Czytasz dzięki

Platformy problemy z programem

Wyborcza oferta PO rodzi się w bólach. Pierwsze propozycje entuzjazmu ekspertów nie budzą, ale przynajmniej nie są za drogie

Platforma Obywatelska (PO) do wyścigu na przedwyborcze obietnice dołącza mocno spóźniona. Prawo i Sprawiedliwość zawładnęło już wyobraźnią sporej części wyborców, a plan rządzących jest jeszcze w lesie. Pierwotnie miał być prezentowany dopiero we wrześniu, ale z naszych informacji wynika, że może to nastąpić już w drugiej połowie lipca. Pomysłów na wyborcze dania jest wiele — na razie nie wiadomo jednak, jak PO zamierza je sfinansować.

KOMUNIKACYJNY PROBLEM:
KOMUNIKACYJNY PROBLEM:
Odpowiedzialnym za przygotowanie programu gospodarczego PO premier uczyniła Janusza Lewandowskiego, szefa rady gospodarczej. Jednak to Mateusz Szczurek, minister finansów, przygotowuje projekt budżetu na przyszły rok i żeby znalazły się w nim propozycje wyborcze, musi podsumować ich koszt, a przede wszystkim… poznać.
Grzegorz Kawecki

— Skupiamy się na drobnych, rozproszonych pomysłach. Potrzebne jest jednak mocne uderzenie jak np. liniowy VAT na poziomie 17 proc., a do tego odpowiednie osłony i ulgi dla najbiedniejszych, albo całkowita likwidacja PIT i rekompensaty dla samorządów. Premier musi podjąć odważne decyzje — mówi nam polityk PO bezpośrednio zaangażowany w prace nad wyborczym programem. Na razie jest zamieszanie, bo nie ma jednego ośrodka, który pracuje nad wyborczym menu. Wczoraj „Gazeta Wyborcza” podała, że PO myśli nad zerowym PIT dla młodych do 30. roku życia, waloryzacją kwoty wolnej od podatku, obniżką VAT od 2016 r. i 15-procentowym podatkiem CIT dla firm, które zatrudniają na umowę o pracę. Z naszych informacji wynika, że to plany, które zrodziły się w otoczeniu Janusza Lewandowskiego, szefa rady gospodarczej przy premierze. Ministerstwo Finansów (MF) nie miało nawet możliwości policzenia kosztów tych pomysłów. Nieoficjalnie przedstawiciele resortu nie kryją zaskoczenia, a oficjalnie nie chcą komentować doniesień medialnych. Tym bardziej że ludzie Mateusza Szczurka już wiele miesięcy temu przekazali pomysły z ministerialnych szuflad szefowej rządu.

Nie kwota, ale koszty

Szef MF ma awersję do podwyższania kwoty wolnej od podatku. Jego zdaniem, chociaż zostawi to w kieszeni Kowalskiego więcej, to trafi też do tych, którzy wsparcia nie potrzebują — najbogatszych. Dlatego resort finansów nie chce nawet waloryzacji kwoty wolnej o inflację za ostatnie lata, a takie rozwiązanie podpowiada obecnie kilku doradców premiera. W resorcie popularność zdobywa natomiast idea, że podwyżkę kwoty wolnej można zastąpić zmianami w kosztach uzyskania przychodu. Z naszych informacji wynika, że kasę państwa stać nawet na ich potrojenie, co uszczupliłoby dochody budżetowe o około 5 mld zł. MF pracuje jednak nad takimi zmianami w kosztach uzyskania przychodu, które byłyby dużym wsparciem dla osób najmniej zarabiających. Eksperci nie mają wątpliwości, że to dobry kierunek.

— Zwiększenie kosztów uzyskania przychodów przede wszystkich dla osób o najniższych dochodach, czyli w wersji degresywnej względem dochodów, wzmocniłoby bodźce do pracy zawodowej. Na pewno zwiększyłoby też stopę zatrudnienia wśród najmniej zarabiających i jednocześnie byłoby tańsze niż wyższe koszty uzyskania przychodów dla wszystkich pracujących — mówi Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku.

Zero pomysłu dla młodych

Eksperci i resort finansów suchej nitki nie zostawiają na pomyśle likwidacji podatku PIT dla osób przed 30. rokiem życia. Konstytucjonalista prof. Marek Chmaj nazywa go bezsensownym i budzącym wątpliwości konstytucyjne.

Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

— Mamy zasadę równości wobec prawa, a w tym przypadku w grę nie wchodzi żadna istotna cecha, która wyróżniałaby akurat tę grupę społeczną. Nie mówiąc już o tym, że za młodego uznaje się kogoś do 30. roku życia, a nie np. tylko do 29. — podkreśla ekspert. Resort finansów dodatkowo niepokoi się o rynek pracy.

— Takie rozwiązanie może zwiększyć bezrobocie, a osoby, które stracą zatrudnienie, będą miały trudności z powrotem na rynek pracy — mówi nam osoba z MF chcąca zachować anonimowość. Ekonomiści też nie mają złudzeń — to działanie kosztowne dla budżetu i zupełnie mijające się z celem, jakim powinno być wsparcie dla zarabiających najmniej. Jak wylicza Wiktor Wojciechowski, po likwidacji PIT osoba zarabiająca 2 tys. zł brutto miesięcznie zaoszczędziłaby w skali roku 1326 zł na PIT i 1864 zł na składce do NFZ. Przy takim założeniu ubytek dochodów sektora finansów publicznych wyniósłby 9,5 mld zł.

— Uwzględniając, że część zwiększonych dochodów wróci do budżetu w postaci VAT, efekt netto wprowadzenia 0-procentowego PIT dla młodych, zarabiających średnio 2 tys. zł szacuję na 8 mld zł — mówi ekonomista. Przypomina, że osób, które tyle zarabiają, jest też dużo wśród starszych roczników.

— Zmiany mające na celu zwiększenie dochodów osób otrzymujących niskie wynagrodzenia są słuszne, ale nie powinny ograniczać się do podatników do 30. roku życia — podkreśla Wiktor Wojciechowski. Z danych MF za 2013 r. wynika, że PIT z fiskusem rozliczyło 3,1 mln osób, które urodziły się po 1985 r. Średnioroczny przychód takich osób wyniósł 19,3 tys. zł, a dochód 15,3 tys. zł — czyli skarbówka w formie zaliczek dostała blisko 3,8 mld zł z PIT.

Majstrowanie przy CIT i VAT

Zdjęcie procedury nadmiernego deficytu z Polski wyraźnie rozbudziło apetyt PO na obniżki podatków. Nie dotyczy to tylko ministra finansów, który deklaruje, że chce ulżyć Kowalskiemu, ale nie musi do tego zmieniać stawek podatkowych. Na zapleczu rządu trwają wyliczenia i prace związane z obniżeniem obciążeń dla firm. Najbardziej prawdopodobny i relatywnie tani jest 15-procentowy CIT. W ostatnich dniach obwarowano go jednak warunkami — będzie tylko dla firm, które zatrudniają na etaty i zobowiążą się utrzymać pracowników przez określony czas. Pomysł nie budzi entuzjazmu ekspertów.

— Uważam, że zamiast obniżać CIT, lepiej wprowadzić zmiany podatkowo-składkowe i w Kodeksie pracy, które zmniejszą atrakcyjność zatrudniania na umowy cywilnoprawne przy jednoczesnym wzmocnieniu bodźców do zatrudniania na umowy o pracę — mówi Wiktor Wojciechowski.

Nasze źródła twierdzą, że zachwytu w MF nie budzi też koncepcja wcześniejszej obniżki VAT, chociaż nie jest to problemem dla finansów państwa. Mateusz Szczurek wolałby, żeby stało się to w 2017 r., w otoczeniu premiera uważają jednak, że obywatelom trzeba dosypywać z każdej strony. Koszt dla finansów, gdyby obniżka sprowadzała się do przywrócenia głównej stawki na poziomie 22 proc., to około 5 mld zł. O tym, co ostatecznie wyjdzie z rządowej kuchni, zdecyduje premier Ewa Kopacz. Na razie jest spis produktów, ale nie tworzą one jeszcze strawnego dla wyborców dania. Eksperci wyliczają, że na razie nie jest zbyt kosztowne — Wiktor Wojciechowski szacuje łączny koszt dotychczasowych pomysłów na 11-12 mld zł.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane