Gospodarczy grajdołek bez kompleksów wobec Warszawy czy Moskwy. Podlaski Unibep zbuduje w tych miastach niejedno.
GPS do Bielska Podlaskiego z Warszawy prowadzi wąskimi drogami przez wsie nad Bugiem, Nurcem i Narwią. Drewniane domki, koń, bocian, dziura w drodze. Ludzie na ławeczkach ustawionych wzdłuż płotów obserwują, jak Warszawa do Bielska jedzie. A zdarza się to coraz częściej. Bielski Unibep to przecież największa firma budowlana w Polsce na wschód od Wisły. W tym roku osiągnie prawie 700 mln zł przychodu, a jej zysk sięgnie 24 mln zł. Po debiucie giełdowym kasę firmy zasili niemal 100 mln.
— Jestem Podlasiak zameldowany w Warszawie, a mieszkający na wsi, samochód robi mi za biuro. Zastępca to warszawiak, tak jak i prezes Unihouse’a, spółki zależnej. Dyrektor finansowy jest z Białegostoku. I tak parę dni w Bielsku, parę w Warszawie. Ja tam się bardzo cieszę, że wróciłem na stare śmieci — przyznaje Jan Mikołuszko, prezes Unibepu.
Z perspektywy ławki
W weekend sam wygrzewa się na ławce. Mieszka w małej wsi nad Narwią, płot ma taki jak wszyscy. Sklepu brak, przyjeżdża objazdowy.
— Ale „Wyborczą” to czytam warszawską, a nie białostocką — zastrzega Jan Mikołuszko.
Nie chce wymyślać legend: Podlasie to gospodarczy grajdołek, ale swoje perełki ma.
— Jest kilka dużych firm. Na Unibepie Bielsk się nie kończy.
Rozmawiamy w biurze, gdzie 30 lat temu młody inżynier Mikołuszko był przyjmowany na staż, a potem do pracy w bielskim przedsiębiorstwie budowlanym. Z okna gabinetu prezesa widać też ścianę bloku, w którym dostał mieszkanie. Dziś na jego tyłach Unibep, za pomocą swojego deweloperskiego ramienia Unihouse’a, buduje Dom pod Gruszą. „Warto podkreślić, że Dom pod Gruszą jest pierwszym budynkiem mieszkalnym w Bielsku Podlaskim, w którym znajdzie się winda oraz garaż podziemny na 16 samochodów” — zachwala opis inwestycji.
Na razie chętnych na pierwszy dźwig osobowy w Bielsku jest niewielu. Cena za metr sięga 3,9 tys. zł, kiedy w blokach nieopodal stawki nie przekraczają 2,7 tys. zł. Deweloperka w Bielsku to eksperyment, kokosy czekają bliżej Warszawy. Unihouse zainwestował w Łomiankach, na Pradze, w Raszynie i w Wawrze. Sprzedaje się na pniu. Pieniądze z giełdy przydadzą się na kupno gruntów pod kolejne inwestycje.
— Oceniliśmy, że musimy mieć w ofercie 300-400 domów i 15-20 ha gruntów, by wykreować markę i produkt. To będzie taki bank ziemi. W przyszłości ma to docelowo stanowić do 20 proc. sprzedaży. Generalne wykonawstwo pozostanie więc naszym głównym biznesem — wyjaśnia Jan Mikołuszko.
Panie właścicielki
Generalne wykonawstwo nie jest tak efektowne jak deweloperka, co nie znaczy, że mniej dochodowe. Choć w rynek wgryźć się trudno. Nie wystarczy być dobrym, trzeba być bardzo dobrym i znać kogo trzeba. Jan Mikołuszko znał kogo trzeba, jako że piął się po szczeblach kariery szczególnie szybko w latach 90. Został prezesem zarządu Unibudu, wprowadził spółkę na giełdę. Stał się osobą dobrze znaną wśród inwestorów. Przez chwilę Unibud był nawet siódmą największą firmą budowlaną w Polsce. Potem połączył się z Budimeksem, w którym rządził amerykański fundusz Templeton. W owym czasie Jan Mikołuszko był prezesem Budimeksu Unibudu, centrum generalnego wykonawstwa na centralną i wschodnią Polskę. Po przejęciu Budimeksu przez hiszpański Ferrovial został wiceprezesem zarządu całego Budimeksu Dromeksu. Dojrzewał do zmian, a nowy właściciel wziął się do porządkowania swojej struktury. Spółka Unibud BEP została wystawiona na sprzedaż.
— Wraz z ludźmi, z którymi pracowałem, zdecydowaliśmy się ją kupić. Wiedzieliśmy, że jest zreformowana, rentowna, w miarę w dobrej formie, a socjalizm z niej wypędzono — przyznaje Jan Mikołuszko.
Spojrzenie w strukturę własnościową Unibepu przed emisją akcji: dominują panie, dwie Zofie, Beata i Zina mają razem 90 proc. akcji spółki. Kto tu rządzi?
— Inwestorzy ciągle o to pytają. Firmę w 2002 r. kupiły nasze żony, za nieco ponad 2 mln zł. Widocznie takie czasy nastały, że panie gospodarują kasą, a mężczyźni są od roboty — śmieje się prezes Unibudu.
Typ swojaka, z życia zadowolony, w Bielsku nie ma warszawskiej bieganiny i sztucznego pompowania stresu. Nie maskuje wschodniego akcentu, o trzech wnukach, co mu się jednego dnia urodziły, chętnie opowie. Ale o inwestycjach w Rosji też. Firma go kręci, bo idzie do przodu, nie babrze się w korporacyjnej stagnacji.
— Widziałem, że Unibep potrzebuje wsparcia. Bez zleceń z Budimeksu było ciężej. A ja miałem kontakty, tyle że firma nie była jeszcze gotowa na tak wielkie zamówienia. Zaczęło się ekspresowe reformowanie — ocenia Jan Mikołuszko.
Pół tysiąca w Soczi
Ekipie w czasie budowlanej stagnacji ogłaszał niemalże herezje:
— Musicie być przygotowani na dwie rzeczy: ciągłe zmiany i koniunkturę — mówił.
Chwyciło, choć nie zawsze było różowo. Wtedy z pomocą przychodził główny akcjonariusz i wiceprzewodnicząca rady nadzorczej, prywatnie żona prezesa, czyli Zofia Mikołuszko:
— Nie można rąk załamywać, bo nie ma potem jak zakasać rękawów — powtarzała.
Rezultaty? Ponad 6 proc. wszystkich mieszkań oddanych do użytku w Warszawie w 2007 r. zbudował Unibep. Miasteczko Wilanów (wartość umowy 72,7 mln zł), osiedle Olszynka (106 mln zł) czy zespół budynków Róża Wiatrów (prawie 50 mln zł) — wszędzie tam widnieją trzy wspinające się ku górze strzałki, logo Unibepu. Do tego galeria handlowa Alfa w Białymstoku, gdzie kontrakt opiewa na 172 mln zł. No i Wschód, szczególnie rosnąca w oczach Rosja i Ukraina.
— Jestem fanem kresów i Podlasia, tutejsza mieszanka kultur daje mi pozytywnego kopa. Rosyjski znam, Rosjan rozumiem. Choć, o dziwo, z partnerami na Wschodzie ani razu wódki się nie napiłem, a musiałem nauczyć się dobierać wina.
Ot, nowe czasy, kontrakty już nie w dolarach, lecz w euro. Pół tysiąca mieszkań w pięciu 22-piętrowych budynkach w Soczi to nie lada gratka, za którą Unibud dostanie 109 mln euro. Ciekawie rozwija się też budowa centrum handlowo-usługowego Tekstiliszcziki w Moskwie. Wynagrodzenie wykonawcy: 12,3 mln euro.
— Budowa jest na kładce dla pieszych, między koleją a metrem i nad skrzyżowaniem trzech ulic. Tramwaje, trolejbusy, bazar z handlarzami z Kaukazu. Przez półtora roku przekładaliśmy kable— mówi prezes Unibepu.
Sukcesy kuszą do kolejnych podbojów. Podlaska firma przymierza się do otwarcia fabryki budynków o lekkiej konstrukcji drewnianej. To ma być hit eksportowy. Przyjdzie czas i na domy modułowe czy deweloperkę w wydaniu luksusowym. Ambicja Podlasiaka nie kończy się na Narwi i Bugu. n
Piorun, cerkwie i habit
27-tysięczny Bielsk Podlaski leży nad rzeką Białą. Piątą część jego mieszkańców stanowią Białorusini, jest też sporo Ukraińców. Pierwsza wzmianka o Bielsku pojawia się w połowie XIII wieku, w latopisie halicko-wołyńskim. Zabytków trochę tutaj jest: kościół i zespół klasztorny z XVII wieku, barokowy ratusz i cztery drewniane cerkwie. Do tego dochodzi średniowieczne grodzisko (XIII w.) zwane Górą Zamkową. Tam znajdował się zamek, w którym pierwotnie planowano podpisanie unii zwanej później lubelską. Wcześniej jednak budowla spłonęła, rażona piorunem. Tu też siedzibę ma jedyne w Polsce policealne Studium Ikonograficzne, tu urodził się Leon Knabit, znany benedyktyn z Tyńca.
Maki deweloperskie
Osiedle Polnych Maków to jedna z inwestycji Unihouse’a. Położone w miejscowości Zamienie nieopodal granic Ursynowa, oferuje 36 domów w zabudowie szeregowej, każdy o powierzchni około 180 mkw. Dolny poziom to kuchnia, jadalnia i salon, góra to 4 sypialnie i 2 łazienki. Ceny za mkw. domu w stanie deweloperskim zaczynają się od 4759 zł.
Unibep policzony
670 mln zł Tyle przychodu w 2008 r. zamierza osiągnąć Unibep.
24 mln zł Tyle zysku w tym roku chce wykazać spółka.
383 osób Tylu pracowników zatrudnia Grupa Kapitałowa Unibep.
Wydarte puszczy i Rusi
Etymologia słowa Podlasie wskazuje na źródłosłów ruski (pod Lachami), co może wiązać się z przynależnością ziem drohickich do Rusi we wczesnym średniowieczu lub też oznaczać, że Podlasie znajdowało się pod władzą Polaków. W XI w. Podlasie weszło w skład Rusi Kijowskiej, a następnie Księstwa Wołyńskiego i Rusi Halicko-Wołyńskiej. To w Drohiczynie koronował się na króla Daniel Halicki. W XVI w. nastąpiła niezwykle intensywna kolonizacja puszcz litewskich. W tym czasie powstało na tym terenie około 40 proc. wszystkich lokacji. W erze pielgrzymowania wielu pątników błądziło i pytało o drogę. Stąd ostało się popularne na Podlasiu powiedzenie: Jazyk do Kijewa zawede.
