Plany giełdowe zawieszone

Katarzyna Jaźwińska
opublikowano: 2006-03-22 00:00

Spółka nie śpieszy się już na parkiet. Kwestionuje też zastrzeżenia Najwyższej Izby Kontroli.

W Ameryce synonimem luksusowej polskiej wódki są Belvedere i Chopin. Teraz na amerykański rynek zamierza wkroczyć także Sobieski, należący do francuskiej firmy Belvedere. Butelka tej wódki będzie kosztowała ponad 30 USD. Waldemar Rudnik, wiceprezes firmy Sobieski, liczy, że sprzedaż w USA sięgnie kilku milionów litrów.

A jakie plany ma firma wobec polskiego rynku? Do tej pory przedstawiciele spółki deklarowali wejście na stołeczny parkiet.

— Na razie nie widzimy takiej potrzeby. Zamierzaliśmy wejść na giełdę, by zdobyć środki na zakup Polmosu Białystok. Akwizycja nie powiodła się, więc zawiesiliśmy plany giełdowe — mówi Waldemar Rudnik.

Rynkowe wyceny

Sobieski nie wyklucza natomiast wzięcia udziału w prywatyzacji pozostałych fabryk (w Józefowie, Bielsku-Białej, Toruniu czy Warszawie). Są one znacznie mniejsze niż Białystok, powinny więc być tańsze.

— Około 92 proc. rynku spirytusowego jest w rękach prywatnych. Pojawiają się opinie, aby pozostały udział wyceniać według ceny osiągniętej za Białystok, czyli po 20-25 mln zł za 1 proc. rynku. To absurd, bo inna jest sytuacja finansowa tych firm, inny portfel znaków towarowych etc. — wymienia prezes.

Dodaje, że ostateczna decyzja, czy Sobieski zdecyduje się na zakup kolejnych fabryk wódek, będzie zależała od strategii ich prywatyzacji. Waldemar Rudnik uważa na przykład, że warto połączyć Polmosy z Bielska-Białej i Józefowa. Obydwa mają bowiem prawa do produkcji wódki Extra Żytnia, co po prywatyzacji może rodzić sporo problemów. Tak było w przypadku Polmosów z Lublina i kupionego przez Sobieskiego Starogardu Gdańskiego — oba zakłady miały prawa do produkcji Żołądkowej Gorzkiej. Sobieski odsprzedał więc swoje prawa Lublinowi za blisko 38 mln zł.

Wojna podbiła cenę

Transakcję zbadała Najwyższa Izba Kontroli, która uznała, że skarb państwa wycenił tę markę zbyt tanio, a nie doszacowując jej wartości zbyt tanio sprzedał Polmosy.

— Gdyby nie fakt, że między nami a Lublinem trwała wojna, nie osiągnięto by tej ceny. Nie można więc mówić, że skarb otrzymałby wyższą kwotę — uważa prezes Rudnik.

Informuje, że spółki miały parytet sprzedaży tej wódki — 60 proc. miało należeć do Lublina, reszta do Starogardu. Jeśli fabryka Sobieskiego przekroczyłaby limit, musiałaby płacić karę.

— W tej sytuacji nie mieliśmy motywacji, by inwestować w markę. Nie mogliśmy też konkurować ceną. Dlatego dawaliśmy hurtownikom upusty na Sobieskiego, a Ambra (wówczas spółka powiązana personalnie z Lublinem) na Dorato. Taki stan nie mógł trwać wiecznie, bo niszczył marki — konkluduje Waldemar Rudnik.