Podatek Religi - cisza po burzy

Adam Sofuł
opublikowano: 2008-02-13 00:00

Poprzedni minister zdrowia Zbigniew Religa wszędzie szukał pieniędzy, które można by przeznaczyć na system ochrony zdrowia. Jedynym „sukcesem” w tych poszukiwaniach było sięgniecie do kieszeni towarzystw ubezpieczeniowych, a ściślej kierowców. Ustawa o przeznaczeniu części składek z ubezpieczenia komunikacyjnego OC budziła gorące spory, posłowie opozycyjnej wówczas Platformy Obywatelskiej złożyli nawet do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o zbadanie jej zgodności z konstytucją (po skróceniu kadencji parlamentu wniosek trafił do kosza), ale kiedy 1 października ustawa weszła w życie wrzawa ucichła. Nieprzypadkowo.

Po trzech miesiącach obowiązywania ustawy do Narodowego Funduszu Zdrowia trafiło nieco ponad 123 mln zł od ubezpieczycieli — ustaliła Polska Agencja Prasowa, która przypomniała sobie o dorobku byłego ministra. I te pieniądze są w NFZ. Są przeznaczone na leczenie ofiar wypadków komunikacyjnych, więc na podwyżki dać ich raczej nie można. Ale na leczenie ofiar, też ich, jak dotychczas, nie można było dać, bo — jak wyjaśnia biuro prasowe NFZ — nie ma umowy z policją, która umożliwiłaby identyfikację ofiar wypadków. Jak będzie umowa, to ofiary mogą być leczone za pieniądze z OC. Czy lepiej niż dotychczas? Nie wiadomo.

Miało być dobrze, a wyszło jak zwykle. Ci, którzy mieli płacić, płacą. Ci, którzy mieli z tego korzystać — nie korzystają. Ci, którzy toczyli o tę kontrowersyjną ustawę zażarte sporty już o niej zapomnieli. Ani PO nie kwapi się, by ponowić wniosek do Trybunału, ani PiS w swej zmasowanej i — a jakże — merytorycznej krytyce nie zająknęło się dotychczas na temat zwłoki we wdrażaniu tej ustawy. W idealnym świecie rząd PiS dopilnowałby, by, z chwilą wejścia w życie ustawy, wszelkie potrzebne rozporządzenia i umowy były gotowe. I ustawa mogła wejść w życie rzeczywiście, a nie tylko na papierze. Platforma zaś nie zapomniałaby o swoich konstytucyjnych zastrzeżeniach i następnego dnia po wyborach ponowiłaby swój wniosek do TK. Ale żyjemy w realnym świecie, w którym prokuratura przymierza się do przesłuchania 460 posłów, by ustalić, który wyniósł jawne informacje z tajnego posiedzenia Sejmu.

Adam Sofuł