Lot wylądował w pułapce fiskusa

opublikowano: 13-01-2019, 22:00

Resort finansów chciał zastawić wnyki na zagranicznych kombinatorów podatkowych. Jako pierwszy wpadł w nie... Lot, bo chciał działać zgodnie z prawem

Późnym popołudniem 31 grudnia, kiedy w niebo szły pierwsze noworoczne race, w budynku Ministerstwa Finansów trwały ostatnie prace nad rozporządzeniem „w sprawie wyłączenia lub ograniczenia stosowania art. 26 ust. 2e ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych”. Dokument został opublikowany o godz. 18.15, czyli 3 godziny i 45 minut przed wejściem w życie zawieszonych przepisów. Zawiesza on do końca czerwca, w ściśle określonych przypadkach, obowiązywanie budzących spore kontrowersje przepisów ustawy ujętych w dziewięciu punktach. Tymczasem w projekcie rozporządzenia, opublikowanym przez ministerstwo 11 grudnia, „wyłączeń” było tylko sześć. Skąd wzięły się dodatkowe trzy punkty? Kluczowy jest punkt siódmy, który dotyczy Lotu.

Rafał Milczarski, prezes Lot, musi znaleźć w budżecie dodatkowe
blisko 50 mln zł na rozliczenie leasingu za samoloty. Miesięczna rata będzie
wyższa o 20 proc.
Zobacz więcej

50 MLN ZŁ EKSTRA:

Rafał Milczarski, prezes Lot, musi znaleźć w budżecie dodatkowe blisko 50 mln zł na rozliczenie leasingu za samoloty. Miesięczna rata będzie wyższa o 20 proc. Fot. Marek Wiśniewski

Odwrócony porządek

Sylwestrowe rozporządzenie odnosi się do ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, znowelizowanej w październiku 2018 r. wraz z całym pakietem zmian podatkowych przepchniętych ekspresem przez Sejm. Nowela, będąca jedną z łatek uszczelniających system podatkowy, wprowadza sporo zmian, jeśli chodzi o zasady rozliczania tzw. podatku u źródła, naliczanego od należności wypłacanych przez krajowe firmy wobec zagranicznych rezydentów, m.in. z tytułu dywidend, odsetek, opłat licencyjnych, gdy suma należności przekroczy 2 mln zł. Podatek nalicza, pobiera i przekazuje fiskusowi polska firma, która jest płatnikiem, podatnikiem jednak jest firma zagraniczna.

Do końca 2018 r. polski kontrahent wysyłał pieniądze za granicę i nie pobierał podatku, jeśli odbiorca mógł skorzystać ze stawki obniżonej lub zwolnienia, przysługujących zazwyczaj tytułem umów o unikaniu podwójnego opodatkowania. Polski kontrahent miał obowiązek zweryfikować, czy partner jest „rzeczywistym beneficjentem”, czyli czy to on faktycznie zainkasuje należność, czy też jest tylko rodzajem słupa wykorzystanego do uniknięcia zapłaty podatku. Ciężar odpowiedzialności za nierzetelne, nieprawidłowe czy wręcz oszukańcze rozliczenie podatku spoczywał jednak na zagranicznej spółce.

Nowela całkowicie odwraca porządek. Zgodnie z ustawą, jeśli należność przekroczy 2 mln zł, polski płatnik zobowiązany jest pobrać podatek u źródła według zryczałtowanej, krajowej stawki 20 proc., niezależnie od tego, czy przysługuje prawo do zwolnienia, podatku obniżonego lub odstąpienia od podatku. Z tego prawa skorzysta dopiero, kiedy potwierdzi je fiskus. Skarbówka ma sześć miesięcy na zbadanie, czy sprawa „jest czysta” i nie chodzi o próbę obejścia prawapodatkowego. Jeśli wszystko będzie w porządku, zwróci pieniądze płatnikowi. Gdyby jednak fiskus uznał, że prawo do zwolnienia nie przysługuje, a rozliczenie przedstawione przez zagranicznego podatnika było niewłaściwe, to płatnik poniesie konsekwencje. Nie tylko nie dostanie 20 proc. z powrotem, lecz także zostanie obciążony karą w wysokości 10 proc. przychodu.

Karna odpowiedzialność kierownika

Nowe zasady poboru podatku u źródła są pomyślane jako narzędzie do ograniczania patologii w rozliczeniach zagranicznych, w ramach których międzynarodowe grupy szukają sposobów na obniżenie lub uniknięcie podatku. Niespodziewanie dla samych pomysłodawców mogą jednak uderzyć w Lot. Podatkiem objęte były od zawsze również należności z tytuły opłat leasingowych. Zmiana polega na tym, że w przypadku największych wypłat podatek należy zapłacić z góry i dopiero potem dochodzić jego zwrotu, np. na podstawie umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Tymczasem narodowy przewoźnik większość samolotów leasinguje w wyspecjalizowanych spółkach zagranicznych. Według naszych ustaleń, co miesiąc płaci ratę leasingową w wysokości 20 mln zł, które zgodnie z ustawą musi „ubruttowić” — każdą transzę o 20 proc. zryczałtowanego podatku. Dopiero potem może dochodzić jego zwrotu. Dla firmy o nie najlepszej sytuacji płynnościowej może to mieć poważne skutki. Na tyle istotne, że przewoźnik zaczął dobijać się do rządu w sprawie nowych przepisów.

Resort finansów znalazł rozwiązanie w postaci rozporządzenia, które w punkcie siódmym wyłącza z nowej procedury należności „z tytułu użytkowania lub prawa do użytkowania urządzenia przemysłowego, w tym także środka transportu, urządzenia handlowego lub naukowego”. Nasi rozmówcy z Lotu twierdzą jednak, że zapis wcale sprawy nie załatwia, bo wykładnia doradców podatkowych jest taka, że rozporządzenie czytane w kontekście ustawy ma zastosowanie tylko wtedy, gdy przewoźnik zbierze dokumentację, że jego zagraniczni leasingodawcy są faktycznymi odbiorcami płatności.

— Musielibyśmy w tym celu wynająć wywiadownię gospodarczą, która ustali, że nasi kontrahenci nie przekazują pieniędzy dalej i nie działają tylko po to, żeby uniknąć podatku. Już widzę, jak na nasze pismo z prośbą o wylegitymowanie się wszystkimi dokumentami, zareaguje spółka Boeinga. Po prostu wzruszy ramionami, bo co ich obchodzi nasz problem z fiskusem — mówi anonimowo przedstawiciel przewoźnika.

Filip Świtała, wiceminister finansów, który nie chce komentować spraw konkretnej firmy, apeluje, żeby nie przerysowywać problemu z podatkiem u źródła. Przypomina, że pewne kategorie płatności zostały wyłączone rozporządzeniem z ustawowego obowiązku. Poza tym wskazuje, że ustawa zwalnia płatnika z naliczenia podatku, jeśli jest on przekonany, że zagraniczny kontrahent jest odbiorcą pewnym i rzetelnym.

— Nie ma problemu, jeśli zamówiona usługa jest wykonywana, a płatność trafia do rzeczywistego beneficjenta. W sytuacjach, gdy ryzyko podatkowe jest małe, płatnik może złożyć stosowne oświadczenie, które należy co jakiś czas ponawiać — mówi Filip Świtała.

Rzecz jednak w tym, że członkowie zarządów, bo sprawa dotyczy osobiście każdego z nich, niespecjalnie palą się do składania oświadczenia, ponieważ grozi im odpowiedzialność karna za ewentualne uchybienia po stronie zagranicznego podatnika. Filip Świtała ich jednak uspokaja.

— W rezultacie wydanego rozporządzenia w przypadku opłat za użytkowanie urządzeń przemysłowych nie ma nawet konieczności składania oświadczenia. Uznaliśmy, że tego rodzaju płatności nie generują znacznego ryzyka dla budżetu. Dodatkowo niektóre umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania, np. ze Stanami Zjednoczonymi czy Irlandią, zwalniają je z podatku u źródła — i to niezależnie od tego, czy trafiają do rzeczywistego beneficjenta — podkreśla wiceszef resortu finansów.

Sytuacja dotyczy jednak tylko części rynku. Nasi rozmówcy z branż, które nie zostały objęte dobrodziejstwem rozporządzenia, zwracają uwagę, że oświadczenie o rzetelności kontrahenta jest działaniem obarczonym sporym ryzykiem.

— W przypadku banku żaden prezes i członek zarządu nie zdecyduje się na ryzyko potencjalnego oskarżenia o przestępstwo podatkowe, gdyż miałoby to rujnujący wpływ na reputację instytucji. Banki i bez tego będą miały mnóstwo kłopotów z identyfikacją rzeczywistych odbiorców, gdyż przepisy ministerialne są zupełnie nieprecyzyjne — mówi przedstawiciel sektora. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Ograniczone zaufanie do kontrahenta

ŁUKASZ KEMPA, Grant Thornton

Problem z ustawą o podatku u źródła polega na tym, że odwraca relacje, przerzucając na płatnika wszystkie obowiązki związane z udokumentowaniem prawidłowości zagranicznej płatności — i to pod groźbą sankcji finansowych, a nawet karnych. Niestety, zakres wymaganych dokumentów uwiarygodniających płatność nie został precyzyjnie opisany. Ustawodawca wprowadza bardziej restrykcyjną definicję rzeczywistego beneficjenta, która kładzie nacisk na udowodnienie, iż faktycznie prowadzi on działalność w kraju, do którego trafiają pieniądze. Choć w ustawie podane są pewne wskazówki, co do informacji, jakie należy zgromadzić o beneficjencie, to są one niewystarczające i trudne do zweryfikowania. Przykładowo jedną z przesłanek jest stwierdzenie współmierności między prowadzoną działalnością zagranicznego odbiorcy a zasobami do jej prowadzenia, czyli zajmowaną powierzchnią i zatrudnionym personelem. Są to działania wymagające kompetencji służb skarbowych, a nie zwykłego przedsiębiorcy. Ostatecznie płatnik nigdy nie będzie mieć pewności, w jaki sposób wykorzystywana jest płatność realizowana za granicę, szczególnie jeśli są to rozliczenia z dużymi, międzynarodowymi podmiotami. Z tego względu, jak się wydaje, zainteresowanie kierowników jednostek składaniem oświadczeń wobec fiskusa, że płatność zagraniczna i beneficjent są bez zarzutu, będzie ograniczone. Tym bardziej, że oświadczenie składane jest pod groźbą kary grzywny, więzienia lub obu kar łącznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu