Podbierak łowi zbłąkane ryby

Jacek Zalewski
opublikowano: 2011-05-11 00:00

Zbliżający się horyzont czasowy wyborów powoduje coraz większą nerwowość klasy politycznej. Zwłaszcza tej części, która może się nie zabrać na zbawczą tratwę, czyli nie zostanie umieszczona na okręgowych listach wyborczych do Sejmu na miejscach "biorących". Z jednej strony skutkuje to nawracaniem się partyjnych grzeszników, którzy pobłądzili, z drugiej zaś otwiera sezon transferowy.

Nawet uwzględniając te okoliczności trzeba jednak przyznać, że podebranie przez premiera Donalda Tuska z klubu Sojuszu Lewicy Demokratycznej bardzo rozpoznawalnego posła Bartosza Arłukowicza ma posmak dość sensacyjny. Zwłaszcza, gdy się przypomni, jak to dociekliwy pediatra Arłukowicz tropił przekręty Platformy Obywatelskiej, zasiadając w śledczej komisji hazardowej. Bo samo zjawisko jest stare i znane — podbieraka używa zawsze władza, wypatrując w toni błąkające się polityczne ryby. Kiedyś np. SLD pochwycił do rządu PRL-owskiego opozycjonistę Andrzeja Celińskiego, z kolei ostatnio PO złowiła w wyborach europejskich Danutę Hübner. Najsłynniejsze było, rzecz jasna, pięć lat temu podebranie przez Jarosława Kaczyńskiego "siostry Donalda", czyli Zyty Gilowskiej. Przechwycenie akurat Arłukowicza wpisuje się w psychologiczną rozgrywkę ewentualnego ponownego premiera Donalda Tuska z gwiazdorem lewicy Grzegorzem Napieralskim, który pozycjonuje się na hipotetycznego wicepremiera. Wyborcze starcie w Szczecinie z popularnym Bartoszem Arłukowiczem może mu trochę podciąć skrzydła.

Zupełnie innym wątkiem jest stworzenie specjalnie dla podebranej ryby stanowiska sekretarza stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Arłukowicz zamieni poselską pensję podsekretarza stanu na pobory wyższe o kilkaset złotych, ale do tego dochodzi limuzyna, sekretariat oraz całe biuro "pełnomocnika prezesa Rady Ministrów ds. koordynacji współpracy organizacji pozarządowych i administracji w przeciwdziałaniu wykluczeniu społecznemu". Potwierdza to, że walczący o równowagę budżetową Donald Tusk może i oszczędza na sprzątaczkach, ale z utworzeniem dla potrzeb wyborczych kolejnego stanowiska ministerialnego, tym razem ds. walki z biedą, nie ma żadnych problemów.

Możesz zainteresować się również: