Początek był słaby. Potem było coraz lepiej

Jacek Jurczyński
opublikowano: 2003-07-01 00:00

Podczas pierwszej części poniedziałkowej sesji złoty konsekwentnie słabł. Choć dwudniowy kongres SLD nie przyniósł żadnych rewelacji, to kurs USD/PLN wzrósł z poziomu 3,8830 do 3,9220, a cena euro wzrosła z poziomu 4,4405 do 4,4860 zł. Do wyprzedaży złotego mogła przyczynić się wypowiedź wicepremiera ds. gospodarczych, w której Jerzy Hausner uznał za uzasadnione i potrzebne przejściowe zwiększenie deficytu budżetowego. Minister stwierdził, że Polska może wejść do strefy euro w 2008 r., a najpóźniej w roku 2009. Jednocześnie dodał, że na drodze do spełnienia kryteriów z Maastricht priorytetowe znaczenie będą miały rozwój i równowaga gospodarcza.

Wpływ tych wypowiedzi na osłabienie złotego był jednak ograniczony. Poglądy wicepremiera są bowiem znane. Dlatego po południu nasza waluta odrobiła część poniesionych wcześniej start. Wraz z aprecjacją kursu EUR/USD złoty zyskał wobec dolara i nie ulegał większym zmianom do euro.

Pozytywny wpływ na wartość złotego miały dane o bilansie płatniczym. W maju deficyt obrotów bieżących wyniósł 327 mln EUR, wobec 426 mln EUR po korekcie w kwietniu. Ekonomiści spodziewali się, że będzie on wyższy. O 17.00 dolar wyceniany był na 3,9030 zł, a euro na 4,4830 zł. Wydaje się, że na rynku nadal może panować nerwowa atmosfera. Duży wpływ na notowania naszej waluty w tym tygodniu będą miały prowadzone z NBP rozmowy na temat wykorzystania przez budżet części środków z rezerwy rewaluacyjnej. Na poziom kursu dolara do złotego oraz euro do złotego wpływ powinien mieć także rynek EUR/USD. Możliwe odbicie notowań euro powinno przełożyć się na wzrost kursu EUR/PLN oraz stabilizację kursu USD/PLN.

W Azji w poniedziałek wartość amerykańskiej waluty do jena zwyżkowała z 119,64 do 120,17 i znalazła się na najwyższym poziomie od 29 kwietnia. Dalsza aprecjacja kursu USD/JPY, podobnie jak pod koniec ubiegłego tygodnia, wyhamowana została jednak działaniami japońskich eksporterów, którzy wykorzystali wysoką cenę dolarów do sprzedaży. W ciągu dnia rzecznik rządu Japonii Yasuo Fukuda powiedział, że władze mogą podjąć działania na rynku walutowym, jeśli okaże się to konieczne. Zaznaczył także, że kursy powinny odzwierciedlać stan gospodarki i powinny pozostawać stabilne. O godz. 17.00 dolar wyceniany był na 120,05 JPY. Kurs USD/JPY w najbliższym okresie powinien ulegać wahaniom w zakresie 119,30-120,20.

W Europie podczas pierwszej części poniedziałkowej sesji na kursie EUR/USD nie dochodziło do większych zmian. Wartość wspólnej waluty do dolara poruszała się w przedziale 1,1400-1,1461 i pozostawała w okolicach najniższych poziomów od półtora miesiąca. W samo południe Eurostat podał, że w czerwcu inflacja w strefie euro wyniosła 2 proc. i była nieco wyższa niż w maju. Dane okazały się jednak zgodne z oczekiwaniami analityków. Z kolei według danych Komisji Europejskiej, w tym samym miesiącu wartość wskaźnika zaufania konsumentów w strefie euro wyniosła minus 19 pkt wobec minus 20 pkt w maju, a wartość wskaźnika nastrojów w przemyśle wzrosła do minus 12 pkt wobec minus 13 pkt w maju.

Po południu inwestorzy skupili się w oczekiwaniu na publikację danych z USA o aktywności w sektorze wytwórczym okręgu Chicago. Analitycy spodziewali się, że wartość indeksu Chicago PMI wzrośnie w czerwcu do 53 pkt z 52,2 pkt w maju. O godz. 16.00 okazało się, że dane były gorsze niż oczekiwano, a indeks zwyżkował jedynie do 52,5 pkt. Po tej publikacji notowania amerykańskiej waluty wyraźnie spadły, a kurs EUR/USD zwyżkował do 1,1490. O godz. 17.00 euro wyceniane było na 1,1485 USD.

Po nieco gorszych niż oczekiwano danych z USA szanse na to, że kurs EUR/USD w najbliższych dniach zniżkuje w okolice poziomu 1,1305, spadły. Oczywiście wiele zależy od publikowanych we wtorek danych z USA o aktywności całego amerykańskiego sektora wytwórczego w czerwcu. Rynek spodziewa się, że indeks ISM wzrośnie do 51 pkt z 49,4 pkt w maju.