Poczta chce podwyżek cen

Ceny usług powszechnych spadły w ciągu ostatnich 10 lat o 10 proc. i są jednymi z najniższych w Europie. To skutkuje stratami

Największy prywatny konkurent Poczty Polskiej (PP) zrezygnował w tym roku z ogólnokrajowego dostarczania listów, bo działalność była nierentowna i nie rokowała dobrze na przyszłość. Państwowa spółka co najmniej do 2025 r. jest tzw. operatorem wyznaczonym i jej listonosze muszą docierać do każdego zakątka Polski, niezależnie od tego, czy się to opłaca, czy nie. Ma jednak nadzieję, że regulator pozwoli jej na ograniczenie strat. Pod koniec ubiegłego tygodnia PP złożyła w Urzędzie Komunikacji Elektronicznej (UKE) wniosek o zmianę cennika usługi powszechnej. Chodzi m.in. o przesyłki listowe (w tym listy polecone) i paczki pocztowe do 10 kg, które zgodnie z prawem ma obowiązek „dostarczać w porównywalnych warunkach i przystępnych cenach” na terytorium całego kraju. UKE ma 30 dni na analizę wniosku.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Tłumaczenie podwyżek

Przedstawiciele PP tłumaczą, że nie mieli innego wyjścia — ceny usług powszechnych trzeba podnieść.

— W Unii Europejskiej jesteśmy na końcu pod względem nominalnych cen usługi powszechnej. Uwzględniając inflację ceny usług pocztowych, w ciągu ostatnich 10 lat spadły w naszym kraju o ponad 10 proc. Jednocześnie mocno zmieniło się otoczenie rynkowe. Koszty pracy są wyraźnie wyższe i coraz trudniej utrzymać pracowników. Ceny muszą wzrosnąć, żeby Poczta Polska mogła realizować swoją misję — mówi Zbigniew Baranowski, rzecznik prasowy PP. Poczta wnioskuje o wprowadzenie podwyżek we wszystkich kategoriach rzędu „średnio 20 proc.”. W ubiegłym roku PP miała 5,3 mld zł jednostkowych przychodów (spadek o 3,8 proc.) i 18 mln zł zysku netto (spadek o 66 proc.). W tym roku będzie gorzej, bo rentowności nie podbiją zdarzenia jednorazowe. Przez lata PP zwalniała pracowników i prowadziła ostrą restrukturyzację — zmniejszyła zatrudnienie o ponad 10 tys. osób. Mimo intensywnego odchudzania ledwo wychodziła na prostą, a wykazany w ubiegłym roku zysk to pokłosie dochodów ze sprzedaży nieruchomości, teraz ograniczonych m.in. dlatego, że pocztowy bank gruntów może być wykorzystany przy realizacji rządowego programu Mieszkanie

+. W tym roku sprzedaży nieruchomości nie było, więc spółka będzie na minusie. — W tym roku strata całej Poczty Polskiej nie przekroczy 100 mln zł, w przyszłym roku powinniśmy wyjść na zero, i to nie uwzględniając sprzedaży nieruchomości, która w poprzednich latach ratowała wyniki spółki — mówi Zbigniew Baranowski.

Szukanie pracowników

Mimo strat i koniecznych podwyżek PP, którą od tego roku kieruje Przemysław Sypniewski, nie zamierza prowadzić szerokich programów restrukturyzacyjnych, które były wizytówką poprzedniego — „bankowego” — zarządu z Jerzym Jóźkowiakiem na czele. Przeciwnie — będzie zatrudniać.

— Restrukturyzacji rozumianej jako zwolnienia osób w eksploatacji nie będzie. Tutaj brakuje ich 2,5 tys. Tylko w węzłach ekspedycyjno-rozdzielczych w Poznaniu i Wrocławiu mamy 900 wolnych etatów. Poczcie bardzo zaszkodziła czasowa utrata kontaktu na obsługę sądów i prokuratur, która wymusiła gwałtowne ruchy. Szacujemy, że na dewastującej rynek wojnie cenowej z InPostem, który teraz wycofał się z ogólnopolskiego dostarczania listów, straciliśmy nawet 0,8 mld zł — mówi Zbigniew Baranowski. PP zatrudniła w tym roku 600 osób, a prowadzi rekrutację na 800 stanowisk. Podniosła również płace. To efekt m.in. przejęcia rynku po InPoście i podwyżki płacy minimalnej.

— Erozja struktury pracowniczej jest realnym zagrożeniem dla przyszłości Poczty Polskiej, która na bardzo konkurencyjnym rynku rywalizuje m.in. z agresywnie rozwijającymi się globalnymi firmami kurierskimi. Wzrost płac u konkurencji wymusza na nas podwyżki pensji. To wpływa na cały bilans Poczty Polskiej, w której zatrudnienie to 75 proc. kosztów — mówi Zbigniew Baranowski.

Polerowanie placówek

Jeden z najostrzejszych sporów wokół PP dotyczył ogólnopolskiej sieci placówek. Likwidacja nierentownych powoduje silne niepokoje w lokalnych społecznościach, a PP jako operator powszechny musi spełniać kryteria dostępności. Spółka stawia sprawę jasno — placówki będą wszędzie, ale to kosztuje.

— Nikt nie powinien być wykluczony z dostępu do usług pocztowych i nowoczesnych usług internetowych, ale w zamian za to oczekujemy, że państwo pozwoli nam zarobić na utrzymanie tej infrastruktury, tak jak w innych krajach europejskich — mówi Zbigniew Baranowski. Rząd chce, by PP inwestowała w otwieranie placówek tam, gdzie poprzednio je zamknęła. Zapowiedziano to w ubiegłym tygodniu podczas konferencji w Goździe koło Radomia, gdzie uroczyście oddano do użytku zmodernizowaną placówkę.

— Chcemy, aby Poczta Polska jako narodowy operator cyfrowy była pośrednikiem w kontaktach państwo — obywatel, co ma ogromne znaczenie, zwłaszcza poza wielkimi aglomeracjami. Tam, gdzie jest to konieczne i uzasadnione, Poczta Polska powinna odtwarzać swoje placówki — zapowiedział Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury i budownictwa, który sprawuje nad PP nadzór właścicielski.

Zgodnie z wymogami UKE, w każdej gminie musi działać przynajmniej jedna stała placówka pocztowa, jedna musi też przypadać na każde 6 tys. mieszkańców i 85 km kw. powierzchni gminy. PP, która ma 7387 placówek, spełnia te kryteria.

Liczenie pieniędzy

W efekcie uporządkowania struktury PP wielkość przychodów na jednego pracownika, znacznie mniejsza niż w pocztach zachodnioeuropejskich, ma rosnąć.

— Jednym z celów strategicznych jest stworzenie z organizacji fabryki produktów, takich jak usługi finansowe, kurierskie czy pocztowe. Już wkrótce wszyscy listonosze, a jest ich około 25 tys., będą wyposażeni w tablety, co pozwoli na lepsze dotarcie do klientów — mówi Zbigniew Baranowski. Przemysław Sypniewski, jeszcze jako prezes doradczego Instytutu Pocztowego, szacował, że w ciągu najbliższych dwóch lat PP potrzebuje na inwestycje 1,5 mld zł. Teraz spółka jest ostrożniejsza.

— W przyszłym roku przeznaczymy na inwestycje 200 mln zł. Czekają nas inwestycje w systemy IT, a także w sortery, pozwalające na efektywną obsługę przesyłek i rosnącego wolumenu paczek. W 2018 r. nowy sorter ma stanąć w Zabrzu, potem ruszą dwa kolejne. Koszt każdej takiej maszyny to kilkadziesiąt milionów złotych, ale postawienie trzech pozwoli zwiększyć wolumen obsługiwanych przesyłek o 30 proc. i poprawi terminowość doręczeń — mówi Zbigniew Baranowski.

Jeśli PP zdecyduje się na inwestycje, może powrócić do pomysłu emisji obligacji. W ubiegłym roku rozpoczęła prace przygotowawcze do emisji o wartości 300 mln zł, ale po zmianie zarządu projekt trafił do zamrażarki.

— Powrócimy do tego projektu, jeśli będzie potrzeba. Pieniądze przeznaczymy na inwestycje, nie ma zagrożenia utraty płynności — twierdzi Zbigniew Baranowski.

PP liczy też na to, że skorzysta na cyfrowej ekspansji państwa. Pod koniec sierpnia spółka podpisała porozumienie z Ministerstwem Cyfryzacji, na mocy którego stworzony przez pocztowców system Envelo ma się stać „filarem budowy e-państwa”. Konkretów na razie brak.

— Envelo jest gotowe i czeka. To najnowocześniejsza platforma pocztowych usług cyfrowych w Europie, zdolna do szybkiej adaptacji bez konieczności wydawania przez Ministerstwo Cyfryzacji dodatkowych pieniędzy związanych z rozwojem usług e-administracji — mówi Przemysław Sypniewski, prezes Poczty Polskiej.

 

5,34 mld zł Takie były jednostkowe przychody Poczty Polskiej w 2015 r…

2,66 mld zł …a taką część tej kwoty stanowiły przychody z usług powszechnych.

9 proc. O tyle w ubiegłym roku zmniejszyła się liczba obsłużonych przez Pocztę Polską listów.

647,5 mln Tyle listów i paczek obsłużyła w 2015 r. w ramach usługi powszechnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Wierzchowska, Marcel Zatoński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Poczta chce podwyżek cen