Śniegu ani na lekarstwo, za to wiatr, który łamie drzewa i zrywa dachy – tak paskudnego stycznia już dawno nie było. Prędkość wiatru może osiągać nawet 70-110 km na godzinę. Pogoda poprawi się dopiero w nocy z niedzieli na poniedziałek – wynika z prognoz meteorologów.
Gwałtowne wiatry, zmiany temperatur, skoki ciśnienia i galopujące chmury to efekt napływu nad Polskę szybko przesuwających się układów niskiego ciśnienia i związanych z nimi frontów atmosferycznych. I choć synoptycy twierdzą, że taki napływ powietrza nie jest niczym dziwnym w styczniu, to marna to pociecha.
Strażacy i energetycy mają pełne ręce roboty. W całej Polsce ulice zagradzały powalone drzewa, spadające gałęzie zrywały linie telefoniczne i elektryczne, wiatr uszkodził też wiele budynków i pozrywał dachy. Na Warmii i Mazurach 30 miejscowości nie ma prądu z powodu uszkodzonych linii energetycznych. Linie zostały zerwane przez powalone przez wichurę drzewa. Najgorsza sytuacja jest w rejonach Bielska Podlaskiego i Suwałk, gdzie wyłączonych jest po 150 stacji transformatorowych.
Pełni obaw są mieszkańcy wybrzeża. Ponad 12 tys. gospodarstw w województwie pomorskim nie ma prądu. Na Pomorzu wiatr osiąga w porywach ponad 100 km na godzinę. Na Bałtyku jest sztorm, a w centrum Gdańska na ulice spadają dachówki.
Jeszcze gorzej jest w Austrii i Słowacji, gdzie szaleje huragan. Nieprzejezdnych jest wiele odcinków dróg - zwłaszcza na granicy czesko-austriackiej i w słowackich Tatrach. W Austrii zamknięto odcinek autostrady A-1 z Wiednia do Salzburga, kiedy wiatr wiejący z prędkością blisko 170 kilometrów na godzinę zaczął przewracać samochody.
Sytuacja może się jeszcze pogorszyć, gdyż wiatr może może być jeszcze silniejszy.
DA