Media donoszące o sprawie podkreślają, że to pierwsza bezpośrednia ofiara meteorytu od blisko 200 lat.
Tuż po tajemniczej eksplozji zarówno policja, jak i świadkowie myśleli, że jej przyczyną był tajemniczy materiał wybuchowy podłożony na dziedzińcu technicznego koledżu Bharathidasan. Bliższe badania zarówno krateru powstałego po dziwnym wybuchu, jak i obrażeń ofiar wskazały jednak, że nie była to eksplozja, lecz uderzenie materiałem skalnym z dużą siłą.
Ten materiał znajdował zresztą się zaraz obok jedynej śmiertelnej ofiary — 40-letniego kierowcy autobusu uczelnianego imieniem Kamaraj. Początkowo ten ciemnoniebieski niewielki kamień wzięto za odpad z budowy, zrzucony na dziedziniec w wyniku eksplozji. Bliższa analiza laboratoryjna wykazała jednak, że nie pochodzi on z Ziemi, lecz z kosmosu i stanowi fragment komety lub asteroidy.
Wszyscy zgodnie podkreślają, że jest to pierwszy od 1825 r. udokumentowany przypadek śmierci w wyniku uderzenia kosmicznym odłamkiem. Astrofizycy brytyjskiego Uniwersytetu Sheffield wyjaśniają, że to przypadki bardzo rzadkie, ponieważ zazwyczaj odłamki komet lub asteroidów spalają się wcześniej w atmosferze Ziemi.
