Skuteczne oszczędzanie przy pomocy TFI rozpoczyna się od odpowiedzi na pytanie: dlaczego oszczędzam?
Małżeństwo myślące o zapewnieniu swojemu dziecku edukacji na odpowiednim poziomie, absolwent, który w perspektywie 20 lat ma zamiar zostać milionerem, trzydziestolatek, który chciałby w perspektywie 5 lat zmienić samochód, 45-letnia kobieta, której marzeniem jest pobyt w ciepłym kraju w czasie corocznego zimowego urlopu, 60-latek, który chciałby przekazać bliskim zgromadzone przez siebie oszczędności w miarę nienaruszonym stanie…
Niezależnie od tego jaki charakter mają nasze zamierzenia, ich realizacja jest uzależniona od aktywnego podejścia do własnych finansów. Jest oczywiście również możliwa metoda pasywna (np. wygrana, spadek), ale ona raczej stawia nas w dość niewygodnej pozycji ludzi, całkowicie pozbawionych wpływu na swój los.
Zdać się na ekspertów
Swoje inwestycje możemy prowadzić samodzielnie, albo zdać się na specjalistów. Bezpośrednie, pozabankowe, inwestycje w końcu roku 2005 stanowiły jedynie 8,7 proc. naszych oszczędności, a udział inwestycji czynionych za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych i ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych wzrósł do blisko 15 proc. Inwestycje bezpośrednie mają wiele zalet. Mają również dwie podstawowe wady — wymagają sporo wiedzy i dużo czasu. Fundusze inwestycyjne czy inne formy zbiorowego lokowania również tego wymagają, jednak nie w aż tak szerokim zakresie.
Cel to podstawa…
Cel inwestycji, to najważniejszy czynnik wpływający na sposób inwestowania. Gdy spojrzymy na przytoczone na początku przykłady, to łatwo zrozumiemy, że struktura inwestycji w ostatnim przypadku powinna być całkowicie inna niż w pierwszym. Przekazanie oszczędności w nienaruszonym stanie wymaga bowiem ochrony ich wartości, a tą można uzyskać dzięki inwestycjom w fundusze dłużne — obligacyjne lub pieniężne. Z kolei ta forma inwestycji dla młodego małżeństwa myślącego o akademickiej edukacji swojego dziecka, pozwoliłaby prawdopodobnie zarobić jedynie na wpisowe. Ten cel, przy długim horyzoncie realizacji (powiedzmy 20 lat), determinuje wybór strategii agresywnej, opartej na funduszach akcji. Przynajmniej przez pierwszą połowę okresu inwestycji. W każdym z przypadków cel jaki zamierzamy osiągnąć determinuje ścieżkę, którą do tego możemy dojść.
Cel to nie wszystko
Spójrzmy na wspomniany na początku przykład kobiety, zainteresowanej corocznym urlopem nad ciepłym morzem. Finansowana w większości przypadków z bieżących nadwyżek przyjemność, na pierwszy rzut oka wymaga dość ostrożnego podejścia. Ale w rzeczywistości zależy to od poziomu akceptacji ryzyka. Potencjalny urlop w Tunezji można bowiem, stosując bardziej agresywną politykę, próbować zamienić na Dominikanę. Oczywiście to może skończyć się... pobytem na Polskim Wybrzeżu. I to poza sezonem. Dla kogoś kto nie wyobraża sobie urlopu bez ciepłego morza, ryzyko podejmowane w tak krótkim okresie może być dostatecznie wysoką barierą. Ktoś inny jest być może w stanie zaryzykować na tyle że w przypadku niepowodzenia, w krótkiej perspektywie, zaakceptuje brak ciepłego morza w trakcie urlopu, mając w perspektywie wyjazd do egzotycznego miejsca.
Najwięcej problemów z wyborem strategii sprawiają cele krótkoterminowe. W krótszych okresach wybór jest ograniczony w zasadzie do funduszy pieniężnych lub dłużnych. W dłuższych, w naszych wyborach pojawia się coraz silniejsza reprezentacja akcji (fundusze zrównoważone czy nawet akcyjne). Pomiędzy tymi okresami jest miejsce na fundusze stabilnego wzrostu, które nie dadzą zarobić zbyt wiele (75-80 proc. inwestycji to papiery dłużne), ale nie pozbawią nas dodatkowych korzyści z nadzwyczaj dobrej koniunktury na rynku akcji.
Nadzór nad inwestycją
Rola ciułacza nie kończy się wraz z wyborem funduszu. Ona się w tym miejscu dopiero zaczyna. Często zapominamy o tym, że inwestowanie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych nie przypomina lotu samolotem z włączonym autopilotem. Co jakiś czas, który zależy od horyzontu inwestycji, powinniśmy do niej „zajrzeć”, bo może się w niej wiele zmienić. Na co powinniśmy zwrócić szczególną uwagę:
n wyniki — czy „nasz” zarządzający nadal plasuje się wśród grona najlepszych w swojej grupie
n zmiana zarządzającego — może naszym funduszem zarządza już ktoś zupełnie inny
n zmiany polityki — fundusze zmienią politykę, łączą się, modyfikują strategię
n inne zmiany dotyczące kosztów, dostępności produktów, okresowych obniżek opłat.
W żadnym wypadku nie powinniśmy wyręczać w pracy zatrudnionego przez nas zarządzającego. To dość powszechne, szczególnie gdy inwestycja nie rozwija się po naszej myśli. Przychodzą nam wówczas do głowy pomysły w stylu „sam zrobiłbym to lepiej” albo „skoro na giełdzie spada, to może zamienię jednostki funduszu x na y”. Z możliwości wystąpienia takich sytuacji trzeba sobie zdać sprawę znacznie wcześniej, już przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. To już na tym etapie powinniśmy wiedzieć, że w złych czasach nasz fundusz potrafi stracić w ciągu miesiąca kilka czy kilkanaście procent, że złe czasy mogą trwać kilka miesięcy z rzędu.
Lepiej myśleć o przyszłości
Z reguły zwykło się mówić, że fundusze z domieszką akcji to instrument dla oszczędzania długoterminowego. To oczywiście prawda i tak byłoby najlepiej, ale często życie wyprzedza nasze wyobrażenie o przyszłości. Co ma zrobić ktoś, kto dziś zastanawia się nad inwestycja trzyletnią? Na giełdzie rekord za rekordem, może nas czekać spadek cen, ryzyko jest coraz wyższe. Czy w takiej sytuacji powinniśmy się wstrzymać z inwestycją w fundusz akcji, czy choćby fundusz mieszany?
To w dużej mierze zależy od poziomu naszej wiedzy i akceptacji ryzyka. Jeżeli nie wyobrażamy sobie możliwości utraty choćby 10 proc. inwestowanych środków, wówczas fundusze akcji mogą okazać się złym rozwiązaniem nawet przy bardzo długim horyzoncie. No bo, jak zachować się w sytuacji, gdy spadające ceny akcji zabierają nam zysk i część zainwestowanego kapitału. Umarzać czy skonwertować na jednostki funduszy bezpiecznych?
A może zostawić, licząc na to, że za dwa lata będzie lepiej? W zasadzie nie wiadomo. To właśnie dlatego inwestycje w fundusze akcji powinny być obliczone nie na 2-3 a na 5 lat. A właściwie powinny pozwalać objąć swoim horyzontem czas, odpowiadający 1,5 średniej długości pełnego giełdowego cyklu hossa-bessa. Tylko wtedy, nawet gdy kupimy „na górce”, kolejna fala wzrostowa pozwoli nam odrobić straty.
Rozdrobnienie pomaga
Dywersyfikacja inwestycji leży u podstaw polskiego sukcesu funduszy stabilnego wzrostu i funduszy mieszanych. Taki instrument to nic innego, jak przykryta jednym produktem dywersyfikacja lokat — część środków pracuje na rynku akcji a cześć na rynku obligacji.
Decydując się na takie rozwiązanie nie można mieć później do siebie pretensji, że miało się tylko albo aż (w zależności od giełdowej koniunktury) 30 proc. środków ulokowanych w akcjach. Miało się tyle, bo to ograniczało ryzyko tej inwestycji w momencie jej dokonywania. Gdyby go nie było, albo poziom akceptowanego ryzyka był większy, struktura tej inwestycji mogłaby mieć zupełnie innych charakter.