Podnosimy się szybciej z bruku

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 09-06-2009, 00:00

Firmy masowo redukują zatrudnienie, a mimo to czas poszukiwania pracy się skrócił. Nie ma  się jednak z czego cieszyć.

Polacy na bezrobociu są coraz krócej. A wszystko przez… kryzys

Firmy masowo redukują zatrudnienie, a mimo to czas poszukiwania pracy się skrócił. Nie ma się jednak z czego cieszyć.

Zdumiewające informacje z rynku pracy. Chociaż światowy kryzys coraz wyraźniej odciska piętno na sytuacji w sferze zatrudnienia w Polsce, to przeciętny mieszkaniec naszego kraju na bezrobociu przebywa coraz krócej. To oficjalne dane Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), więc coś w tym musi być.

Magia liczb

W pierwszym kwartale 2009 r., a więc już kilka miesięcy po wybuchu kryzysu finansowego na świecie, przeciętny czas poszukiwania pracy przez bezrobotnego wynosił niespełna 11 miesięcy — wynika z danych urzędów pracy zbieranych przez GUS. Jeszcze rok wcześniej przebywanie na bezrobociu trwało średnio półtora miesiąca dłużej. Okres poszukiwania pracy skraca się konsekwentnie od 2006 r. Rozgrzana koniunktura czy nagły kryzys — wszystko jedno. O co zatem chodzi? Paradoksalnie — do szybszego wychodzenia z bezrobocia może się przyczynić… samo bezrobocie. A właściwie jego wzrost.

— Na bezrobocie trafiło przez ostatnie pół roku sporo nowych osób, które wcześniej nie miały problemu z pracą. Są dobrze wykształcone, mają kwalifikacje, jednak kryzys pozbawił ich pracy. Tacy ludzie znacznie krócej poszukują nowej posady niż bezrobotni, którzy bez zatrudnienia są od lat. Krótszy czas przebywania na bezrobociu może więc być tylko zjawiskiem statystycznym. Praca wcale nie jest łatwiej dostępna — twierdzi Władysław Łagodziński, rzecznika GUS.

Jego zdaniem, nie bez znaczenia są też zmiany w szkolnictwie w ostatnich latach.

— Przeżywamy właśnie rozkwit boomu edukacyjnego sprzed kilku lat. Na rynek pracy wkracza właśnie bardzo wielu młodych, dobrze wykształconych pracowników, którzy nawet jeśli rejestrują się na początku jako bezrobotni, to szukają pracy znacznie krócej niż przeciętna osoba rozglądająca się za zatrudnieniem. Dlatego też zaniżają statystyki dotyczące czasu poszukiwania pracy — mówi Władysław Łagodziński.

Brać, co dają

Przyczyna może leżeć też w oczekiwaniach bezrobotnych. Na bezrybiu i rak ryba.

— Kiedy gospodarka rosła i na rynku coraz wyraźniej brakowało rąk do pracy, osoby poszukujące zatrudnienia miały oferowane coraz lepsze warunki. Teraz bezrobotni widzą, że o pracę coraz trudniej, więc ich oczekiwania się obniżyły. Obawiają się, że z każdym miesiącem oferty będą coraz gorsze, więc godzą się na proponowane warunki — wyjaśnia Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka PKO BP.

I faktycznie — z danych GUS wynika, że ofert pracy jest znacznie mniej niż kiedyś. W pierwszym kwartale 2009 r. do urzędów pracy zgłoszono 227 tys. wakatów. Rok i dwa lata wcześniej było ich po 300 tys.

— Od kilku miesięcy obserwujemy wyraźny spadek liczby nowych miejsc pracy. Firmy odczuwają mniejszy popyt, więc ograniczają swoje koszty i wielkość produkcji. Zapotrzebowanie na pracownika więc spada — mówi Monika Kaznowska, menedżer w firmie doradztwa personalnego Manpower.

Dlatego w codziennej pracy nie dostrzega, aby praca była bardziej dostępna niż kiedyś.

— Wręcz przeciwnie. Firmy znacznie dłużej zastanawiają się nad wyborem odpowiedniego pracownika. Sprawdzają kandydatów na poszczególnych etapach coraz dłużej — mówi Monika Kaznowska.

Polski pracownik może spać spokojniej

Przybywa firm planujących zwiększać zatrudnienie. Czyżby dno kryzysu na rynku pracy było za nami?

Polskim pracodawcom udziela się dobry nastrój na globalnych rynkach finansowych. Jak wynika z badania firmy doradztwa personalnego Manpower, skłonność przedsiębiorstw do zwiększania zatrudnienia wzrosła pierwszy raz od ponad roku. W trzecim kwartale 2009 r. tworzyć nowe etaty zamierza 18 proc. firm, a likwidować je chce tylko 9 proc. W badaniu sprzed trzech miesięcy optymistów było nieco mniej (16 proc.), a pesymistów więcej (10 proc.). Wskaźnik zatrudnienia (tzw. prognoza netto — odsetek pierwszej grupy pomniejszony o odsetek drugiej) wzrósł więc z +6 pkt do +9 pkt.

— To bardzo dobry znak. Obawiałam się, że nastroje będą się dalej pogarszać. Tymczasem wydaje się, że najgorsze mamy już za sobą. Sytuacja się ustabilizowała, a lekki wzrost wskaźnika może nawet sygnalizować, że rynek pracy ożywia się — mówi Iwona Janas, dyrektor generalna Manpower Polska.

Jej zdaniem, zachwiać wynikami nie powinny też czynniki sezonowe.

— Przed rokiem nie widać było wyraźnej poprawy między II i III kwartałem — wyjaśnia Iwona Janas.

Chociaż sytuacja na polskim rynku pracy jest nieporównywalnie gorsza niż rok temu (wówczas wskaźnik wynosił +29 pkt), to na tle całego regionu wydajemy się oazą spokoju. Na Węgrzech i w Niemczech przeważyły plany zwolnień nad tworzeniem nowych miejsc pracy (wskaźnik zatrudnienia wyniósł odpowiednio -4 pkt i -2 pkt). W Czechach optymiści niemal zrównali się z pesymistami (+1 pkt). Na zachodzie Europy sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Lepsze nastroje niż w Polsce panują tylko w Norwegii — tam wskaźnik wyniósł +15 pkt.

— Wyraźna przewaga nad wieloma innymi krajami Europy utrzymuje się od wielu kwartałów. Zarówno teraz, w czasie spowolnienia, jak i przed rokiem, w okresie rozgrzanej koniunktury — mówi Iwona Janas.

Dobrą sytuację polskich zatrudnionych potwierdzają dane Eurostatu. Według nich, Polska jest jednym z czterech krajów całej Unii Europejskiej, w których bezrobocie rośnie najwolniej. Przez rok podskoczyło w Polsce z 7,3 do 7,8 proc., podczas gdy w UE — z 6,8 do 8,6 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy