Początek roku dla dolara

Przemysław Kwiecień
opublikowano: 2014-01-02 16:47

Pierwszy dzień handlu w 2014 roku przynosi umocnienie dolara względem złotego, euro i funta. Tak też może wyglądać cały pierwszy kwartał, a być może nawet cały rok. Niewykluczone, iż rynek z pewnym opóźnieniem wykonuje to, czego nie zdążył zrobić w roku ubiegłym.

Teoretycznie przesłanki do umocnienia dolara istniały już w grudniu. Ostatecznie to właśnie w ostatnim miesiącu ubiegłego roku Fed ograniczył po raz pierwszy program skupu obligacji, zaskakując wielu inwestorów. Po tym ruchu jednak dolar… stracił wobec euro i funta, zaś kurs USDPLN znalazł się poniżej 3,00. Ta nietypowa reakcja mogła być mylnie zinterpretowana.
Jeśli popatrzymy na rynek stopy procentowej, reakcja była jak najbardziej racjonalna: rentowności amerykańskiego długu wzrosły wzdłuż całej krzywej, również na jej krótkim końcu, który jest kluczowy dla rynku walut. Wzrost ten nie miał tak skokowego charakteru jak w czerwcu (po konferencji Bernanke, kiedy zapowiedział on wycofanie QE), ale jednak był zauważalny. Po części sprawy skomplikowało to, co działo się na rynku pieniężnym w strefie euro. W listopadzie tego roku nadzór nad europejskimi bankami przejmie EBC. Bank ten, chcąc uniknąć potencjalnych kłopotów, zapowiedział już przeprowadzenie stress testów. Banki chcąc wypaść dobrze w badaniu „szykowały” bilanse na koniec 2013 poprawiając współczynniki kapitałowe. Jedną z dróg było wcześniejsze spłacanie 3-letnich pożyczek udzielonych w 2012 roku przez EBC, w wyniku czego płynność na rynku spadła, a krótkoterminowe stopy wzrosły. Tym samym EBC niechcący zaostrzył politykę pieniężną, co umocniło euro. Teraz jednak ten efekt ustępuje, a tak naprawdę zaczął ustępować już w ostatnich dniach grudnia. Euro jednak nie reagowało, tworząc ogromny rozziew pomiędzy tym co pokazuje rynek stopy, a notowaniami walut.
Tym samym w najbliższym czasie będziemy obserwować dwa czynniki umacniające dolara względem europejskich walut. Po pierwsze, o ile dane z USA nie rozczarują, Fed będzie wycofywał się podczas każdego posiedzenia z części QE, wywierając presję na stopniowy wzrost rynkowych stóp w USA. Po drugie, rynek walutowy musi jeszcze dopasować się do tego, na co już obecnie wskazuje rynek stopy procentowej. Dotyczy to nie tylko euro, ale innych walut europejskich, jak funt, złoty czy frank. W przypadku Wielkiej Brytanii obserwujemy dość dynamiczne ożywienie, ale rynek już dość agresywnie wycenia podwyżki stóp ze strony Banku Anglii, a funt jest wykupiony. Złoty zaś w okresie osłabienia euro zazwyczaj traci wobec dolara jeszcze więcej, a ponadto jest obecnie relatywnie mocny względem innych walut z rynków wschodzących.
Warto pochylić się jeszcze nad japońskim jenem. Niemal każda instytucja finansowa oczekuje osłabienia tej waluty względem dolara. Taka jednomyślność bywa ryzykowna. Jeśli pierwszy kwartał przyniesie też korektę na globalnych rynkach akcji, najmocniejszą walutą w tym okresie może być nie dolar, a właśnie jen.


Możesz zainteresować się również: