W 2018 r. Ministerstwo Finansów (MF) przygotowało nowelizację ustawy o CIT, żeby doszczelnić system podatkowy. W efekcie LOT o mało nie stracił płynności. Aby nie uziemić przewoźnika na dobre, resort wypuścił już trzy rozporządzenia do ustawy. To jednak nie pomogło i trzeba było wydać indywidualną interpretację, żeby narodowa spółka lotnicza nie musiała płacić podatku za swojego zagranicznego kontrahenta. Wtedy okazało się, że LOT wpadł z deszczu pod rynnę — wykładnia podatkowa fiskusa naraziła spółkę na ryzyko kolizji z unijnymi przepisami o pomocy publicznej. Kiedy resort finansów to dostrzegł, zaczął wydawać korzystne interpretacje także dla innych podatników, żeby uniknąć podejrzeń, że sprzyja jednemu podmiotowi.

Praca po godzinach
Dwa tygodnie temu, dzień przed Nowym Rokiem, w Dzienniku Urzędowym została opublikowana nowelizacja rozporządzenia z 31 grudnia 2018 r. w sprawie stosowania przepisów dotyczących podatku u źródła (WHT — withholding tax). Tym razem MF uwinęło się nadzwyczaj szybko i pracownicy resortu spokojnie mogli przygotować się do sylwestra. W 2018 r. pisanie rozporządzenia tak mocno się przeciągnęło, że zostało ono opublikowane o godzinie 18, na cztery godziny przed wejściem w życie ustawy o CIT, zmieniającej zasady poboru WHT.
Sprawę opisaliśmy niemal równo rok temu w styczniowym „PB”, ujawniając, że przyczyną pracy po godzinach w resorcie był problem z wadliwie napisaną nowelizacją ustawy. Miała ona uszczelnić system podatkowy, a faktycznie okazała się pułapką na LOT. Szukając gorączkowo rozwiązań, resort opublikował rozporządzenie, które miało otworzyć przewoźnikowi furtkę umożliwiającą ucieczkę przed negatywnymi skutkami zmian podatkowych. Otworzyło, ale… puszkę Pandory.
Wadliwa regulacja
Początkowo nic nie zapowiadało problemów. Jesienią 2018 r. do Sejmu trafił kolejny pakiet przepisów uszczelniających system podatkowy, w tym nowelizacja ustawy o CIT w części dotyczącej poboru podatku u źródła, i w październiku ekspresem przeszedł przez parlament. Zmiana polegała na tym, że w przypadku odsetek, dywidend, należności licencyjnych i niektórych usług niematerialnych płatnik najpierw musi pobrać podatek u źródła — 20 lub 19 proc. — a dopiero potem on sam lub podatnik może się ubiegać o zwrot wpłaty, gdyby okazało się, że dana transakcja objęta jest częściowym lub pełnym zwolnieniem.
Wcześniej taki płatnik niejako z automatu korzystał z preferencji podatkowych wynikających z umów o unikaniu podwójnego opodatkowania z innymi krajami. Generalnie obowiązek pobrania podatku u źródła dotyczy usług kupowanych od podmiotów zarejestrowanych poza Polską. Nowelizacja przewidywała kilka sposobów uniknięcia natychmiastowego poboru podatku — wśród nich złożenie oświadczenia o dochowaniu należytej staranności. Nie dawało ono jednak płatnikowigwarancji bezpieczeństwa, gdyby pojawiły się roszczenia fiskusa. Konsekwencje wadliwie rozliczonego podatku mogą być niemałe — oprócz kar finansowych przewidziano karę więzienia do pięciu lat.
Regulacja o WHT została napisana na fali rewolucyjnego zapału, jaki ogarnął resort finansów w związku ze zwalczaniem nadużyć podatkowych w latach 2016-18. Celem było uniemożliwienie międzynarodowym korporacjom unikania podatków w Polsce przy wykorzystaniu wewnętrznych rozliczeń. Szybko, bo już w listopadzie 2018 r., wyszło na jaw, że w sieci zastawione przez fiskusa zaplątał się LOT. Obowiązkiem zapłaty WHT objęte są odsetki, w tym leasingowe. Autorzy nowelizacji przeoczyli fakt, że narodowy przewoźnik sporą część floty samolotów leasinguje, m.in. od spółek Boeinga w Irlandii i USA.
Zgodnie z ustawą od każdej miesięcznej raty powinien więc odprowadzić podatek do urzędu skarbowego. Teoretycznie każdą ratę mógłby pomniejszyć o wysokość podatku i powiedzieć Boeingowi, żeby wystąpił do polskiej skarbówki o zwrot pieniędzy. W praktyce dość trudno byłoby jednak wytłumaczyć producentowi, dlaczego na jego konta przestała wpływać należność w ustalonej wysokości. LOT mógł skorzystać z innej możliwości: zapłacić podatek, a potem przedstawić w skarbówce stosowną dokumentację, że przychód Boeinga z leasingu w Polsce jest zwolniony od podatku. Znowu teoretycznie sprawa jest prosta, bo przecież wiadomo, czym jest Boeing, i że nie chodzi o podatkowe machinacje. W praktyce jednak LOT musiałby przedstawić pełną dokumentację dowodzącą, że kontrahent nie ma na celu uniknięcia podatku w Polsce.
Furtka dla LOT
Dlatego w sylwestra 2018 r. resort finansów opublikował rozporządzenie zawieszające do czerwca 2019 r. (później termin został wydłużony do końca 2019 r.) część przepisów ustawy, zwalniając z obowiązku poboru podatku należności „z tytułu użytkowania urządzenia przemysłowego, w tym także środka transportu”. LOT jednak z furtki nie skorzystał. Od 1 stycznia 2019 r. zobowiązany był bowiem stosować inne przepisy — zaostrzone zasady dochowania należytej staranności w rozliczeniach podatkowych.
Nałożyły one na płatnika dość enigmatyczne obowiązki weryfikacji zagranicznego kontrahenta w celu ustalenia, czy nie jest on słupem, a transakcja (zapłata za usługę lub dobra niematerialne) nie ma na celu obejścia systemu podatkowego. W rozmowie z „PB” resort zapewnił, że do zwolnienia wystarczy oświadczenie przewoźnika, że dochował należytej staranności w rozliczeniach leasingowych.
LOT doszedł do jednak do wniosku, że bezpieczniej będzie odprowadzić podatek z tytułu opłat leasingowych, nie narażając się na zarzut, że nierzetelnie zweryfikował spółki Boeinga. Tak podpowiedzieli mu doradcy podatkowi, ostrzegając, że rozporządzenie zawieszające WHT w kontekście przepisów o należytej staranności nie chroni spółki ani zarządu (każdy z członków kierownictwa ponosi indywidualną odpowiedzialność, w tym karną) przed ewentualnymi roszczeniami skarbówki. Z naszych informacji wynika, że przewoźnik odprowadził podatek od rat leasingowych za styczeń, luty i marzec 2019 r.
Potem… przestał go płacić. Dlaczego? Otóż na początku 2019 r. LOT wystąpił do Krajowej Informacji Skarbowej (KIS) o wyjaśnienie, czy do zwolnienia z podatku u źródła wystarczy przedstawienie certyfikatu rezydencji podatkowej kontrahentów będących podatnikami w Irlandii i USA. Pod koniec marca KIS odpowiedziała twierdząco (interpretacja jest anonimowa, jednak z kontekstu można się domyślić, o jakiego podatnika chodzi). Skarbówka wspomina co prawda o obowiązku dochowania należytej staranności, ale zdawkowo — cytując fragment ustawy dotyczący tej kwestii. Generalnie potwierdza słuszność rozumowania podatnika, że certyfikat jest dokumentem wystarczającym.
Ryzyko niedozwolonej pomocy
LOT odetchnął, ale przedwcześnie. Problem nie został rozwiązany, a w dodatku przysporzył nowych. Podobny problem mieli bowiem także inni podatnicy — i oni również słali pytania do KIS. Pytali m.in., czy oświadczenie kontrahenta o prowadzeniu działalności w swoim kraju lub certyfikat dają podstawy do zwolnienia od WHT z tytułu wypłaty dywidendy. KIS odpowiedziała „nie”, stwierdzając, że „konieczna jest weryfikacja okoliczności i warunków uzasadniających możliwość niepobrania podatku u źródła”.
Ponadto w czerwcu resort finansów opublikował obszerny „Projekt objaśnień podatkowych” co do zasad poboru podatku u źródła, z którego wynika, że sam certyfikat rezydencji nie uprawnia do skorzystania z preferencyjnego opodatkowania. Z naszych informacji wynika, że już od wiosny ubiegłego roku część urzędników MF zwracała uwagę na poważne ryzyko związane z interpretacją dla LOT.
— Sytuacja, gdy jeden podmiot otrzymuje korzystniejszą wykładnię niż inne przy podobnym problemie podatkowym, nosi znamiona pomocy publicznej — mówi anonimowo osoba zbliżona do KAS.
Wygląda jednak na to, że fiskus znalazł wyjście z sytuacji. Żeby uniknąć podejrzeń, czy zarzutów o nierówne traktowanie podatników, KIS ujednolicił interpretacje dla wszystkich leasingobiorców. Jest ich już kilkudziesięciu.
— Podobne interpretacje jak LOT dostają podatnicy leasingujący środki transportu za granicą. Tu wystarczy certyfikat rezydencji — mówi anonimowo przedstawiciel dużej kancelarii podatkowej.
Jego zdaniem sprawa ma charakter polityczny i ma na celu ochronę LOT przed dodatkowymi obciążeniami finansowymi, które mogą mieć istotny wpływ na jego płynność.
Co ciekawe, nasze źródła podają, że LOT do tej pory nie otrzymał z powrotem podatku od rat za styczeń, luty, marzec. Skarbówka ma na zwrot sześć miesięcy, więc termin dawno minął. LOT odmówił komentarza w sprawie rozliczeń z tytułu WHT, zasłaniając się tajemnicą handlową. Poprosiliśmy Ministerstwo Finansów i Krajową Adminstrację Skarbową (KAS) o wyjaśnienie tych rozbieżności. Zapytaliśmy również o rozliczenia LOT ze skarbówką. Resort nie udzielił odpowiedzi, zasłaniając się tajemnicą skarbową.