Podatkowa interwencja premiera w sprawie Lotu

opublikowano: 25-03-2019, 22:00

Fiskus wycofuje się z przepisów o podatku u źródła, które mogły na dobre uziemić narodowego przewoźnika

W październiku 2018 r., wraz z całym pakietem nowych przepisów podatkowych, Sejm uchwalił nowelizację ustawy o tzw. podatku u źródła. Chodzi o świadczenia wobec zagranicznych kontrahentów z tytułu rozmaitych należności z tytułu odsetek, dywidend, usług niematerialnych (marketing, usługi księgowe, doradcze itp.). Już na etapie prac w resorcie finansów budziła ona wiele kontrowersji wśród przedsiębiorców, ale fiskus, głuchy na ich zastrzeżenia, przeprowadził regulację przez parlament, prezydent ją podpisał i… zrobił się poważny problem.

Po kilku miesiącach przeciągania liny w resorcie finansów w sprawie podatku
u źródła premier przeciął wszelkie dywagacje na ten temat. Lot nie będzie
musiał płacić daniny.
Zobacz więcej

ROMA LOCUTA, CAUSA FINITA:

Po kilku miesiącach przeciągania liny w resorcie finansów w sprawie podatku u źródła premier przeciął wszelkie dywagacje na ten temat. Lot nie będzie musiał płacić daniny. FOT. KRYSTIAN MAJ/KPRM

Tuż przed końcem roku, dosłownie na kilka dni przed wejściem ustawy o podatku u źródła, Ministerstwo Finansów uświadomiło sobie, że nowe przepisy, które w założeniau miały ukrócić proceder obchodzenia podatków w dużych grupach międzynarodowych działających w Polsce, uderzają w Lot. Narodowy przewoźnik flotę samolotów leasinguje od spółek zagranicznych Boeinga.

To standardowa praktyka, stosowana przez wiele firm lotniczych. Z tytułu najmu płaci leasingodawcy co miesiąc należne odsetki. Do końca 2018 r., a więc przed zmianą ustawy o podatku u źródła, Lot płacił ratę i nie musiał martwić się podatkiem od należności, gdyż w ramach międzynarodowych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania takie należności zwolnione były z daniny. Wystarczyło uzyskać od zagranicznej firmy, odbiorcy płatności, certyfikat rezydencji, czyli dokument potwierdzający, że nie jest ona słupem stworzonym do uniknięcia podatku.

Zamrożona płynność Lot

W 2019 r. nie wystarczy już przedstawienie w urzędzie skarbowym certyfikatu, trzeba dodatkowo zweryfikować jego prawdziwość. To nie wszystko, gdyż, niezależnie od zebranej dokumentacji, firma musi odprowadzić 20-procentowy podatek od płatności wyższej niż 2 mln zł. To dość szczególna konstrukcja podatkowa, w której zagraniczny podmiot, beneficjent płatności, jest podatnikiem, ale podatek nalicza i odprowadza jego klient po polskiej stronie. De facto daninaobciąża polską firmę, gdyż każdą płatność „ubruttawia” o 20 proc.

Kwota netto trafia do zagranicznego odbiorcy, a podatek na rzecz urzędu skarbowego. Fiskus ma pół roku na przeanalizowanie sprawy i jeśli rozliczenie z zagranicą jest w porządku, czyli strony miały prawo skorzystać ze zwolnienia lub ulgi podatkowej, zwraca pieniądze. Teoretycznie po sześciu miesiącach firma odzyska podatek. W praktyce kwestia terminu zwrotu daniny nie jest taka prosta. Ale nawet nie to jest problemem Lotu. Rzecz w tym, że przewoźnika nie stać na mrożenie pieniędzy w urzędzie skarbowym, nawet czasowe, bo to mocno uderza w jego płynność. W czarnym scenariuszu i w dłuższym horyzoncie przewoźnikowi grozi plajta lub co najmniej poważne problemy z dopięciem budżetu.

Dopiero po interwencjach Lotu resort finansów przyznał, że problem faktycznie jest i rzutem na taśmę, na kilka godzin przed wejściem ustawy w życie, 31 grudnia wydał rozporządzenie zawieszające stosowanie nowych zasad rozliczania podatku u źródła do końca 2019 r. m.in. dla przewoźników lotniczych. Sprawa na tym jednak się nie zakończyła, bo prawnicy Lotu uznali, że bezpieczniej jednak będzie podatek zapłacić. Wymowa rozporządzenia w kontekście całej ustawy nie jest dla przewoźnika oczywista, za to kary za naruszenie przepisów są dokładnie w ustawie opisane i obejmują osobistą odpowiedzialność członków zarządu z więzieniem włącznie.

Według naszych informacji do rat leasingowych wobec Boeinga za styczeń i luty Lot doliczył 20 proc. podatku. Płaci i płacze, ponieważ danina odsysa go z kilku milionów płynności miesięcznie.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że rata za samoloty w leasingu wynosi około 20 mln zł. Co miesiąc przewoźnik musi dodatkowo „ubruttowić” płatność o około 4 mln zł. Teoretycznie podatek powinien obciążać konto beneficjenta, czyli spółki leasingowe Boeinga, jednak sytuacja, w której Amerykanie płacą daninę, żeby Lot miał czyste sumienie wobec polskiego fiskusa lub zgadzają się na ratę pomniejszoną o 20 proc. podatku, jest dość trudna do wyobrażenia.

Interpretacja indywidualna

Sprawa podatku u źródła stała się przedmiotem napięć między przewoźnikiem a resortem finansów, jak również w samym ministerstwie, w którym nowelizacja z października ma zwolenników i przeciwników. Z naszych informacji wynika, że problem stał się na tyle poważny, iż zajął się nim premier. Dla Mateusza Morawieckiego jakiekolwiek problemy narodowego przewoźnika to ostatnie, czego potrzebuje w roku wyborczym. Tym bardziej że ledwie udało się wygasić spór ze związkami zawodowymi.

Poza tym premier publicznie podkreśla, że gdyby nie rząd PiS, PO sprzedałaby Lot — w domyśle to obecna ekipa uratowała przewoźnika, dlatego zażądał od resortu finansów zamknięcia sprawy rozliczeń podatkowych za leasingowane samoloty. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że ministerstwo znalazło dość ciekawy sposób na rozwiązanie problemu. Nie będzie nowelizacji ustawy o podatku u źródła ani nowego rozporządzenia.

Lot wystąpił do skarbówki z wnioskiem o interpretację indywidualną i wkrótce zostanie mu ona wydana przez Krajową Informację Skarbową, prawdopodobnie w Bielsku- -Białej lub Płocku. Według naszych źródeł wykładnia fiskusa pójdzie w tym kierunku, że w przypadku przewoźników wystarczy przedstawienie certyfikatu rezydencji beneficjenta płatności i to załatwi sprawę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu