Ostatecznie indeks Dow Jones zyskał na zamknięciu jedynie 0,07 proc., zaś Nasdaq wzrósł o 0,37 proc.
Zaprezentowane w środę dane makro, i tym razem, nie dały powodów do optymizmu. Znacznie więcej niż zakładały prognozy, aż o 5,2 proc. spadły w styczniu zamówienia na dobra trwałego użytku. Gorszy od oczekiwań okazał się również odczyt wskaźnika sprzedaży nowych domów przed miesiącem. Widać, że kryzys na rynku nieruchomości jeszcze nie minął.
Nerwową sytuację z początku sesji uspokoiło nieco wystąpienie Bena Bernanke, szefa Fed. Zapewnił on, że władze monetarne zrobią wszystko co konieczne by utrzymać wzrost gospodarczy. Oznacza to m.in. duże prawdopodobieństwo kolejnych obniżek stóp procentowych, mimo rosnącej inflacji, wyników wymiany handlowej i niepokojącej sytuacji wokół dolara.
Słowa Bernanke zachęciły inwestorów do kupowania akcji. Rosła nawet wycena papierów Fannie Mae, największej amerykańskiej instytucji specjalizującej się w finansowaniu pożyczek hipotecznych. Firma w czwartym kwartale minionego roku poniosła stratę sięgającą 3,6 mld USD.
Wzięcie miały też walory instytucji bankowych z Citigroup i Goldman Sachs na czele.
W prestiżowej średniej Dow Jones powodzeniem cieszyły się papiery IBM. Dyrektor zarządzający jednego z największych na świecie producenta sprzętu komputerowego prognozuje możliwość wzrostu na rodzimym rynku w tym kwartale. Oparł swoje projekcje na dużym popycie klientów na technologie i rozwiązania pozwalające na oszczędności kosztowe i zwiększenie produktywności.
Pod kreską toczył się handel papierami Microsoftu. Potentat rynku oprogramowania komputerowego otrzymał gigantyczną karę od Komisji Europejskiej za nieuczciwą konkurencję.
Silnie spadały także notowania Nortel Networks.
Firma produkująca sprzęt telekomunikacyjny miała nieudany miniony kwartał i
zapowiedziała sięgające 2,1 tys. etatów redukcje zatrudnienia.