PKP PR mają zapłacić 200 mln zł podatku

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 2009-02-17 00:00

Ktoś się pomylił. Albo ministerstwo, albo urzędnik skarbowy. Różnica w rachunku wynosi 100-300 mln zł. Zapłacą samorządowcy.

Ktoś się pomylił. Albo ministerstwo, albo urzędnik skarbowy. Różnica w rachunku wynosi 100-300 mln zł. Zapłacą samorządowcy.

Przez prawie dwa lata najpierw rząd PiS, który całą operację wymyślił, a potem obecna koalicja chodziły za samorządowcami, żeby przejęli od PKP spółkę Przewozy Regionalne, która wozi pasażerów po lokalnych trasach. Wreszcie się zgodzili. Nie za darmo. Rząd obiecał zwiększyć wpływy województw z podatku CIT i trochę inaczej poukładać zadania Funduszu Kolejowego, by więcej pieniędzy poszło na samorządową spółkę kolejową. Podstawowa zasada była taka, że PKP PR mają dostać nie tylko za darmo, ale jeszcze z dopłatą. Teraz okazuje się, że może być inaczej, ponieważ w sprawę wmieszał się fiskus.

Obowiązek podatkowy

Zanim PKP PR trafiła do samorządów, na początku grudnia 2008 r. przekazała pociągi pospieszne wraz z taborem i pracownikami do siostrzanej spółki PKP Intercity. Rząd tłumaczył transfer tym, że przejazdy długodystansowe powinny trafić w ręce jednego przewoźnika. I tak się stało. Teraz PKP PR nie mają połączeń pospiesznych, za to mają problem.

— Zarząd spółki otrzymał informację z urzędu skarbowego, że wskutek przemieszczeń majątkowych powstał obowiązek podatkowy — mówi Jerzy Kriger, szef rady nadzorczej przewoźnika.

Kwota jest niebagatelna: między 100 mln zł a 200 mln zł. Fiskus nie określił jeszcze dokładnej wysokości podatku, jak też nie wezwał spółki do zapłaty daniny.

— Trwają negocjacje z resortami infrastruktury oraz finansów, by zaniechać naliczania i poboru podatku — wyjaśnia Jerzy Kriger.

Oby to była pomyłka

Nie udało nam się ustalić, jak to się stało, że obowiązek podatkowy w ogóle powstał. Idea przemieszczeń majątkowych opierała się od początku na tym, żeby fiskusa trzymać od nich z daleka. Wczoraj nie otrzymaliśmy odpowiedzi w tej sprawie z Ministerstwa Infrastruktury. Jerzy Kriger zakłada, że to zwykła pomyłka urzędnicza.

I oby tak było, bo jeśli skarbówka poważnie zabierze się do PKP PR, to podatki za przewoźnika będą musieli zapłacić nowi właściciele, czyli samorządy. Spółka zawsze miała dziurawą kasę (oprócz 2007 r., gdy podratowała wynik nadzwyczajnymi wpływami) i wiele wskazuje na to, że w 2008 r. również miała stratę. Na dodatek z bieżącymi dochodami też nie jest różowo. PKP PR podpisały dotąd umowy na przewóz osób tylko z sześcioma województwami (w tym z trzema na pół roku). W pozostałych wożą pasażerów, lecz samorządowcy nie płacą za usługę, bo nie mają umów z przewoźnikiem.

Eugeniusz Twaróg