Plaże i królewskie groby

Agnieszka Janas
opublikowano: 2005-08-26 00:00

Modne kurorty sąsiadują tu z pamiątkami historycznymi. Miejsca zabaw przeplatają się z królewskimi grobami. Egipt? Nie — okolice północnego Balatonu!

Po gęstym, ciemnoczerwonym płynie z unoszącymi się w nim kawałkami ryby pozostało tylko smakowite wspomnienie. Kelner odniósł do kuchni wytarty chlebem do czysta kociołek, w którym znajdowała się halászlé — balatońska zupa rybna. Moje łakomstwo — to nic. Smak tej rybackiej potrawy doceniali arystokraci. Dowód? Pierwsza pisana informacja o tym smakołyku pochodzi z 1800 r. Możny dwór Festeticsów w Keszthely spisał wtedy z rybakami umowę: podczas świąt i uroczystości na dworze mieli gotować to danie dla gości magnatów. Zupa ta to kulinarny symbol północnego Balatonu.

Drzewa poetów

W nazwie jeziora, największego błotnego akwenu Europy (2 mld m sześc. wody), wciąż słychać słowiańskie brzmienie. Dla jednych dzwięczy w nim „bołoto”, inni w nazwie słyszą „biała toń” — od niezwykłego koloru wody. Północne brzegi jeziora, tuż ponad trawiastymi plażami, wieńczą porośnięte winnicami wzgórza. W okalających je wsiach i miastach rozwijają się ośrodki turystyczne ze starannie utrzymanymi kąpieliskami, hotelami, restauracjami i zabytkami, spotykanymi niemalże w każdej wiosce. Można tu znaleźć spokój.

Można też bawić się w słynnym i tętniącym życiem kurorcie. Mekką turystów po północnej stronie jeziora jest Balatonfüred. To 13-tysięczne miasteczko międzynarodową sławę zawdzięcza nie tylko wspaniałym promenadom spacerowym, nowocześnie zagospodarowanym plażom, parkom i zabytkowym willom (choć niewątpliwie stanowią one o jego wielkiej atrakcyjności). Największym bogactwem Balatonfüred są nasycone kwasem węglowym źródła lecznicze. Z ich dobrodziejstwa korzystano od zawsze, ale dopiero w XVIII w. stworzono tu pierwsze uzdrowisko. Kurort, mimo że kojarzy się z zabawą, ma światowej sławy osiągnięcia w leczeniu chorób serca. Widać to choćby po liczbie Drzew Życia rosnących wzdłuż nadbrzeżnej promenady spacerowej. Zgodnie z tradycją, posadzili je kuracjusze, którzy wrócili tu do zdrowia. Jednym z nich był Rabindranath Tagore (1861-1941), hinduski laureat literackiej Nagrody Nobla (1913). Po uwieńczonym sukcesem leczeniu zasadził w 1926 r. lipę. Hindusi wierzą, że jeśli ktoś w sędziwym wieku zasadzi to drzewo — dożyje dni, gdy puści ono listki. Wróżba spełniła się. I choć upłynęło już prawie osiemdziesiąt lat od wyjazdu słynnego pacjenta, lipa nadal rośnie, skrywając w swoim cieniu pomnik poety. Tagore to nie jedyny laureat literackiego Nobla, któremu sanatorium w Balatonfüred ratowało zdrowie. Wzdłuż promenady rośnie także drzewo włoskiego poety Salvatore Quasimodo (1901-1968), uhonorowanego tym wyróżnieniem w 1959 r.

Cisi mnisi

Nie tylko chorzy na serce szukali spokoju w tej okolicy. Benedyktyni ciszę i modlitewne skupienie znaleźli na wrzynającym się w jezioro maleńkim półwyspie Tihany (wym. Tihoń). W jego nazwie znalazło odbicie słowiańskie słowo „cichość”. Wspaniałe opactwo założył w 1055 r. król Andrzej I. W spisanym wtedy dokumencie fundacyjnym wymieniono 100 węgierskich glos (słów). Tym samym nad brzegami Balatonu zrodził się najstarszy zabytek piśmiennictwa węgierskiego.

Surowy, romański klasztor stał się miejscem spoczynku fundatora. Zmarły w 1060 r. Andrzej I, jako jedyny władca węgierski, spoczywa w miejscu pierwszego pochówku. Mimo wielokrotnej przebudowy kościoła pełen pokory sarkofag władcy do dziś znajduje się w krypcie pochodzącej z XI w. Położoną bezpośrednio na posadzce prostą płytę zdobi spiralny miecz. Symbol ten przysługiwał jedynie koronowanym władcom. Trochę szkoda, że tylko tyle ocalało z pierwotnego stylu architektonicznego, choć przyznać trzeba, że przebudowana w XVIII w. świątynia uważana jest za najpiękniejszy przykład baroku na Węgrzech. Atrakcją turystyczną Tihany pozostaje także kolorowy i tętniący życiem skansen, rozciągający się poniżej wzgórza klasztornego. W rybackich chatach z szarego tufu bazaltowego o bielonych futrynach mieszczą się galerie ze sztuką ludową, a także restauracje i czardy, proponujące gościom, rzecz jasna, halászlé. W muzeum marcepanów można zaś oglądać m.in. znane postacie współczesne (Naomi Campbell, Karl Lagerfeld) czy też historyczne wykonane z tego smakołyku. Często są one naturalnej wysokości.

Dynastyczni święci

Spokoju po śmierci nie doczekała się natomiast błogosławiona Gizela, żona świętego Stefana (Istvana), pierwszego koronowanego władcy Węgier, matka świętego Emeryka (Imre). Ostatnie na Węgrzech królewskie uroczystości pogrzebowe odbyły się 4 maja 1996 r. w Veszprém. Wtedy to pochowano tu pierwszą królową Węgier. Ciało jej przeniesione zostało do katedry św. Michała. Przed tym wydarzeniem przez ponad 900 lat spoczywała ona w grobowcu znajdującym się w jej rodzinnym Passau (Niemcy).

Sławę Veszprém zapewniło nie tylko to wydarzenie. Położone na pięciu wzgórzach miasto było siedzibą pierwszego biskupstwa na Węgrzech oraz oficjalną siedzibą królowych węgierskich. Zachowało się urocze stare miasto pełne kościołów i klasztorów. Wśród nich kaplica św. Jerzego, odkryta w 1957 r. średniowieczna rotunda, najstarszy znany kościół na Węgrzech. Obok niej znajduje się współczesna rzeźba młodzieńca o kobiecych rysach — św. Emeryka. Zdążył on w krótkim życiu złożyć śluby czystości i walczyć o wiarę katolicką. W rękach bohatera tkwią symbole jego drogi: czystości — lilia i walki — miecz. Gotycka kaplica poświęcona błogosławionej Gizeli (powstała 200 lat po jej śmierci) to inne dzieło związane z kultem „świętej rodziny Arpadów”.

Książęce gniazdo

Na północ od Balatonu znajdziemy Székesfehérvar, Alba Regia, Stołeczny Białogród, pierwszą siedzibę Arpadów. Najcenniejszym zabytkiem jest Ogród Ruin — pozostałości po królewskiej bazylice wzniesionej w latach 1018-1038. Pełniła rolę porównywalną do polskiego Wawelu. Koronowano w niej 37 władców węgierskich, a 17 z nich znalazło tu miejsce spoczynku. Niestety na początku XVII w., w czasie walk, Turcy — okupujący wówczas terytorium Węgier — wysadzili bazylikę w powietrze. Na fali odrodzenia narodowego, dwa stulecia później, na jej terenie rozpoczęto wykopaliska archeologiczne — i odkryto kilka grobowców królewskich. Wśród nich wykonany z antycznego sarkofagu grobowiec uważany za miejsce spoczynku św. Stefana. Po II wojnie światowej do miasteczka wraz z komunizmem przyszedł przemysł w postaci fabryki dobrze znanych ikarusów. W ostatnich latach władze miasta uzyskały zaszczytny tytuł Europa Nostra za odbudowę zabytkowej dzielnicy serbskiej.

Duma i uprzedzenia

Na szczęście do dziś w nienaruszonym stanie stoi nad Balatonem jeden z największych pałaców magnackich na Węgrzech: położony w Keszthely — Helikon, kasztel rodu Festetics. Zbudowany w stylu barokowym, czwarta co do wielkości siedziba magnacka (101 pomieszczeń) na Węgrzech słynie ze wspaniałych — i zachowanych — wnętrz: mebli, przedmiotów codziennego użytku, porcelany oraz olbrzymiego księgozbioru Györgya Festeticsa. Pałac wznosiły cztery pokolenia rodu, w tym Pál, zaufany doradca cesarzowej Marii Teresy.

Ale to dzięki wysiłkom Györgya, jego syna, do Helikonu ciągną tłumy turystów. Młody Festetics rozpoczął życiową karierę w armii cesarskiej. Dość szybko popadł tam w konflikt na tle narodowym. Domagał się, by rozkazy żołnierzom węgierskim wydawać w ojczystym języku. Gdy nie spełniono jego postulatu — porzucił służbę. Ten wykształcony, władający biegle pięcioma językami wyznawca filozofii oświeceniowej osiadł w rodzinnych dobrach i rozpoczął wcielanie w życie idei naukowych. Już na początku XIX w. udostępnił publiczności wspaniałe zbiory biblioteczne. Innym z przejawów jego postępowego podejścia do niżej urodzonych było wspólne uczestnictwo we mszy świętej — w pałacowej kaplicy. Z tym, że hrabia z rodziną słuchali jej na górze, służba zaś — na dole.

Helikon słynie z kilku wielkich kolekcji. Jedną z nich jest zbiór broni, wśród której znajdują się eksponaty wyprodukowane nawet 1,1 tys. lat temu. Osobliwością pałacu pozostaje także kolekcja trofeów myśliwskich, zebrana przez spokrewnionego z Habsburgami księcia Windisch-Grätza. Znajduje się tu także muzeum powozów, w którym obejrzeć można m.in. paradną karetę Esterhazych, jednego z najpotężniejszych rodów Europy. Wśród zbiorów uwagę przyciąga elegancki gig — jednokonny, odkryty pojazd dwukołowy — należący do arcyksięcia Rudolfa, syna cesarza Franciszka Józefa I i cesarzowej Elżbiety (Sisi). Sławę Rudolfowi przyniósł romans z Marią Vetserą zakończony samobójstwem kochanków. Legł on u podstaw scenariusza filmu „Mayerling”, w którym grali Omar Shariff oraz Catherine Deneuve.