Podpis elektroniczny może zbyt dużo kosztować
Nawet jeżeli uchwalona 27 lipca przez Sejm ustawa o podpisie elektronicznym zacznie obowiązywać, to może okazać się, że niewiele firm będzie stać na zawieranie umów w tej formie. Powodem tego będą przede wszystkim wysokie koszty komputeryzacji firm oraz instalacji programów komputerowych. Płacić trzeba będzie także za uzyskiwanie certyfikatów umożliwiających korzystanie z podpisu cyfrowego.
Niewątpliwie przedsiębiorcy powinni cieszyć się z uchwalenia przez Sejm ustawy o podpisie elektronicznym. Panuje opinia, że możliwość zawierania kontraktów za pomocą podpisu cyfrowego zdynamizuje gospodarkę. Niestety, analiza stopnia komputeryzacji polskich firm oraz wysokie koszty jej wprowadzenia nie dają podstaw do zbytniego optymizmu.
Prawne wymogi
Obowiązek zawierania umów w określonej formie wynika z przepisów prawa cywilnego. Stanowią one, że umowy o świadczenie pieniężne powyżej 2 tys. zł muszą mieć formę pisemną z własnoręcznym podpisem stron. Wymóg ten służy celom dowodowym i mimo że umowa zawarta w innej formie jest wiążąca, nie można się na nią powoływać w sądzie. Wyłącza to możliwość zawierania bezpiecznych umów na odległość, bez osobistego stawiennictwa kontrahentów przy podpisywaniu umowy.
Ustawa o podpisie elektronicznym, uchwalona przez Sejm 27 lipca 2001 r., zrównuje własnoręczny podpis z elektronicznym. Choć odnosi się to jedynie do zwykłej formy zawierania umów, a więc takiej, gdzie nie jest wymagany akt notarialny, to zdaniem komentatorów, podpis elektroniczny powinien przyspieszyć i ułatwić obrót gospodarczy.
— Dzięki tej ustawie będzie można wykorzystywać podpis elektroniczny do zawierania bezpiecznych transakcji o wartości powyżej 2 tys zł. Uchwalenie ustawy ma największe znaczenie dla międzynarodowego biznesu związanego z Polską. Obecnie zagraniczna firma chcąca zawrzeć kontrakt na mocy polskiego prawa, musi wysłać uprawnioną osobę lub pełnomocnika firmy, aby ten własnoręcznie podpisał umowę w jej imieniu. To podnosi koszty działalności gospodarczej — informuje Tomasz Siemiątkowski, ekspert prawny Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych, adwokat z kancelarii prawnej Altheimer & Gray.
Za mało komputerów
Jednak rozwój handlu elektronicznego napotyka wiele przeszkód. Główną barierą jego rozwoju jest słaba komputeryzacja polskich firm.
— Wejście w życie ustawy o podpisie elektronicznym nie zrewolucjonizuje polskiego handlu, ani w zakresie transakcji business to business (B2B), ani business to consumer (B2C). Wynika to z niewielkiego potencjału polskiego rynku e-commerce, który nie przekracza obecnie 200 mln zł. Jeżeli w wyniku wprowadzenia tej ustawy możliwości rynku zwiększą się nawet do 2 mld zł, to i tak będzie to wąski margines zawieranych umów gospodarczych — uważa Stanisław Tabor, dyrektor warszawskiego oddziału Gdańskiej Akademii Bankowej.
Tłumaczy, że wynika to ze zbyt małego dostępu do Internetu w Polsce.
— Wprawdzie dostęp do sieci deklaruje 2 miliony osób, ale są to przeważnie studenci i uczniowie. Nie stanowią oni poważnej siły nabywczej. Według moich szacunków, tylko 10 procent przedsiębiorstw dysponuje dostępem do Internetu. Zauważa się tu duże różnice regionalne. W województwie mazowieckim 25 procent firm korzysta z łączy, a w podlaskim czy świętokrzyskim — tylko około 5 procent. Firmy zatrudniające poniżej 50 pracowników są dużo gorzej skomputeryzowane niż firmy, w których liczba pracowników przekracza 250 osób. Dlatego w najbliższym czasie nie można oczekiwać istotnego wpływu e-podpisu na działalność gospodarczą polskich firm — twierdzi Stanisław Tabor.
Dodaje, że mniejszych przedsiębiorców zniechęcą do tego sposobu zawierania umów drogie usługi telekomunikacyjne i konieczność dużych nakładów na zainstalowanie sprzętu komputerowego i oprogramowania.
— Ustawa może przynieść korzyści tylko w dużych miastach, w odniesieniu do największych firm i wybranych branż, zwłaszcza usług. Należy ją traktować jak bazę rozwoju e-gospodarki w dłuższej perspektywie czasu — podkreśla Stanisław Tabor.
Ustawa trafi teraz do Senatu. Jeżeli parlamentarzyści nie zdążą zakończyć prac nad ustawą jeszcze w tej kadencji, to prace nad nią będzie musiał zacząć od początku przyszły Sejm.
okiem eksperta
e-podpis trudno podrobić
Podpis cyfrowy realizowany jest w oparciu o asymetryczny system kryptograficzny RSA. Istotą tego systemu jest fakt, że do szyfrowania służy klucz prywatny, zaś do odszyfrowywania klucz publiczny. Oba klucze powstają w wyniku przekształceń matematycznych, dokonywanych na wylosowanych liczbach pierwszych. Z klucza publicznego nie można odtworzyć klucza prywatnego, który jest znany wyłącznie użytkownikowi. Drugi z kluczy, tj. publiczny, przekazywany jest do Urzędu Certyfikacji Kluczy (UCK). Urząd dopisuje do klucza publicznego dane identyfikujące użytkownika oraz nadaje unikalny identyfikator. Z tych danych tworzony jest certyfikat dostępny dla wszystkich zainteresowanych. Posiadając ogólnie dostępny klucz Urzędu Certyfikacji Kluczy, można zawsze zdobyć klucz publiczny użytkownika.
Urząd Certyfikacji Kluczy przechowuje certyfikaty użytkowników oraz sprawdza ich ważność. UCK zarządza certyfikatami, gwarantując ich wiarygodność. Użytkownik otrzymujący wiadomość może sprawdzić, czy przychodzi ona od konkretnej osoby. Pobiera w tym celu certyfikat z Urządu Certyfikacji Kluczy. Można też w ten sposób potwierdzić treść nadesłanej wiadomości.
W celu wygenerowania podpisu cyfrowego pod informacją zamieszczoną w pliku, należy użyć specjalistycznego oprogramowania. Cena takiego oprogramowania waha się od kilkuset do kilku tysięcy złotych. W aplikacjach bankowych (Internet-Banking lub PC-Banking) generacja podpisów cyfrowych jest zaimplementowana jako funkcja podstawowa.
Informatycy zapewniają, że instalowane oprogramowanie pozwoli bez dodatkowych nakładów korzystać z e-podpisu. Dementują także obawy przedsiębiorców związane z bezpieczeństwem zawieranych umów. Ich zdaniem, rozkodowanie tego systemu jest technologicznie niemożliwe. Inicjatorzy ustawy odpierają skutecznie argumenty o łatwości sfałszowania podpisu.
Paweł Basaj
zastępca dyrektora Centrum Kompetencyjnego Bankowości Elektronicznej firmy Computerland, odpowiedzialny za bezpieczeństwo aplikacji bankowych