Komercjalizacja Poczty Polskiej to zmiana w dobrym kierunku. Jeśli jednak nie pójdą za nią inne zmiany, wtedy korzyści mogą stać się iluzoryczne.
Kilka dni temu Rada Ministrów przyjęła stanowisko wobec poselskiego projektu uchwały Sejmu RP w sprawie przyszłości Poczty Polskiej. We wspomnianym projekcie posłowie opowiadają się za przekształceniem poczty w spółkę prawa handlowego, z tym że wszelkie zmiany właścicielskie będą wymagały zgody Sejmu RP. Rząd podzielił stanowisko posłów o celowości przekształcenia PPUP w spółkę akcyjną ze 100-proc. udziałem skarbu państwa. Uzasadniano, że komercjalizacja poczty umożliwi tej firmie skuteczne konkurowanie na zliberalizowanym, zgodnie z wymogami UE, rynku usług pocztowych, dostosowanie wewnętrznych struktur organizacyjnych do takiego rynku oraz działanie w formie prawnej, w jakiej funkcjonuje większość operatorów pocztowych na rynku europejskim.
Kilka scenariuszy
Liberalizacja rynku pocztowego dla firm kurierskich oznacza, że poczta nie będzie już podmiotem uprzywilejowanym.
— Będzie musiała działać na podstawie zdrowych zasad rynkowych, a zdrowa konkurencja jest zawsze motywująca... przynosi korzyści zarówno klientom jak i operatorom, bowiem wpływa na podnoszenie jakości oferowanych usług — mówi Marek Różycki, prezes Masterlink Express.
Zdaniem przedsiębiorców działających na rynku przesyłek ekspresowych, proces komercjalizacji poczty może potoczyć się według wielu różnych scenariuszy.
— Jednak z pewnością ich opracowaniem powinien zająć się niezależny doradca. Taki, który dobrze zrozumie pozycję, jaką ma Poczta Polska na lokalnym rynku — zaznacza Marcin Mizgalski z Messenger Service Stolica.
Dodaje, że komercjalizacja poczty powinna być pełna, co pozwoli tej instytucji na zatrudnienie prawdziwych menedżerów, potrafiących pokierować firmą w okresie wielkich zmian.
— Być może komercjalizacja byłaby jedynie początkiem upublicznienia poczty np. na GPW. Taki ruch postawiłby PP pod lupą rynku, który jasno wskazałby na minusy i plusy jej działania. Wymusiłby także przejrzystość w umowach, jakie zawiera poczta, bowiem dziś praktycznie nikt nie wie, ile kontraktów i na jakie sumy podpisuje państwowa firma — de facto własność nas wszystkich — podkreśla Marcin Mizgalski.
Siła i słabości
Komercjalizacja, nawet jeśli na tym proces miałby się zatrzymać, zdecydowanie ma sens. Poczta Polska ma mnóstwo atutów, z których najważniejsze to: rozbudowana sieć placówek, zaufanie klientów, rozpoznawalność marki i tradycja. Niestety, poczta ma także wizerunek firmy związanej z polityką, co na pewno utrudnia jej działanie.
— Jeśli proces komercjalizacji zostanie przeprowadzony prawidłowo, to dla PP oznaczać będzie przede wszystkim poprawę obsługi klienta i obniżenie kosztów — czyli generowanie zysków pozwalających na inwestycje lub restrukturyzację — mówi Marcin Mizgalski.
Jeśli zaś chodzi o zagrożenia, to jak zwykle przy przemianach wielkich firm państwowych, największym jest ryzyko zwolnienia z pracy wielu osób oraz możliwość nadużyć przy „uwalnianiu” poczty.
— Moim zdaniem, Poczta Polska to wielki majątek, przynoszący niestety słabe wyniki finansowe. Może to wynikać albo z braku panowania nad kosztami, albo z braku strategicznego myślenia o roli poczty. Wystarczy spojrzeć na przekazy adresowane do klientów. Każdy z nich wygląda inaczej, każdy posługuje się innym językiem — szkoda, bo zasięg poczta ma olbrzymi — dodaje Marcin Mizgalski.
Zdaniem Marka Różyckiego, sukces komercjalizacji Poczty Polskiej będzie zależał od wielu czynników. Po pierwsze, ważny jest dobór „komercyjnej” strategii przygotowanej na podstawie szczegółowej analizy rynkowej. Po drugie — zatrudnienie kompetentnych menedżerów. Po trzecie wreszcie — istotny będzie sposób wdrożenia tej strategii.
Bez obaw
Prywatni przedsiębiorcy, działający na naszym rynku, mają szansę skorzystać na komercjalizacji poczty. Część z nich będzie mogła stawać do przetargów na obsługę tej olbrzymiej firmy. Istnieje również zagrożenie — przede wszystkim dla niewielkich graczy, dla których problemem może okazać się bardziej intensywny rozwój Pocztexu.
Podstawową korzyścią będzie jednak odczuwalna poprawa jakości.
— Jestem pod wrażeniem wielkości PP, ale kiedy patrzę, jak w urzędzie pocztowym w stolicy, wysłanie faksu trwa 15 minut, to zawsze zastanawiam się, kogo na to stać. Nasza firma albo zrezygnowałaby z tej usługi, albo by ją zautomatyzowała. Dlatego Poczta Polska stoi przed dylematem — jaką firmą powinna zostać — mówi Marcin Mizgalski.