Po studniówce czas zakuwania

opublikowano: 13-02-2019, 22:00

Wybory do Parlamentu Europejskiego (PE) już na horyzoncie, właśnie wypada studniówka.

Odbędą się w długi weekend 23-26 maja 2019 r., każde państwo głosuje w swoim tradycyjnym dniu wyborczym, zatem studniówka jest rozciągliwa. Licząc od 14 lutego pozostaje taka liczba dni: 98 do czwartku 23 maja, gdy głosuje Holandia; 99 do piątku 24 maja — Irlandia i Czechy; 100 do soboty 25 maja — Łotwa, Malta, Słowacja, kończą Czechy; 101 do niedzieli 26 maja — Polska oraz 20 pozostałych państw. Do zamknięcia w niedzielę ostatnich lokali wyborczych (godz. 22 we Włoszech) teoretycznie obowiązuje unijne embargo na wyniki z poszczególnych państw, ale w wielkiej sali plenarnej PE w Brukseli już po godz. 18 zacznie się wieczór wyborczy, z podawaniem — na podstawie exit polls — rozkładu 705 mandatów.

Tegoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego
zaowocują zdecydowanie większą od standardowej wymianą twarzy.
Zobacz więcej

Tegoroczne wybory do Parlamentu Europejskiego zaowocują zdecydowanie większą od standardowej wymianą twarzy. Fot. Vincent Kessler

Postanowienie prezydenta RP o wyborach do PE zostanie podpisane do końca przyszłego tygodnia. Od jego opublikowania zacznie biec kalendarz wyborczy. Strategiczny termin upływa 6 kwietnia — koniec rejestrowania w Państwowej Komisji Wyborczej komitetów zgłaszających kandydatów. Klasie politycznej pozostaje zatem ponad miesiąc na debaty i spory, taktyczne przymiarki, sojusze i rozwody — jak wystartować po tłuste mandaty w PE. Możliwości są trzy: zarejestrowanie przez partię komitetu wyborczego (KW), zawiązanie komitetu koalicyjnego (KKW) lub skorzystanie z formuły komitetu wyborców (KWW). W odróżnieniu od wyborów do Sejmu, tym razem matematycznie jest wszystko jedno — warunkiem uczestnictwa w rozbiorze 52 polskich mandatów do PE jest osiągnięcie progu 5 proc. głosów w skali kraju. Kolejny ważny termin upływa 16 kwietnia — do północy muszą zostać wniesione przez komitety okręgowe listy kandydatów, każda wsparta podpisami co najmniej 10 tys. wyborców.

Tytuł przypomina brutalne realia — po studniówce zaczyna się czas ciężkich przygotowań do egzaminu. Przed 26 maja najjaśniejszą sytuację ma ekipa tzw. dobrej zmiany, planująca jej ekspansję na forum PE. Listy zarejestruje pod firmą KW Prawo i Sprawiedliwość, z udziałem przystawek współtworzących tzw. Zjednoczoną Prawicę. Nie powtórzy się sytuacja sprzed pięciu lat, gdy Zbigniew Ziobro i Jarosław Gowin startowali osobno i przepadli, ale podebrali głosy z kupki PiS. Nadal niewiadomą pozostaje natomiast, kto i pod jaką firmą wystartuje po stronie opozycyjnej. Pewnikami są samodzielne listy Kukiz’15, inicjatywy Roberta Biedronia, tradycyjnie Janusza Korwin-Mikkego, a także narodowców. Cała reszta wciąż się przymierza, deklaruje, kalkuluje, łączy przez podziały etc. Ciekawie zapowiadają się np. definitywne decyzje SLD i PSL. W 2014 r. obie partie przeskoczyły próg 5 proc. i po kilka (pięć i cztery) mandatów do PE zdobyły. Tym razem ich szanse są ulotne, znalezienie się szczęśliwie tuż nad lub klęskowo tuż pod progiem może zależeć dosłownie od kaprysu elektoratu w przeddzień głosowania.

Spośród ankietowanych Polaków najwięcej jest zdania, że partie opozycyjne powinny utworzyć wspólny blok wyborczy. Również najwięcej odpowiedzi zbiera wariant, że… nie zdołają się chociażby taktycznie zjednoczyć — nawet w tak integrującym je celu, jak zastopowanie PiS. Jako główny powód niemożności ankietowani postrzegają przerost ambicji oraz ego decydentów, ponad ich polityczne IQ. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu