie ma). Wtedy kufer będzie miał 320 l.

Jeśli chodzi o bagażnik, nie ma na co narzekać. Nie ma co narzekać również na miejsce na tylnej kanapie – jest go więcej niż w normalnym yarisie, ale szaleństwa nie ma. Cóż, większy, ale to nadal segment B. Znaczy – mieszczuch.

Jest zbudowany na tej samej płycie podłogowej, ma ten sam napęd i nawet nazwę. Mimo to yaris cross wyglądem nie przypomina protoplasty. Z przodu w ogóle, z boku ani trochę, z tyłu nieco. Również wnętrze jest inne. Deska rozdzielcza przypomina tę z corolli. Ilość miejsca na ramiona czy nad głową bardziej jak w C-HR. I jednocześnie jest lepiej niż w C-HR. Szczególnie z tyłu. Siedząc na tylnej kanapie w yarisie crossie, nie ma się poczucia przebywania piwnicy jak w C-HR.

Zanim wrócę do kwestii przestrzeni w środku, jeszcze słowo o tyle yarisa crossa. Muskularne błotniki i pas świetlny biegnący przez prawie całą szerokość nadwozia optycznie poszerzają auto i nadają mu charakter. Kokpit urządzony jest nowocześnie, ale nowocześnie po japońsku, czyli z poszanowaniem przyzwyczajeń kokpitowych konserwatystów. Wciąż wiele fizycznych przycisków, liczne półeczki i schowki nie są po to, by dodawać urody (i nie dodają), ale by podnieść praktyczność (i podnoszą).

Najważniejsze jednak to, że w crossie może być dostępny zupełnie nowy system multimedialny. Taki, który w końcu działa, zamiast tylko irytować. Obsługa crossa jest prosta, ma mapy Google’a i intuicyjność na bardzo wysokim poziomie. Tak wysokim, że bez kłopotu poradzi sobie z nią nawet starszy kierowca, a seniorzy na pewno będą sporą grupą klientów – wiem po sobie. Grupą docelową będą też młode rodziny zamieszkujące miejskie lub podmiejskie osiedla. Mówiąc krótko, to świetny samochód łączący nie tylko zwinność miejskiego malucha z wyższą pozycją za kierownicą charakterystyczną dla SUV-ów, ale również… pokolenia.

Hybryda ponad wszystko

Sekret:
Sekret:
Yaris cross bazuje na podzespołach mniejszego bestsellera Toyoty – yarisa. Dla jednych to oczywiste, ale dla innych sekret, dzięki któremu po crossa będą się ustawiały kolejki.
Jan Kasl

Czym napędzany może być cross? Tym samym co niższy kuzyn. Albo benzynowy, trzycylindrowy silnik 1,5 l o mocy 125 KM i napędem na przód (skrzynia ręczna lub bezstopniowa), albo hybryda. Układ bazuje na tym samym 1,5-litrowymi silniku, ale generuje nieco mniejszą moc – 116 KM, w bonusie może być napęd na obie osie. Wręcz naturalnym wyborem Toyoty jest hybryda. Mniejszą moc rekompensuje mniejsze spalanie. 500 km testowej trasy (70 proc. trasa, 30 proc. miasto) zakończyłem wynikiem 5,2 l na 100 km.

A teraz minusy. Cross to SUV, czyli czasem powinien cię zabrać na wycieczkę z dala od miasta. Ale to rzeczywiście powinno być czasem. To auto miejskie i niech cię nie zwiedzie większy prześwit. Jeżdżąc po Warszawie: do sklepu, kolegi czy bez celu, stojąc w korku czy kręcąc się po podziemnym parkingu, myślisz: superauto! Wygodnie się wsiada i wysiada (wysokość), wygodnie parkuje (zwrotność i niewielkie wymiary). Jest wystarczająco dynamiczne (11,2 s do 100 km/h) i ma niskie spalanie. Same plusy. Póki nie przyjdzie czas na to wspomniane „czasem”. Tu staje się jasne, że to cały czas yaris. Zwierzę miejskie. Spalanie rośnie wprost proporcjonalnie do hałasu. Bezstopniowość skrzyni irytuje do tego stopnia, że na 100 proc. zamiast autostrady wybierzesz boczne ścieżki. Irytuje, mimo że obecna generacja tych skrzyń działa o niebo lepiej niż poprzednie. Po trzech godzinach na dwupasmówce nie tylko szumi mi w uszach, ale boli koniec pleców. Na mój gust siedzisko fotela jest za krótkie. Ale… no właśnie, dochodzimy do tego, że yaris cross nie jest międzymiastowym pospiesznym. To połączenie lokalne. I jako takie sprawdza się bez zarzutu. Czasem zabierzesz go na wycieczkę, a wtedy będziesz się cieszyć, że ma dopisek cross. Bo daje więcej frajdy niż zwykły yaris z podróżowania przez wioski i lasy czy incydentalnego zjechania z twardego na miękkie. Zawieszenie – zapewniające zresztą całkiem niezły komfort – daje sobie radę na zakrętach. Yaris cross w ogóle dobrze się prowadzi. Co najważniejsze, w takich warunkach zużycie paliwa pozostanie śmiesznie małe. Tylko unikaj autostrad.

Polska Toyota

Nowy SUV Toyoty nadaje się do miasta i przede wszystkim do niego. Jeśli szukasz wozu do połykania ogromnych tras, w crossie będziesz niezadowolony. Mimo to jest mistrzem mariażu: idealne połączenie unikalnych cech bestsellera, jakim jest yaris, z chęcią skorzystania na popularności SUV-a. Innymi słowy – Toyota! Robisz to dobrze!

– Wiem! – odkrzyknęła Toyota – W przyszłym roku wprowadzam dwa inne połączenia: mniejsze [aygo X – red.] i większe [corolla cross – red.].

Jak będą się sprzedawać? Trudno powiedzieć. Jedno jest pewne – po yarisa crossa klienci będą się ustawiać w komitetach kolejkowych. Bardziej to czuję, niż wiem. Wiem natomiast, że yaris nie smakuje jak pizza z frytkami, mimo że ma cechy, za które kochamy te dania osobno.

Ceny? Podstawowa wersja kosztuje od 75,9 tys. zł, a najtańsza hybryda – 89,9 tys. zł.

Oczywiście nietrudno poszybować z ceną w okolice 130 tys. zł.

Miejskie terenówki można lubić bądź nie – kwestia gustu. Trzeba jednak przyznać, że Toyota dobrze przygotowała się do rywalizacji w tym segmencie. Yaris cross jest dopracowany, sprecyzowany i przemyślany.

Czy to wystarczy? Okaże się w statystykach popularności. Kończąc opowieść o yarisie, nie sposób nie wspomnieć, że jak na auto globalne jest też wyjątkowo polskie. Pomyślcie: marka japońska, produkcja we Francji, serce polskie. I silniki benzynowe, i przekładnia hybrydowa powstają w zakładach Toyoty w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach. Oba zatrudniają około 3 tys. osób. Ten fakt – przynajmniej na razie – czyni z yarisa bardziej polski samochód niż polski samochód elektryczny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane