Za granicą powszechna jest praktyka wypożyczania sobie pracowników przez przedsiębiorstwa. U nas to ciągle rzadkość.
Co zrobić z pracownikiem tymczasowym, gdy w przedsiębiorstwie, do którego jest skierowany, nastąpił martwy okres lub przestój w produkcji? Jest rozwiązanie. Polega na czasowym kierowaniu pracowników do różnych przedsiębiorstw.
Wymierne korzyści
— Kiedy zatrudnienie w jednej firmie nie jest możliwe z powodu na przykład spadku produkcji, agencja może pomóc w znalezieniu zajęcia w innej o podobnym profilu. Dzięki temu pracownik zachowuje ciągłość zatrudnienia, zdobywa kolejne doświadczenia i zwiększa swoją wartość na rynku pracy — mówi Paweł Płuciennik, menedżer ds. marketingu agencji pracy tymczasowej Adecco.
Jeżeli takie przejście pracownika nastąpiło przy aprobacie obu firm (czyli tej, która dotąd go wypożyczała, i tej, dla której będzie pracował), to korzyści są obustronne.
— Zakład potrzebujący ludzi ma do dyspozycji wykwalifikowanych pracowników, a firma, z której załoga przechodzi, może liczyć, że po zakończeniu przestoju pracownicy wrócą z nowymi doświadczeniami, zmotywowani do pracy, bez konieczności ponownego wdrażania ich do obowiązków — dodaje Paweł Płuciennik.
Model ten działa w niektórych krajach Europy Zachodniej. W Polsce nie cieszy się dużą popularnością.
Jak to wygląda
Przedsiębiorstwo ustala z agencją pracy tymczasowej kryteria zatrudniania przysłanych przez nią pracowników. Dodatkowo umowa określa, jacy pracownicy i w jakim okresie zostaną przesunięci do innej firmy.
— Pracodawca może uzgodnić z agencją, że w danym czasie zmniejszy się zapotrzebowanie na pracowników tymczasowych w jego firmie. Osoby te zostają wówczas skierowane do innych przedsiębiorstw, w których akurat występuje popyt na takie specjalności — wyjaśnia Grzegorz Tyszka, prezes agencji pracy tymczasowej Impel HR Service.
Takie rozwiązanie wymaga synchronizacji i dlatego może przysparzać kłopotów.
— Przedsiębiorstwa często działają sezonowo, a w firmach o podobnym profilu okres martwy lub szczyt przeważnie występują w tym samym momencie. Dlatego trudno znaleźć zajęcie dla wąsko wyspecjalizowanych pracowników, kiedy kończy się sezon w ich macierzystej firmie lub u pracodawcy użytkownika, do którego są oddelegowani — mówi Joanna Szwajgier, konsultant z agencji pracy tymczasowej Manpower.
Jeśli znajdziemy dwie firmy, w których sezon uzupełnia się czy też występuje naprzemiennie, kolejną przeszkodą może się okazać stanowisko pracy.
— Dla wykwalifikowanych pracowników stanowiska w firmach powinny być podobne, aby wykonywali zadania na odpowiednim poziomie bez dodatkowych szkoleń. Nieco lepiej sytuacja wygląda z niewykwalifikowanymi pracownikami fizycznymi — firmy mogłyby dzielić się nimi, czerpiąc korzyści ze stałej współpracy z tymi samymi, sprawdzonymi osobami, a jednocześnie zapewniając im ciągłość zatrudnienia przez cały rok. Ważne, aby firmy znajdowały się w stosunkowo niewielkiej odległości od siebie, bo to zmniejszy uciążliwość dojazdów dla pracowników. Poza tym koszty dłuższego dojazdu mogą obniżyć atrakcyjność wynagrodzenia — tłumaczy Joanna Szwajgier.
Pracodawca przejmujący pracownika po sezonie przepracowanym w innej firmie może uniknąć kosztów badań lekarskich oraz wstępnego szkolenia BHP, ale jedynie wtedy, gdy przyjmie go do siebie na identyczne stanowisko jak w poprzednim miejscu.
Polskie przedsiębiorstwa niechętnie dopuszczają myśl, że ich podopieczni mogą pracować dla firm działających w tej samej branży, konkurujących na rynku. Ich troskę pogłębia groźba utraty wykwalifikowanych pracowników.
— Obawy te można wyeliminować, jeśli zawarte zostanie porozumienie między partnerami, aby uchronić się przed stratą dobrego fachowca. Naturalnym rozwiązaniem staje się praca tymczasowa zabezpieczająca interesy pracowników i pracodawców — wyjaśnia Paweł Płuciennik.