Pod ostrzałem skarbówki

ANDRZEJ POŚNIAK partner, doradca podatkowy, kancelaria CMS Cameron McKenna
opublikowano: 30-09-2013, 00:00

Numer Identyfikacyny Podatnika — NIP — zdaje się być orężem walki urzędów skarbowych z przedsiębiorcami.

KOMENTARZ

Niezależnie od tego, czy chodzi o zagranicznego inwestora, który kupił udział w polskiej spółce, czy mikroprzedsiębiorcę, który chce prowadzić działalność w tzw. wirtualnym biurze.

Jeśli zagraniczny podmiot chce rozwinąć w Polsce swoją działalność poprzez zakup udziałów w polskiej spółce, jest zobowiązany do złożenia w ciągu siedmiu dni zgłoszenia identyfikacyjnego. Jest to o tyle kuriozalne, że od wielu lat firma inwestująca w polską spółkę musiała jedynie składać deklarację PCC-3, w której informowała o nabytych udziałach bądź akcjach kupionych poza giełdą. Płaciła podatek od czynności cywilnoprawnych i na tym się formalności kończyły.

Teraz zagraniczna spółka musi dostarczyć umowę, odpis z rejestru itd. (oczywiście poświadczone i przetłumaczone przysięgle na język polski), zatrudnić pełnomocnika. Jednym słowem — im trudniej, tym lepiej. Można uznać, że taka forma „ścieżki zdrowia” każdemu inwestorowi wyjdzie na zdrowie, bo jak przetrwa tę pierwszą batalię, to dalej niestraszne mu będą kontrole skarbowe. Jednak ilu przetrwa, ilu zrezygnuje lub nawet przestanie myśleć o inwestowaniu w Polsce?

Tego pewnie żadne badania dotyczące inwestycji w Polsce nie obejmą. Co więcej, tak mozolnie uzyskany przez zagranicznego inwestora NIP, w przeważającej większości przypadków nigdy nie będzie już potrzebny ani temu przedsiębiorcy, ani też fiskusowi. W efekcie, najrozsądniejszym rozwiązaniem będzie wyrejestrowanie się przez przedsiębiorcę z polskiej ewidencji podatników zaraz po rozliczeniu wspomnianego podatku. Oczywiście, ta czynność również jest odpowiednio sformalizowana.

Upragniony przez urząd skarbowy NIP jednak nie jest dla każdego, o czym mogą się przekonać przedsiębiorcy, którzy próbowali zarejestrować działalność w tzw. wirtualnym biurze. Decyzja fiskusa jest najczęściej odmowna i podobno wynika ze zbyt łatwej możliwości doprowadzenia do oszustwa, bo jak wiadomo — działalność zazwyczaj zakłada się w celach zbliżonych do takiej właśnie czynności. Być może kolejnym hasłem kampanii polskiej przedsiębiorczości powinno być „NIP nie dla każdego”.

Co zatem może stać za decyzją fiskusa, aby tak działać? Cóż, wydaje się, że hasło „zaufanie przez kontrolę” jest tutaj kluczowe. I takim sposobem urzędy skarbowe zabrały się ostatnio za postępowania wyjaśniające, podczas których członkowie zarządów są proszeni o dodatkowe wyjaśnienia dotyczące miejsca wykonywania działalności gospodarczej. To wszystko jest skrupulatnie notowane na specjalnych oświadczeniach, gdzie trzeba podać informacje, m.in. gdzie odbywają się posiedzenia zarządu czy gdzie zapadają ważne decyzje dotyczące firmy.

Wydawać by się mogło, że w czasach, kiedy najistotniejszy wydaje się dla gospodarki tzw. „rozruch ekonomiczny”, każdy przejaw inicjatywy, która w dłuższej perspektywie może przyczynić się do zwiększenia liczby małych i średnich firm, a także napływu zagranicznego kapitału do Polski, jest istotna. Jednak może to źle przyjęta perspektywa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ANDRZEJ POŚNIAK partner, doradca podatkowy, kancelaria CMS Cameron McKenna

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Pod ostrzałem skarbówki