W górę
Jolanta Zwolińska
Absolwentka biologii Uniwersytetu Warszawskiego jest opoką polskiej branży kosmetycznej już trzydzieści lat. Jej decyzje są równie nowatorskie, co zaskakujące rynek. Do biznesu pchnęło ją rozczarowanie pracą w socjalistycznym instytucie naukowym. Pierwszą firmę Soraya, specjalizującą się w kosmetykach popularnych, założyła w dawnym ustroju, w 1984 r. Po dekadzie rozwoju rozstała się z nią już w nowych warunkach i z marszu stworzyła w 1994 r. Dermikę, oferującą kosmetyki w prestiżowym segmencie premium. Ta druga przygoda trwała 16 lat — Jolanta Zwolińska sprzedała udziały w 2010 r. Wkrótce zagrała va banque po raz trzeci i postawiła od 2011 r. na innowacyjność pod marką Yonelle. W ofercie znalazły się zabiegi z pogranicza kosmetologii i medycyny estetycznej wraz z zabiegami kojąco-regenerującymi. Drugą nogą Yonelle stały się zaś luksusowe kosmetyki dla kobiet po czterdziestce. Firma zorientowana jest na eksport, na początek do Europy Zachodniej, Rosji i na Bliski Wschód. W dalszej perspektywie czekają Stany Zjednoczone. Niezawodna dotychczas intuicja otwiera przed Jolantą Zwolińską perspektywę sukcesu Yonelle podobnego do osiągniętego przez markę Inglot. Co potwierdza, że na konkurencyjnych obcych rynkach nasze firmy mają zdecydowanie większe szanse na wybicie się, gdy w nazwie polskość jednak schowają.
Samuel Klein
Gdyby zachował obywatelstwo, znajdowałby się obecnie na piątym miejscu listy najbogatszych Polaków. 91-letni Samuel Klein majątek ponad 2 mld USD (czyli około 6,4 mld zł) zgromadził jednak daleko, w Brazylii. Żyd rodem z podkarpackiego Zaklikowa cudem uratował się z Holokaustu, po wojnie handlował w Polsce i Niemczech, ale zdecydował się na wyjazd jak najdalej od komunizmu i nazizmu. Przez Boliwię i Argentynę trafił do Brazylii, konkretnie do metropolii Sao Paulo. Stworzył sieć marketów Casa Bahia z wyposażeniem domów, meblami i elektroniką, liczącą ponad 600 placówek. Na początku źródłem sukcesów Samuela Kleina stało się uruchomienie sprzedaży ratalnej, opartej na zaufaniu wobec klientów.
W dół
Stanisław Kalemba
Dramat hodowców trzody chlewnej, którzy z powodu rosyjskiego embarga nie mają co zrobić z kilkudziesięcioma tysiącami tuczników, wysadził z siodła ministra rolnictwa i rozwoju wsi. Po ujawnieniu wirusa afrykańskiego pomoru świń Stanisław Kalemba zupełnie się zagubił i nie umiał zorganizować interwencyjnego skupu. Zajmująca się tym Agencja Rezerw Materiałowych podlega jego rządowemu koledze i zarazem partyjnemu szefowi, wicepremierowi/prezesowi Januszowi Piechocińskiemu. Niestety dla rolników obaj PSL-owscy decydenci się nie lubią, jako że Stanisław Kalemba od lat trzyma z przegranym Waldemarem Pawlakiem, którego wpływów zwycięski Janusz Piechociński wciąż się boi. Blisko natomiast współpracuje z Markiem Sawickim i dlatego załatwił jego powrót na stanowisko ministra. Zrozpaczonych hodowców trzody te gierki nie obchodzą…
Jacek Protasiewicz
Europoseł Platformy Obywatelskiej to jeden z najwierniejszych ludzi Donalda Tuska. Z tego tytułu piął się do góry i obrastał w funkcje: był z partyjnego klucza jednym z czternastu wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego, szefem europosłów koalicji PO/PSL, a ostatnio w podejrzanych okolicznościach wysadził Grzegorza Schetynę z fotela szefa PO na Dolnym Śląsku. Wybór do Brukseli/Strasburga na trzecią kadencję miał pewny stuprocentowo. Szybująca tak wysoko gwiazda nagle jednak zgasła z powodu kompromitującego, wywołanego pod wpływem alkoholu incydentu Jacka Protasiewicza z niemiecką policją na lotnisku we Frankfurcie. Zdarzyło mu się to w najgorszym momencie, na starcie eurowyborów. Donald Tusk uznał, że jego pretorianin byłby dla PO zbyt dużym obciążeniem wizerunkowym i w związku z tym wyrzucił go na polityczną zwałkę. W relacji utraconego raju do skali przewinienia Jacek Protasiewicz ustanowił rekord świata! Trafił również do podręczników kryzysowego PR z powodu fatalnego tłumaczenia się, które dodatkowo pociągnęło go w otchłań niebytu.
Sukces
Na rynkach mogło być znacznie gorzej
Podpisanie przez Unię Europejską i Ukrainę politycznej, łatwiejszej części umowy stowarzyszeniowej jest zaledwie kroczkiem ku normalizacji sytuacji po tragicznych wydarzeniach. Wypada trzymać kciuki za sfinalizowanie najpóźniej jesienią trudniejszej części gospodarczej. Im szybciej, tym lepiej, bo każdy miesiąc prowizorki odbija się negatywnie na produkcie krajowym brutto również w Polsce. Ale w sumie i tak wypada odetchnąć, że dramat Ukrainy nie odcisnął się tak bardzo na rynku walutowym. Ruchy oczywiście trwały, złoty umiarkowanie się osłabiał, ale w nieznacznym stopniu wpływały na to paniczne spekulacje wojenne. To wielki sukces naszej waluty, ponieważ przy jakichkolwiek zawieruchach gdziekolwiek rynki wschodzące są z zasady mocno bite bez logicznego uzasadnienia. Przy okazji w naturalny sposób wypłynął temat członkostwa Polski w Eurolandzie, ponieważ jednolita waluta zasadnie uważana jest za sojusz dający większe poczucie bezpieczeństwa niż udział w NATO. Wydarzenia na Ukrainie absolutnie nie wpłyną jednak na strategię przyjęcia u nas euro — raczej później niż wcześniej.
Porażka
Związek Radziecki w imperialnym amoku
Że prezydent/car Władimir Putin proeuropejski zwrot Ukrainy odreaguje z mocą natychmiast po zgaśnięciu znicza igrzysk w Soczi — było oczywiste. Ale naprawdę nikt na świecie się nie spodziewał, że pozycjonująca się na nowoczesne, demokratyczne i przyjazne państwo Rosja okaże się w XXI wieku takim globalnym rozbójnikiem, po prostu reaktywowanym Związkiem Radzieckim ogarniętym imperialnym amokiem. Zabór Krymu dokonany przez Putina przy pełnym i autentycznym poparciu rosyjskiego społeczeństwa, w poczuciu całkowitej bezkarności — był w kontekście prawa międzynarodowego aktem zdziczenia. Chociaż z drugiej strony nie wolno zapominać, że gdyby na Krymie przeprowadzono pod nadzorem międzynarodowym w spokojnym okresie całkowicie uczciwe i pozbawione nacisków referendum, to rzeczywiści mieszkańcy półwyspu zdecydowanie opowiedzieliby się za Rosją. Przez ponad dwie dekady jednak nikt w Moskwie nie śmiał nawet zgłosić takiego pomysłu, ponieważ zostałby on uznany za absurd zarówno przez Ukrainę — w tym także przez urzędującego prezydenta Wiktora Janukowycza — jak i całą wspólnotę międzynarodową. Były podpułkownik KGB Władimir Putin okazał się jednak sprawnym realizatorem wielkorosyjskiej doktryny, która nakazuje wykorzystanie z zaskoczenia każdej słabości naiwnego sąsiada.
