Po bankowej hossie

ET
opublikowano: 2009-02-17 00:00

Na takie statystyki przyjdzie nam pewnie poczekać kilka lat. W 2008 r. bankom wszystko rosło. Prawie wszystko…

Na takie statystyki przyjdzie nam pewnie poczekać kilka lat. W 2008 r. bankom wszystko rosło. Prawie wszystko…

Pewnie bardzo długo nie zobaczymy tak dynamicznych statystyk jak w minionym roku — taki wniosek płynie z podsumowania sektora bankowego, przeprowadzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego. W górę poszły wyniki. Branża zarobiła 14,7 mld zł — ponad miliard więcej niż rok wcześniej. Przybyło etatów w bankach. W sektorze przybyło przeszło 14 tys. miejsc pracy. Mocno napuchły bilanse banków. Portfel kredytowy urósł do 593 mld zł (podczas gdy w 2007 r. jego wartość wynosiła 427 mld zł), a depozytowy do 494 mld zł (419 mld zł w 2007 r.). Po raz pierwszy od wielu lat w sektorze, który był dotąd nadpłynny, wielkość długów przewyższa nagromadzone oszczędności. O dynamicznej akcji kredytowej w tym roku możemy więc zapomnieć. W szczególności, jeśli złoty nadal będzie tracić. Jego słabość osłabia moce kredytowe banków z dwóch powodów. Po pierwsze sprawia, że rośnie nominalna wartość portfela kredytów walutowych. Po drugie, spadek ceny złotego fatalnie odbija się na współczynniku wypłacalności banków (stosunek aktywów netto do aktywów ważonych ryzykiem). Jeszcze dwa lata temu był on na bardzo przyzwoitym poziomie 12,1 proc. W końcu 2008 r. spadł do 10,8 proc. Dzisiaj jest jeszcze niżej, bo od grudnia złoty sporo stracił do głównych walut. A minimalny wymagany poziom to 8 proc.