Plagiat ustawy nie zastąpi fatalnego oryginału

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2026-03-24 17:58

Telenowela pod tytułem „starcie polityczne o pieniądze na SAFE” stopniowo traci oglądalność, jak każda ze scenariuszem bardzo chaotycznym i mało zrozumiałym dla widza. Podtrzymując społeczne zainteresowanie zaskakujący nowy odcinek wątku SAFE za zero procent postanowił napisać Władysław Kosiniak-Kamysz, minister obrony narodowej.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Jako prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego (PSL) 24 marca wniósł siłami klubu poselskiego – wystarcza tylko 15 podpisów – projekt ustawy o… Polskim Funduszu Inwestycji Obronnych (PFIO). To nie pomyłka, dokładnie tak zatytułowany jest projekt prezydencki, leżakujący w Sejmie już od 10 marca bez numeru druku.

Karol Nawrocki doktrynalnie traktuje oba dodatkowe źródła finansowania armii alternatywnie – albo, albo. Rząd natomiast dopuszcza zasilenie polskiego sektora militarnego nie tylko z unijnej pożyczki SAFE – zaciąganej mimo zawetowania ustawy realizacyjnej przez prezydenta – lecz także przez mityczny nowy fundusz w Banku Gospodarstwa Krajowego, oczywiście pod warunkiem uznania realności fundamentów finansowych owego krajowego SAFE za zero procent, co jest bardzo mało prawdopodobne. Zwłaszcza minister obrony od początku deklarował nie zamrożenie, lecz poprawienie i urealnienie prezydenckiego projektu. W zwyczajnym trybie wymagałoby to jednak nadania mu numeru druku sejmowego i skierowania do pierwszego czytania, co na razie wykluczył marszałek Włodzimierz Czarzasty. W związku z tym wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz oznajmił „naprawiłem ustawę prezydencką” i bez uzgadniania z koalicjantami wniósł istotnie skorygowany projekt pod ogólnym hasłem Bezpieczna Polska. Okładka z tytułem ustawy niby ta sama, ale zawartość absolutnie nie taka sama. Minister oczywiście nie zapytał prezydenta o akceptację dla swojego dziwnego pomysłu, zatem proceduralnie to plagiat. Nie chcę używać określenia „kradzież własności intelektualnej”, albowiem ostatni wzniosły człon tegoż określenia to za wysokie progi dla wyjściowego projektu prezydenckiego z 10 marca.

Założenia plagiatu projektu SAFE za zero teoretycznie są bardzo szczytne. Pieniądze z PFIO trafiałyby nie tylko na wojsko, ale również do innych służb – policji, straży granicznej, służb specjalnych. Generalnie minister obrony skorygował wydawanie pieniędzy, natomiast niezmienną abstrakcją i chciejstwem pozostało główne źródło zasilania PFIO, czyli mityczne zyski Narodowego Banku Polskiego, oparte podobno na spekulacji złotem. Ulotną chmurą są zarówno w pierwotnej wersji prezydenckiej, jak też w plagiacie projektu firmowanym przez ministra.

Zdumiewająca jest nadzieja ludowców, że ustawa w ich wersji zostanie nie tylko uchwalona, lecz później podpisana. Towarzyszący wicepremierowi Krzysztof Paszyk, szef klubu Polskiego Stronnictwa Ludowego, rzucił w przestrzeń tezę, że przecież Karol Nawrocki chyba nie zawetuje własnej ustawy. To zdumiewająca naiwność, albowiem według strony prezydenckiej najważniejsze zmiany dotyczą nie rozszerzonych wydatków Polskiego Funduszu Inwestycji Obronnych, lecz konstrukcji i kompetencji jego decyzyjnych organów, czyli rady oraz komitetu sterującego. Prezydent umocował w nich ministra obrony narodowej jako przewodniczącego, poza tym przedstawicieli premiera oraz ministrów finansów (rada) lub spraw wewnętrznych (komitet), ale dodał także dwóch delegatów własnych – bezpośrednio wyznaczonego przez prezydenta oraz osobno reprezentanta Biura Bezpieczeństwa Narodowego (BBN). System został tak skonstruowany, że bez akceptacji strony prezydenckiej decyzje strony rządowej będą sparaliżowane. Upodmiotowienie decyzyjne Sławomira Cenckiewicza, szefa BBN, strona rządowa uznała za niekonstytucyjne i dyskwalifikujące projekt. Dla strony prezydenckiej natomiast ważność BBN w PFIO to warunek nie podlegający dyskusji.

Takie biegunowe rozbieżności wieszczą finalne losy ustawy o tzw. SAFE za zero w obu wersjach. Plagiatowa ministerialna po ewentualnym ukończeniu w parlamencie nie ma żadnych szans na wejście w życie, natomiast pierwotna prezydencka – przypuszczalnie nawet na rozpatrzenie.