Możliwy termin debiutu operatora to druga połowa 2013 r.
Pocztowy jest w przededniu debiutu, w który mało kto wierzył. W debiut Poczty uwierzyć jeszcze trudniej.
Przez lata w Poczcie Polskiej uzbierało się już kilkadziesiąt strategii. Nowa będzie gotowa w ciągu najbliższych tygodni. Jednym z celów spółki jest wejście na giełdę.
— Myślę, że możemy planować przygotowania do ewentualnego debiutu na drugą połowę 2013 r. — mówi Jóźkowiak, prezes Poczty Polskiej.
Ambitnie? Prezes jest przekonany, że da radę.
— Przyszedłem na Pocztę, aby jako dochodową spółkę wprowadzić ją na giełdę, i uważam, że można ten proces przeprowadzić sprawnie — odpowiada.
Kiedy jednak zaczyna opowiadać, jak działa Poczta, trudno uwierzyć w szybką ścieżkę wejścia na publiczny rynek. To ogromny konglomerat zatrudniający 90 tys. osób, w którym żaden szef nie zagrzał dłużej miejsca niż dwa-trzy lata, ale zostawił ślad po sobie w postaci rozpoczętej strategii.
— Niestety, mamy największy katalog rozpoczętych i niezakończonych projektów. Jest ich kilkadziesiąt. Przychodził nowy szef Poczty i we współpracy z firmą doradczą przygotowywał strategię, która nie była realizowana, bo w międzyczasie zmieniali się prezesi, którzy zlecali te prace — przyznaje Jerzy Jóźkowiak.
Jak poznać menedżera
Szef Poczty zapewnia, że tym razem będzie inaczej. Po pierwsze — wierzy, że dostanie czas na zrealizowanie misji. Zastrzega, że za wszelką cenę nie będzie trzymał się posady. Nie przyszedł do Poczty walczyć z wiatrakami.
— Dobrego menedżera poznaje się po tym, czy jest w stanie szybko podjąć decyzję. Kwestia mojego pozostania na stanowisku bądź odejścia też jest decyzją. Nie przychodzę tutaj z myślą, że właściciel mnie nie poprze, załoga się ode mnie odwróci, związki zawodowe będę miał przeciwko sobie. Przychodzę tutaj, żeby przekonać ich do mojej koncepcji — mówi Jerzy Jóźkowiak.
Nowa jakość w wydaniu obecnego zarządu ma polegać na tym, że przygotowuje własną, autorską strategię, pod którą będzie się mógł podpisać i za którą weźmie pełną odpowiedzialność.
— Dokument będzie gotów w ciągu najbliższych kilku tygodni — deklaruje prezes Jóźkowiak.
Poczta powoli zmienia się już teraz. A jest nad czym pracować. Przykład: gdy Jerzy Jóźkowiak przyszedł do Poczty, nie został prezesem spółki, lecz centrali Poczty Polskiej, zatrudniającej 800 osób. Natomiast 76 tys. pracowników podlegało Centrum Poczty, którego szef miał sporą dozę samodzielności.
— Wewnętrzne regulacje pozwalały na jednoosobowe podejmowanie najważniejszych decyzji, bez konieczności uchwalania ich przez cały zarząd. Kiedy chciałem zapoznać się z dokumentami dotyczącymi współpracy z bankiem, nie udało się nic znaleźć w materiałach zarządu. Wszystkie istotne sprawy były poza zarządem w Centrum Poczty — mówi prezes Poczty. To już przeszłość. Teraz zamiast Centrum jest linia biznesowa.
Wyścig z czasem
W spółce jest około 200 aktów wewnętrznych regulujących współpracę między jednostkami organizacyjnymi. Nowy zarząd upraszcza struktury. Powstał pion finansowy zajmujący się sprawami księgowo-finansowymi. Wyodrębniono pion usług finansowych, który będzie nadzorował sprzedaż produktów bankowych (głównie za pośrednictwem Banku Pocztowego), ubezpieczeniowych (Poczta ma własne towarzystwo ubezpieczeniowe), a w przyszłości być może również funduszy inwestycyjnych. Prezes chciałby, żeby za kilka lat pion przynosił 30 proc. całego przychodu spółki. Wzorem są pocztowe banki we Włoszech oraz w Niemczech, które mają właśnie taki udział w obrotach spółek matek. Udział Pocztowego liczony jest dzisiaj w promilach.
— To jest bardzo agresywne podejście, ale nie mamy innego wyjścia. Inne poczty miały ten komfort, że restrukturyzowały się w połowie lat 90., a my mamy 20-letnie opóźnienie. W tym czasie wyrośli nam konkurenci: SKOK-i i banki spółdzielcze. Straciliśmy czas i musimy się spieszyć, bo jest jeszcze miejsce na rynku — mówi Jerzy Jóźkowiak.
okiem analityka
Dystrybucja jest atutem
Tomasz Bursa, analityk Ipopema Securities
Patrząc od strony dystrybucji, Pocztowy może być bankiem o zasięgu krajowym, jednak od strony aktywów ciężko będzie dołączyć do banków z pierwszej dziesiątki. Bank Pocztowy przypomina nieco BGŻ, ponieważ obydwa oferują model bankowości skierowany również do klientów w małych i średnich miastach. Można w niego wierzyć lub nie, ale z całą pewnością nie można powiedzieć, że projekt Banku Pocztowego nie ma szans powodzenia i nie może się rozwijać w długim terminie. Działa w pewnej niszy, którą nie interesują się duże banki. Sieć dystrybucji jest jego atutem.
okiem analityka
Najpierw restrukturyzacja
Jakub Viscardi, analityk IDMSA
Zanim Poczta Polska zadebiutuje na GPW, powinna strategicznie przygotować się do działania na zliberalizowanym rynku pocztowym, który zostanie uwolniony w 2013 r. Aby zachęcić potencjalnych inwestorów do akcji spółki, kluczowa będzie jej restrukturyzacja, która pozwoli zwiększyć jej konkurencyjność oraz poprawić wyniki finansowe. Osiąganie 30 proc. przychodów z usług finansowych — wzorowane na modelu niemieckim czy włoskim — oceniam jako bardzo ambitny cel.
94 tys.
Tyle osób pracuje w Poczcie Polskiej.
8,3 tys.
Tyle placówek Poczta ma w całym kraju. W każdej z nich klient Banku Pocztowego może zrealizować proste operacje bankowe.
2 tys.
W tylu placówkach działają okienka finansowe Banku Pocztowego, których pracownicy mają plany sprzedażowe i są według nich wynagradzani.
6,45
mld zł
Takie były przychody Poczty w 2010 r. (6,9 mld zł w 2009 r.). Zyski wyniosły 52 mln zł (210 mln zł straty w 2009 r.). Bank Pocztowy zarobił w 2010 r. 14 mln zł.