Poczta Polska (PP) stanęła pod ścianą. Wywalczone przez związkowców podwyżki spowodowały, że musi się zrestrukturyzować. Program naprawczy ma zwiększyć przychody i ograniczyć koszty, co powinno zniwelować 500 mln zł straty …z podwyżek.
W tym roku PP prognozuje prawie 300 mln zł straty. W przyszłym może być gorzej. Dyrekcja wini pracowników, którzy wywalczyli podwyżki, i Urząd Komunikacji Elektronicznej, który nie zgodził na podwyżki cen usług. PP zapomina jednak, że jest jedną z mniej efektywnych poczt na kontynencie.
Dziś dyrekcja przedstawi plany naprawy związkowcom. W jego wstępnej wersji znalazły się hasła-dynamity: zmiana zasad zatrudnienia, systemu motywacyjnego, zwiększenie efektywności pracowników. Mówiło się o przesuwaniu na inne stanowiska pracowników administracyjnych, głównego źródła przerostów zatrudnienia. Kilka miesięcy temu Andrzej Polakowski, dyrektor generalny PP, mówił o przerostach rzędu 20 tys. osób. Niedawno się z tego wycofał. Plan naprawczy mówił też o outsourcingu, cięciach kosztów w każdym obszarze – korzystania z telefonów, delegacji czy aut służbowych.
Dotąd więc próby reformy kończyły się często usztywnieniem zasad zatrudnienia i zwiększeniem kosztów. Każdy dyrektor PP boi się przecież strajku generalnego. Dlatego też obecny plan naprawczy dyrekcja PP przygotowuje wyjątkowo powoli. Związkowcy są niezadowoleni, bo... na razie wszystko idzie zbyt wolno.
- Kilka miesięcy temu przedstawiono nam program, w którym najważniejsze zmiany były odsunięte w czasie o kilka lat, a one powinny nastąpić szybko – mówi Andrzej Piekarz z pocztowej Solidarności.
Polacy kojarzą PP głównie z długimi kolejkami i nieprzyjemną panią w okienku.
- Chcemy sprawić, by przeciętna osoba czekała w kolejce nie dłużej 10 minut - mówi Norbert Bąbiński, dyrektor biura sieci dyrekcji generalnej PP.
Co ciekawe — pocztowe statystyki pokazują, że 80 proc. klientów czeka w kolejce nie dłużej niż 10 minut. No i co malkontenci?
Jak walczyć z kolejkami? Sprawdź w piątkowym „Pulsie Biznesu”