Emisja akcji z zachowaniem prawa poboru o wartości 5,1 mld zł to jedno z największych wydarzeń na krajowym rynku kapitałowym. Publikacja prospektu emisyjnego i podanie ceny emisyjnej oraz wielkości emisji nowych akcji dopiero w czwartek wieczorem (po sesji nastąpiło odcięcie praw poboru banku), rozzłościło inwestorów. Na internetowych forach żalili się na bank, który tak długo trzyma ich w niepewności. Do akcji wkroczyła nawet Komisja Nadzoru Bankowego, która zapowiedziała, że zażąda od banku wyjaśnień. Zdaniem KNF, zachowanie PKO BP utrudniło inwestorom podejmowanie racjonalnych decyzji. Co na to przedstawiciele PKO BP?
- Ujawniliśmy warunki transakcji o godz. 14:30 czasu nowojorskiego, co nie jest późną porą. Transakcja ma wielu partnerów, z których jeden ma siedzibę w Nowym Jorku. Nie mogliśmy finiszować, gdy na wschodnim wybrzeżu USA wszyscy spali – wyjaśnia Zbigniew Jagiełło, od czwartku prezes PKO BP.
Bank obawiał się również manipulacji kursem na czwartkowej sesji.
- Gdybyśmy podali parametry emisji rano naszego czasu, narazilibyśmy kurs akcji na spekulację, co mogłoby zakłócić giełdowe notowania. Nawet bez tego obroty i zmienność były znacznie większe niż zwykle. Skoki notowań nie służyłyby drobnym inwestorom, którzy z pewnością nie są animatorami obrotu w ostatnim dniu notowań z prawem poboru. Dodatkowo poczekaliśmy z ustaleniem ostatecznej ceny emisyjnej na zamknięcie rynków w Europie. Jesteśmy przekonani, że wykonaliśmy wszystko z największą starannością i zgodnie ze sztuką – mówi Wojciech Papierak, wiceprezes PKO BP.
Twarde argumenty podaje również broker z bankowej grupy.
- Na światowych rynkach są dwa standardy zachowań: albo podaje się wszystkie parametry emisji przy okazji walnego zgromadzenia uchwalającego emisję, albo robi się to jak najbliżej rozpoczęcia transakcji. Rynek jest obecnie tak zmienny, że WZ banku nie zdecydowało się na pierwszy wariant, a stosowne uprawnienia otrzymała rada nadzorcza i zarząd. Po uzgodnieniu z GPW ustaliliśmy, że do przekazania na rynek parametrów dojdzie w czwartek po zamknięciu rynków w Europie – wyjaśnia Katarzyna Iwaniuk-Michalczuk, szef DM PKO BP.
Inwestorzy z pewnością zrozumieliby argumenty PKO BP. Szkoda więc, że poznali je dopiero po fakcie i powstało sporo złych emocji wokół megaemisji.
W poniedziałkowym „PB” prezes banku odpowiada na pytania o politykę
dywidendową i spółki zależne, a branżowi analitycy radzą, czy opłaca się kupić
nowe akcje. Recenzują również realność zamierzeń PKO BP.