Inspektor PIP nie narzuci firmom etatów. Pomysł resortu pracy trafił do kosza

Jarosław KrólakJarosław Królak
opublikowano: 2026-01-06 07:00
zaktualizowano: 2026-01-07 12:43

Projekt automatycznego przekształcania umów zlecenia, o dzieło i B2B w umowy o pracę nie będzie przyjęty przez Radę Ministrów — poinformował PB minister Maciej Berek. Premier Donald Tusk potwierdził.

Przeczytaj artykuł i dowiedz się:

  • dlaczego nie będzie siłowego zmieniania umów cywilnoprawnych w etaty
  • co w zamian ma przygotować resort pracy
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Eksperci i przedstawiciele organizacji przedsiębiorców przekonali kilku ministrów i premiera Donalda Tuska do zablokowania projektu przyznającego Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) uprawnienia do zamieniania umów cywilnoprawnych w etaty. Mimo przyjęcia go przez Stały Komitet Rady Ministrów nie zostanie skierowany na posiedzenie rządu. Tym samym potwierdziły się informacje PB, że SKRM nie rekomenduje Radzie Ministrów przyjęcia groźnego dla rynku pracy projektu.

Jak dowiedział się PB, premier zobowiązał Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) do opracowania nowej koncepcji, ale bez przyznania inspektorom pracy wydawania władczych decyzji w zakresie przekształcania umów cywilnych w etaty.

Weto premiera do przekształcania umów cywilnych

Dawno żaden ministerialny projekt nie wywołał takiej burzy i emocji biznesu jak propozycja przyznania PIP ogromnych uprawnień. MRPiPS chciało, by inspektorzy pracy mogli zamieniać umowy zlecenia, o dzieło i B2B w etaty w sytuacji, gdy są one wykonywane de facto w warunkach charakterystycznych dla stosunku pracy, czyli w czasie, miejscu i pod nadzorem pracodawcy.

Resort twierdził, że jest to zjawisko nagminne i krzywdzące zatrudnionych. Według jego propozycji inspektorzy PIP mogliby wydawać natychmiast wykonalne i działające wstecznie decyzje przekształcające umowy cywilnoprawne w umowy o pracę. Od momentu wydania decyzji pracodawcy musieliby zatrudnionych traktować jak pracowników i płacić odpowiednie podatki i składki. Ponadto mieliby opłacić podatki i składki wstecznie, czyli za okres od wszczęcia kontroli przez inspektora do wydania decyzji. Eksperci szacowali, że w efekcie na firmy spadłyby gigantyczne koszty, nierzadko idące w setki tysięcy złotych za zatrudnionego. W krytycznych opiniach organizacji biznesowych przewijały się zarzuty łamania konstytucji oraz ryzyko destabilizacji rynku pracy.

Od rzekomej akceptacji projektu przez SKRM 4 grudnia (o czym w komunikacie informował tylko resort pracy) projekt nie był w programie kilku kolejnych posiedzeń Rady Ministrów.

16 grudnia zapytaliśmy mejlowo biuro prasowe MRPiPS o przyczyny ciągłego braku projektu na posiedzeniach rządu. Do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Jeden z gospodarczych ministrów po raz drugi poinformował PB, że projekt nie jest uzgodniony w rządzie i nie ma rekomendacji do jego finalnego przyjęcia. 5 stycznia uzyskaliśmy oficjalne potwierdzenie.

— Nie ma zgody na dalsze procedowanie projektu w tej wersji w ramach Rady Ministrów — poinformował PB Maciej Berek, minister w kancelarii premiera koordynujący prace legislacyjne rządu.

Na konferencji prasowej 6 stycznia premier Donald Tusk to potwierdził.

— Podjąłem decyzję o zatrzymaniu tego projektu i sprawę uważam za zamkniętą. Przesadna władza dla urzędników byłaby destrukcyjna dla firm i groziłaby utratą pracy wielu osobom — powiedział premier.

Temat jednak nie zniknie całkowicie, ponieważ jest jednym z tzw. kamieni milowych KPO. Resort pracy dostał od szefa rządu polecenie opracowania nowego modelu.

— Premier polecił MRPiPS wskazanie, jaki kształt reformy możemy zaproponować bez przyznawania PIP uprawnień do wydawania decyzji o przekształcaniu umów cywilnoprawnych — powiedział Maciej Berek.

Premier zaskarbił sobie wdzięczność biznesu

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) krytycznie odnosi się do tego, że kluczowe dla rynku pracy i gospodarki propozycje nie były uzgadniane z partnerami społecznymi na forum Rady Dialogu Społecznego. Zarzuca MRPiPS brak otwartości na dialog i transparentności prac.

— Podnosiliśmy, że projekt wywoła daleko idące konsekwencje zarówno dla przedsiębiorców, jak też pracowników. Wprowadzi chaos na miarę Polskiego Ładu. Zwracaliśmy uwagę, że przyznanie PIP prawa do przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę w drodze decyzji administracyjnej ze skutkiem natychmiastowej wykonalności jest niezgodne z Konstytucją RP. Chodzi o naruszenie zasady ochrony pracy, zasady określoności i racjonalności, zasady proporcjonalności, a także zasady swobody działalności gospodarczej. Jesteśmy wdzięczni premierowi za wsłuchanie się w merytoryczne argumenty — podkreśla Marek Kowalski, szef FPP.

Agnieszka Dziemianowicz-Bąk deklaruje dalszą walkę

Do wycofania się przez rząd z projektu reformy PIP odniosła się w środę w Sejmie szefowa MRPiPS.

— Rozmawiamy o kształcie skutecznego narzędzia do przeciwdziałania patologii, która trawi polski rynek pracy, czyli patologii umów śmieciowych. Co do tego nie ma żadnych dyskusji, żadnego sporu — powiedziała Agnieszka Dziemianowicz-Bąk w rozmowie z dziennikarzami.

Podkreśliła, że to ważna sprawa dla milionów pracowników, w tym m.in. kobiet w ciąży.

— To problem, z którym lewica będzie walczyć. Za pomocą jakiego konkretnie narzędzia, oczywiście będziemy ustalać z koalicjantami. Jeżeli jest takie oczekiwanie, żeby coś doprecyzować, coś zmienić, to rozmowy będą prowadzone — zadeklarowała szefowa MRPiPS.

Głos zabrał również wiceminister funduszy i polityki regionalnej, który przypomniał, że reforma PIP to jeden z kamieni milowych, od których zależy wypłata pieniędzy z KPO.

„Z punktu widzenia KPO napiszę krótko: reforma PIP znalazła się w planie na mocy decyzji Rady Ministrów. Po trudnych, ale skutecznych negocjacjach reforma zastąpiła w KPO przymusowe oskładkowanie każdej umowy zlecenia. Nowa decyzja pana premiera zmienia sytuację i oznacza potrzebę nowych rozmów z Komisją Europejską” — napisał Jan Szyszko w serwisie X.

Możesz zainteresować się również: