Pociągi przyspieszą na wirażach

ET
opublikowano: 2007-05-31 00:00

Pociągi mogłyby jeździć szybciej, ale muszą zwalniać na wirażach. Będzie szybciej, ale może trochę rzucać.

Pociągi mogłyby jeździć szybciej, ale muszą zwalniać na wirażach. Będzie szybciej, ale może trochę rzucać.

Kolej chce szybciej pokonywać wiraże. Teraz pociągi hamują przed wieloma zakrętami z powodu przepisów. Nasze normy w zakresie tzw. przyspieszenia niezrównoważonego należą do najbardziej rygorystycznych w UE.

Maszynista musi łapać za hamulec, by przyspieszenie nie osiągnęło 0,6 (lub 0,8) m/s2. W UE dopuszczalna średnia jest dużo wyższa, w niektórych krajach nawet dwukrotnie.

Kolejarze też chcieliby jeździć po wirażach z większą prędkością, tym bardziej że nie wpłynie to na bezpieczeństwo podróżnych.

— Dopuszczalne przyspieszenie jest ustalane nie ze względu na bezpieczeństwo, ale komfort jazdy — mówi Andrzej Massel, zastępca dyrektora Centrum Naukowo-Technicznego Kolejnictwa (CNTK).

Mówiąc wprost: na wirażach przy większej prędkości może trochę rzucać, ale pociąg szybciej dotrze do celu.

— Na trasie z Warszawy do Gdańska, gdzie jest sporo łuków, na których pociąg zwalnia do 100 km/h, po ewentualnej zmianie prędkość wzrośnie do 110-120 km/h — wyjaśnia Andrzej Massel.

Podróżny dojedzie do celu nawet o kilkanaście minut szybciej. Mógłby pokonać trasę w jeszcze krótszym czasie, ale do tego potrzeba specjalnych pociągów z wychylnymi pudłami, które niwelują wpływ sił odśrodkowych. Włoskie Pendolino przejeżdża przez łuki z przyspieszeniem 1,8 m/s2, a na pasażera działa przyspieszenie 0,6-0,7 m/s2.

To właśnie z myślą o zestawach zespolonych PKP Intercity zaczęło badać, czy istnieje możliwość złagodzenia przepisów. Przewoźnik chce wozić na trasie z Warszawy do Gdańska z prędkością do 200 km/h, a na Centralnej Magistrali Kolejowej jeszcze szybciej.

— Polskie przepisy są zbyt zachowawcze. Nastąpił taki postęp technologiczny, że możliwa jest bezpieczniejsza jazda pociągami przy zastosowaniu łagodniejszych norm — mówi Jarosław Kiepura, dyrektor gabinetu prezesa Urzędu Transportu Kolejowego.

Zdaniem Andrzeja Massela, zanim nastąpią zmiany, może upłynąć nawet trzy lata.

— Warto to zrobić, ale z głową. Nie chodzi tylko o zwiększenie prędkości, lecz o kompleksową weryfikację przepisów — mówi Andrzej Massel.