W górę
Barack Obama
Najpotężniejszy człowiek świata — z racji możliwości jego urzędu — w pierwszy wtorek po pierwszym poniedziałku listopada odnowił swój mandat prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wybory po pierwszej kadencji są plebiscytem, czy dotychczasowy lokator Białego Domu zasługuje na przedłużenie mu umowy o pracę (na czas określony). I większość głosujących Amerykanów udzieliła odpowiedzi pozytywnej, negatywna zdarza się rzadko. W stanowych głosach elektorskich Barack Obama wygrał pewnie 332:206, ale cztery lata wcześniej było jednak lepiej 365:173. Utrata 33 głosów oznacza, że niektóre stany z grupy tzw. swingujących zmieniły na mapie USA barwę z niebieskiej demokratycznej na czerwoną republikańską, wskazując na Mitta Romneya. Suche liczby i tak wyszły prezydentowi lepiej niż ogólne wrażenie społeczno-polityczne. O ile poprzednio triumfował jako przebojowy Obama, o tyle teraz wygrał jako… nie-Romney. Najsłabszym punktem starego/nowego prezydenta była, jest i będzie gospodarka. Jego jedyna recepta na wychodzenie z kryzysu to nieograniczony dodruk przez Fed pustego dolara i zwiększanie długu publicznego USA na skalę, w której zaczyna brakować w kalkulatorach miejsc na cyfry. Ale cóż — trzy słowa otwierające ten tekst są bezdyskusyjne…
Grażyna Piotrowska- Oliwa
Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) standardowo spiera się z Urzędem Regulacji Energetyki o ceny gazu tylko w jednym kierunku — wnioskuje o zatwierdzanie kolejnych podwyżek. A tu nagle po kilku miesiącach kierowania państwowym monopolistą gazowym prezes Grażyna Piotrowska-Oliwa wniosła o… obniżkę taryfy mniej więcej o 10 proc. To następstwo mającego sensacyjny posmak dogadania się w listopadzie PGNiG z rosyjskim Gazpromem w sprawie obniżki hurtowych cen gazu. Premier i minister skarbu propagandowo spijają całą śmietankę z tego niewątpliwego sukcesu. Znając i uwzględniając oczywiste uwarunkowania polityczne polsko- rosyjskich stosunków gospodarczych, zwłaszcza w strategicznym sektorze paliwowym — niniejszym plusem miesiąca dla szefowej PGNiG nieśmiało przypominamy, że w pierwszym rzędzie była to jednak umowa biznesowa.
W dół
Waldemar Pawlak
Największa krajowa sensacja w kręgach władzy nie tylko listopada, ale roku. Waldemar Pawlak odchodził już z różnych stanowisk, jednak było to powodowane przez czynniki obce. Na przykład z fotela prezesa Rady Ministrów wysadził go w 1995 r. prezydent Lech Wałęsa. Tym razem klęska żelaznego prezesa Polskiego Stronnictwa Ludowego w rywalizacji o partyjną reelekcję miała podłoże wręcz… rodzinne. Liczbowo minimalna 530:547, politycznie była szokiem nie tylko dla PSL. Wodzowie trzymający własne partie za twarz, tacy jak Donald Tusk czy Jarosław Kaczyński, pukali palcem w czoło: „Waldek, jak mogłeś dopuścić do takiego rozpasania demokracji?”. Po ogłoszeniu wyników głosowania przegrany prezes kierował, niczym Juliusz Cezar, do uciekających z oczami zdrajców wyrzut: „I ty, Brutusie, przeciwko mnie?”. Ale później zachował się honorowo, natychmiast złożył rezygnację ze stanowisk wicepremiera i ministra gospodarki. W uznaniu tej postawy prezydent wręczył Waldemarowi Pawlakowi akt odwołania w trybie tajnym, bez udziału mediów. Panie Waldku, pan się nie boi!
Katarzyna Niezgoda
Sąd pracy drugiej instancji zakończył operę mydlaną zwaną przez media „Kammelgate”. Uznał, że bank Pekao miał prawo zwolnić Katarzynę Niezgodę z posady wiceprezesa dyscyplinarnie. W praktyce sądowej orzeczenie minimalizuje jej szanse w innym procesie przeciwko Pekao — o odszkodowanie za zwolnienie. Przypomnijmy, że wiceprezes przez kilka lat zlecała usługi szkoleniowe warte miliony złotych spółce Sparrow (z angielskiego: wróbel), związanej z jej ówczesnym mężczyzną Tomaszem Kammelem. W szczytowym roku uczucia, 2008, wróbel finansowo wzbił się na poziom kondora. Paradoksem wyroku jest okoliczność, że kierując pionem zasobów ludzkich, Katarzyna Niezgoda stała się ekspertem od prawa pracy.
Sukces
Przymusowy przeskok technologiczny
Ze znacznym opóźnieniem, ale Polska nareszcie wchodzi w erę telewizji cyfrowej. Wyłączanie sygnału analogowego zaczęło się od Lubuskiego, którego mieszkańcy wcześniej oswoili się z nową technologią zza Odry i Nysy. Co kilka tygodni cyfryzacja obejmuje kolejne obszary, a 31 lipca 2013 r. sygnał analogowy trafi do muzeum. Zmiana podnosi jakość obrazu i dźwięku, daje możliwość oglądania większej liczby naziemnych programów itd. W sensie społecznym i biznesowym zaś różni się od innych nowinek technologicznych, które zawsze są ofertą. Ze względu na cywilizacyjne znaczenie i powszechność telewizora cyfrowy przeskok — kosztujący klienta kilkadziesiąt złotych — staje się przymusem. Kto nie zdąży albo zapomni o dekoderze, obudzi się któregoś dnia niczym 13 grudnia 1981 r. — na ekranie nie będzie nie tylko Teleranka, ale w ogóle niczego.
Kompozytowy sen wreszcie się spełnia
Spóźniony podobnie jak cyfryzacja, ale wreszcie przyfrunął z Seattle pierwszy w barwach PLL LOT kompozytowy Boeing 787 Dreamliner. Jak każdy nowy model w każdej branży samolot jest oczywiście lepszy od poprzedników. Gdy jeszcze wyregulują mu podwozie, wejdzie na stałe do służby. Odrębnym tematem stała się rozkręcona wokół jego premiery propaganda sukcesu, przykrywająca finansową zapaść narodowego przewoźnika. Telewizje jak dzieci rajcowały się każdą błyskotką Dreamlinera, na przykład… osobnym monitorem do dyspozycji każdego pasażera. Przecież takie udogodnienie występuje od wielu lat w wielkich samolotach, choćby w Airbusie 340, a jego zainstalowanie zależy wyłącznie od zamówienia przez zainteresowaną linię.
Porażka
Podcięte skrzydła laureatki Nobla
Chichotem historii jest okoliczność, że odbieranie przez Unię Europejską dość zaskakującej Pokojowej Nagrody Nobla (10 grudnia w Oslo) zbiega się z największym kryzysem w dziejach laureatki. Nierozwiązywalny spór płatników netto, czyli będących w mniejszości państw najwyżej rozwiniętych, z masą beneficjentów paraliżuje unijne budżety. Nie domyka się tegoroczny, brak porozumienia w sprawie budżetu 2013, plajtą skończył się 23 listopada szczyt poświęcony siedmiolatce 2014-20. Zawsze trudne negocjacje finansowe tym razem przypadły na wręcz fatalny czas. Kryzys uderza nawet w najsprawniejsze gospodarki, a społeczeństwa żyjące ponad stan absolutnie nie chcą przyjąć do wiadomości konieczności zaciśnięcia pasa. Euroland okazuje się projektem zbyt idealistycznym, ponieważ jego udziałowcy nie przestrzegają kryteriów wymaganych od nowych członków. Ale nic to, grunt, że przy rondzie Schumana w Brukseli szybko rośnie kolejny szklisty unijny pałac, tym razem dla Rady Europejskiej — czyli zbiórek szefów państw i rządów, którzy dotychczas spotykają się w warunkach uznanych za zbyt siermiężne. Będzie gdzie powiesić godnie dyplom z wizerunkiem Alfreda Nobla.
