Prezydent Bush przedstawił swój program ożywienia gospodarki, ale nie było w nim nic nowego oprócz tego, co inwestorzy już wiedzieli. Trzeba pamiętać o tym, że wcale nie jest pewne, iż propozycje zostaną przez Kongres zaakceptowane. Demokraci już określają je jako „szokująco kosztowne” i nie dające impulsu gospodarce. Po drugie zniesienie opodatkowania dywidend być może zwiększy popyt na spółki, które takie dywidendy płacą, ale nie wiem, dlaczego miałoby poprawić koniunkturę na Wall Street. Jeśli gospodarka będzie kulała, to żadne dywidendy nie zrekompensują spadku cen akcji. Przy okazji chciałbym powiedzieć, że nie jest prawdą to, co podały telewizyjne „Wiadomości” – inwestorzy nadal będą płacili podatek od zysków kapitałowych.
Inwestorzy skupili się wczoraj nie na planie Busha, a na wiadomościach ze spółek, geopolityki i sfery makro. Zamówienia w fabrykach w listopadzie znacznie spadły – co prawda to już historia, a rynek żyje nadziejami na przyszłość, ale zawsze przyjemniej by było, gdyby dane były dobre. Poza tym raporty Bank of Tokyo-Mitsubishi i Instinet Research oceniły, że sprzedaż detaliczna w okresie świątecznym rosła jedynie dzięki nadzwyczajnym promocjom i nie przyniesie zysku spółkom.
W tej sytuacji zachowanie rynku było umiarkowanie pozytywne mimo spadku indeksów. Oczekiwałem realizacji zysków po wystąpieniu prezydenta, ale wystąpiło w bardzo niewielkim zakresie, a NASDAQ nadal lekko rósł. Spadały kursy koncernów paliwowych (np. Exxon Mobil) ponieważ taniała ropa w oczekiwaniu na zwiększenie wydobycia przez OPEC. Sesja nie wniosła nic do obrazu rynku, który będzie czekał na nowe impulsy. Najbardziej prawdopodobne, że zanim inwestorzy zaczną znowu obawiać się rozpoczęcia wojny (może za tydzień?) to nadejdą one ze spółek – okres wyników i ostrzeżeń jest w toku.
Dziwnie zachowywały się wczoraj rynki Eurolandu. Owszem, z samego rana złe informacje dochodziły od producentów samochodów oraz spółek zajmujących się sprzedażą detaliczną, a ekonomiści z niemieckiego Instytut Badań nad Gospodarką (DIW) z Berlina oraz Archiwum Gospodarki Światowej z Hamburga (HWWA) oświadczyli, że nie spodziewają się w roku bieżącym poprawy koniunktury gospodarczej w Niemczech, ale spadki były stanowczo za duże jak na takie informacje. Rynki Eurolandu zawsze idą za nowojorską Wall Street, więc należy założyć, że inwestorzy europejscy obawiali się, iż po wystąpieniu prezydenta Busha indeksy w USA spadną na skutek realizacji zysków.
Nasz rynek to zupełnie inna historia. Przedwczorajsze zachowanie indeksów zapowiadało kontynuację wzrostów, ale spadki na rynkach europejskich na to z początku nie pozwoliły. W dalszym ciągu słaby był Pekao, a rynek był niezdecydowany. Taka sytuacja trwała do 11.30, kiedy na parkiet dotarła informacja Reutersa, że zysk Pekao wyniesie 900 mln zł. To inwestorów uspokoiło, bo oczekiwano gorszego wyniku. Od tego momentu GPW zachowywała się znowu najlepiej w Europie, a szczególnie mocny był sektor TMT.
Moc rynku zadziwiała, ale często taka pozorna siła rynku jest po prostu dystrybucją. Bardzo nie lubię sytuacji, kiedy na wysokich poziomach obraca się dużo akcji prawie bez zmiany kursu, a taka sytuacja wystąpiła na kilku spółkach. Co innego, kiedy tak dzieje się po spadkach – wtedy mówimy o akumulacji. To każe zachować szczególną ostrożność, bo jeśli mamy do czynienia z dystrybucją to kończy się ona zazwyczaj gwałtownym spadkiem w najmniej oczekiwanym momencie. Wczorajsze zachowanie giełd USA nie będzie dla naszego rynku impulsem ustalającym kierunek. Realizacja zysków była oczekiwana i nie była duża. Patrzmy na analizę techniczną – pokonanie 1230 pkt. na WIG-20 kazałoby akcje kupować, a przełamanie 1210 sprzedawać.