Kupując nowy telewizor, pralkę czy lodówkę, płacimy nie tylko za produkt, ale w tej cenie kryje się jednocześnie opłata za zbieranie, przetwarzanie oraz recykling zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego (ZSEE). Okazuje się, że po rewolucji śmieciowej, w której władzę nad odpadami przejęły gminy, za elektroodpady możemy zapłacić podwójnie. Jak to możliwe? Bartłomiej Hajduk, przedstawiciel konsorcjum Elektryczne Śmieci, tłumaczy, że większość gmin wrzuciła do przetargu na odpady komunalne także ZSEE.
— Jeżeli gmina określała w przetargu, że wymaga od podwykonawcy w ramach zbierania odpadów komunalnych także ZSEE, to taki przedsiębiorca policzył koszt zbiórek ZSEE i wartość całego kontraktu wzrosła. To natomiast przekłada się na wysokość podatku śmieciowego mieszkańców. Tak więc mieszkaniec zapłaci za zbieranie ZSEE i w opłacie produktowej, gdy nabywa nowy sprzęt — mówi Bartłomiej Hajduk.
Eksperci uważają, że oprócz skutków finansowych dochodzą też prawne, bo wprowadzający nie może zbierać ZSEE, gdy robi to gmina. Poza tym firma odbierająca zmieszane odpady komunalne nie specjalizuje się w organizacji zbierania ZSEE. Natomiast firmy specjalizujące się w ZSEE nie startowały w przetargach gmin, bo te były organizowane na całość odpadów komunalnych.
— Gminy powinny pamiętać, że są na rynku organizacje i firmy, które zajmują się ZSEE i ponoszą koszty zbierania i właściwego przetworzenia ZSEE. Organizacja nowego systemu zbierania odpadów pokrzywdziła nasz rynek, bo teraz musimy kupować ZSEE od firm odbierających odpady komunalne. Chcemy zwrócić uwagę gminom, że są inne, efektywniejsze metody zbierania ZSEE niż scedowanie ich na firmy od odpadów komunalnych — uważa Bartłomiej Hajduk.