O obawach związanych z możliwym porozumieniem USA z Rosją ponad głowami Europy najlepiej świadczą dwie wypowiedzi, które padły podczas naszej wtorkowej konferencji „Co nas czeka”, podczas której zebraliśmy ekspertów od makroekonomii, polityki i technologii. by rozmawiać o perspektywach na 2025 r.. Obie odnoszą się oczywiście do zakończonej w niedzielę konferencji bezpieczeństwa w Monachium.
Sławomir Dębski, profesor College of Europe, ważny polski głos w międzynarodowej debacie politycznej: — Jeżeli konflikt nie zakończy się porażką Rosji, przyniesie to dla nas wysokie koszty i negatywne skutki.
Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI: — Po weekendzie wydawało się, że nie będzie co zbierać na polskim i europejskim rynku, że dojdzie do dużych spadków. Tymczasem nastroje są dobre, możliwe, że rynki grają już inne tematy.
Rynek rzeczywiście nie przejmuje się na razie ryzykiem politycznym, a nawet traktuje je jako szansę. Od początku lutego warszawski indeks giełdowy WIG zyskał już prawie 8 proc., więcej niż niemiecki DAX (5 proc.), czy amerykański S&P (1,2 proc.). Wyraźnie umocnił się też złoty — wobec euro o 1 proc., wobec dolara o 2 proc. Te ruchy na walucie nie wydają się duże, ale warto pamiętać, że kurs złotego generalnie jest mało zmienny i na tym tle ostatnie zmiany są naprawdę istotne. O tym, że szanse na pokój zostały potraktowane jako pozytywne, świadczy też fakt, że tylko po weekendzie indeks WIG-Ukraina, skupiający spółki ukraińskie lub działające w dużej mierze tym kraju, wzrósł o 15 proc.
Co się zatem dzieje? Czy Monachium — traktowane jako cały proces prowadzący do zawieszenia broni — jest ryzykiem, czy szansą? Odpowiedź jest dość prosta: tym i tym. Wszystko zależy od parametrów ewentualnego porozumienia.
Ryzyka są ewidentne. Jak tłumaczył we wtorek podczas naszego spotkania generał Rajmund Andrzejczak, istnieje niebezpieczeństwo, że Ukraina stanie się stale niestabilnym państwem, gdzie będą mogły działać obce grupy zbrojne i którego armia również może wykazywać niską przewidywalność. W takich warunkach nasze wydatki na obronę będą musiały wynosić więcej niż 5 proc. PKB, co będzie wywierało presję na finanse publiczne i stabilność kraju. Na to nakłada się oczywiste ryzyko, że zły pokój podniesie zagrożenie kolejną wojną, może większą niż obecna. W takich warunkach Polsce będzie trudno pozyskiwać kapitał, co oznacza wyższe stopy procentowe ze wszystkimi negatywnymi tego konsekwencjami.
Jednak rynek nie bez powodu pozytywnie reaguje na informacje o możliwym zawieszeniu broni lub pokoju. Warto zwrócić uwagę na kilka elementów, które mogą sprawić, że dogadanie się USA z Rosją i Ukrainą przyniesie też pozytywne efekty — jeżeli w ogóle do tego dojdzie, bo na razie są to wyłącznie spekulacje.
Przede wszystkim premia za ryzyko związane z wojną, czyli de facto koszt kapitału, jest już teraz wysoka i ogranicza polski potencjał rozwoju. Robert Dobrzycki, prezes i współwłaściciel Panattoni, powiedział podczas spotkania coś, co słychać z wielu miejsc w gospodarce — jeżeli inwestor ma do wyboru podobny projekt w Polsce lub w kraju dalej od wojny, to wybierze drugą opcję. Teoretycznie bliskość wojny mogła z Polski uczynić kraj fortecę doinwestowany przez USA, mocno rozwinięty przemysłowo i technologicznie na wzór Niemiec Zachodnich z okresu zimnej wojny. Na razie jednak w praktyce widać więcej atawistycznych emocji w biznesie — bliskość wojny to po prostu duże ryzyko. Z tego punktu widzenia ewentualne zawieszenie broni, które mogłoby zostać potraktowane jako w miarę trwałe, mogłoby zmniejszyć niechęć inwestorów do Polski. USA musiałyby naprawdę pójść na duże upokorzenie polityczne, żeby porozumienie z Rosją zostało potraktowane jako zwycięstwo tej drugiej i znacznie obniżenie bezpieczeństwa Polski. Tak może się wydarzyć, ale na dziś nie ma powodu, by był to scenariusz bazowy.
Moja interpretacja wydarzeń jest taka, że Rosji będzie zależało na autentycznym uspokojeniu nastrojów na kilka lat. W takich warunkach łatwiej jej będzie rozgrywać podziały między Europą a USA, podziały w samej Europie, a także łatwiej się dozbrajać. My tych kilka lat spokoju możemy wykorzystać dobrze lub źle, ale okno będzie.
Na ważny wątek zwrócił uwagę także Andrzej Bieniek, dyrektor inwestycyjny w Esaliens TFI. Ewentualne zawieszenie broni może oznaczać obniżenie cen surowców (Rosji może być je łatwiej eksportować). To z kolei może zmniejszyć negatywną presję na europejski przemysł i poprawić koniunkturę w UE.
Ze strategicznego punktu widzenia Polska jest dużo w trudniejszej sytuacji niż 5-10 lat temu. To nie ulega wątpliwości i to się nie zmieni. Ale wszyscy przestraszeni po konferencji w Monachium nie powinni popadać w nadmierny pesymizm. Ewentualne uspokojenie konfliktu może otworzyć przed nami pewne szanse.
