Podatność na podatki

Jacek Zalewski
opublikowano: 2004-07-08 00:00

Po raz kolejny w ostatnim czasie prezydent Aleksander Kwaśniewski wyskoczył wczoraj na krótko do Berlina. Pretekstem do pilnego spotkania z kanclerzem Gerhardem Schröderem były plany obchodów 60-lecia Powstania Warszawskiego, naprawdę jednak chodziło o omówienie napięć w Unii Europejskiej, powstających dosłownie od pierwszego dnia po jej poszerzeniu.

Poprzednia taka okazja trafiła się 15 czerwca, a był nią kongres potężnego Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego (BDI), przy którym nasza Rada Przedsiębiorczości to mały pikuś. W postindustrialnej scenerii rozebranego do konstrukcji NRD-owskiego Pałacu Republiki, prezydent Kwaśniewski zaakcentował w swoim wystąpieniu zdanie: „Począwszy od 2004 roku wysokość stawki CIT wynosi w naszym kraju 19 proc., co stanowi znaczącą redukcję obciążeń dla podmiotów gospodarczych”. Miałem wówczas okazję obserwować reakcję delegatów — kwiat niemieckiego biznesu bezbłędnie to wyłowił i zapisał w kilkuset notesach, ku wielkiemu utrapieniu kanclerza Schrödera...

Usilne dążenie Niemiec i Francji do wyrównywania w górę stawek CIT w całej poszerzonej UE (patrz mapka na str. 9) jest zrozumiałe. Ich budżety się nie domykają, ostrożnościowe progi deficytu są przekraczane (na razie bezkarnie), społeczeństwa nie godzą się na odbieranie przywilejów socjalnych — a dopływu kapitałów nie widać... Na przykład większość amerykańskich inwestycji w sektorze wysokich technologii nie dociera do twardego jądra UE, lecz ląduje od razu w Irlandii. I tylko w małym stopniu spowodowane jest to patriotyzmem irlandzkiej diaspory z USA — podstawowym kryterium wyboru staje się wysokość podatków (jeszcze raz patrz mapka). Zresztą — czego tu oczekiwać od inwestorów zewnętrznych, skoro podobnie zachowuje się biznes z samej Unii.

W podatkowym kontekście warto przyjrzeć się Konstytucji Unii Europejskiej, napisanej przez państwa o najwyższych stawkach. Ustala ona pryncypialnie, iż „Unia ma wyłączną kompetencję w zakresie ustanawiania zasad konkurencji, niezbędnych do funkcjonowania rynku wewnętrznego”. Jednak z drugiej strony, równie wyraźnie rozstrzyga, że zbliżanie ustawodawstw państw członkowskich nie ma zastosowania m.in. do przepisów podatkowych. Zanosi się zatem na to, że w podatkowych sporach wystąpi zjawisko charakterystyczne dla czytania konstytucji narodowych — każdy wyrywa z kontekstu akurat te zapisy, które wspierają jego tezy. Oczywiście o ile Konstytucja UE w ogóle wejdzie w życie, czego warunkiem jest ratyfikowanie jej przez komplet 25 państw członkowskich...