Nasza administracja skarbowa przegrywa wyścig z urzędami sąsiadów. A zawodom przyglądają się inwestorzy zagraniczni.
Atrakcyjność Polski jako kraju o tanich kosztach produkcji słabnie z miesiąca na miesiąc. W 2007 r. przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się o 9,2 proc. Wydajność rosła dwa razy wolniej. Niskie koszty pracy nie są więc już argumentem dla zagranicznych inwestorów, aby zadomowić się w Polsce. Co zatem mogłoby ich do tego zachęcić?
— Jednym z najważniejszych czynników wpływających na wybór kraju jest system podatkowy. Zainteresowani inwestorzy analizują, jak duże obciążenia fiskalne nakładane są na nich oraz jak sprawnie działa administracja skarbowa. Niestety nasi sąsiedzi z regionu lepiej zdają sobie z tego sprawę — twierdzi Jacek Kędzior, szef działu doradztwa podatkowego Ernst & Young.
Przykład? W Polsce przedsiębiorca aż pół roku czeka na zwrot nadwyżki podatku naliczonego, podczas gdy na Słowacji, w Czechach i na Węgrzech otrzymuje on swoje pieniądze już po miesiącu.
Jeszcze bardziej odstraszają potencjalnych inwestorów regulacje dotyczące podatku na towary importowane. W Polsce importer musi zapłacić podatek, po miesiącu składa deklarację i dopiero po dwóch miesiącach otrzymuje zwrot podatku naliczonego. Jego pieniądze są więc zamrożone przez przynajmniej kwartał. Ile dni ten proces trwa w Czechach, Niemczech lub na Węgrzech? Ani jednego.
— System podatkowy w Polsce jest jedną z najważniejszych barier w prowadzeniu działalności. Jest niejednoznaczny i nieprzejrzysty. Oczekujemy od rządu zmiany tej sytuacji — mówi Małgorzata Krzysztoszek, ekspert PKPP Lewiatan.