Pokrzepić trzeba budżety, nie serca

Marcin Bołtryk
30-06-2005, 00:00

Ministerstwo Infrastruktury nawołuje małych przewoźników do konsolidacji. Szkoda, że dopiero teraz.

Liczba samochodów, którymi dysponują polskie przedsiębiorstwa transportu międzynarodowego, wzrosła w ciągu ostatnich 2 lat o ponad 80 proc.

— W Polsce działa 48 tys. przedsiębiorstw zajmujących się krajowym transportem drogowym i 14,8 tys. — transportem międzynarodowym — wyliczał Maciej Wroński, dyrektor departamentu transportu drogowego w Ministerstwie Infrastruktury, na branżowej konferencji zorganizowanej w Sejmie przez klub Platformy Obywatelskiej.

Podkreślał, że silną stroną polskich przewozów są wysokie kwalifikacje zawodowe kierowców i dobry stan techniczny samochodów. Minusem — przede wszystkim stan infrastruktury drogowej, która źle wypada w porównaniu choćby z drogami litewskimi.

Konsolidacyjny apel

Maciej Wroński przyznał, że do słabych stron należy też sytuacja finansowa polskich przedsiębiorstw, którym brakuje zaplecza pozwalającego przetrzymać rok czy dwa lata słabej koniunktury.

— Niewielkie firmy nie potrafią także ze sobą kooperować, a obecnie na nasz rynek wchodzi silna zagraniczna konkurencja. Współpraca między małymi firmami leży w interesie polskich przewoźników — przekonywał Maciej Wroński.

Słabe przygotowanie administracji publicznej powołanej do regulowania spraw transportu — to również jedna ze słabości polskiego transportu drogowego. Urzędnicy są sparaliżowani strachem przed odpowiedzialnością.

— Ze zdobywaniem kwalifikacji w tej branży wiążą się wysokie koszty, poczynając od tego, że kursy na prawo jazdy są bardzo drogie. Nie jest praktykowane, by kierowcy w rejonach szczególnie dotkniętych bezrobociem mogli kończyć takie kursy na koszt państwa. Wpływ na kondycję branży mają też polityczne stosunki z państwami położonymi za naszą wschodnią granicą. Poprawiły się jedynie kontakty z Ukrainą, stopniowo więc rozwiązywane są problemy związane z działaniem służb kontrolnych czy barierami administracyjnymi — mówił Maciej Wroński.

Odpowiedź przewoźnika

Bogusław Danel, wiceprezes i dyrektor handlowy w VOS Logistics Polska, podkreśla, że skoro ministerstwo zdaje sobie sprawę z rzeczywistej sytuacji polskich firm transportowych, to powinno wpływać na sektor niczym dawniej Sienkiewiczowska „Trylogia” na polski naród.

— Pokrzepienie potrzebne jest jednak nie sercom, ale firmowym budżetom, które skutecznie drenowane są przez państwo za pomocą akcyzy, podatku drogowego, opłat autostradowych i innych powinności podatkowych. Nie pozwala to wielu firmom skorzystać z wypracowanej przez nie same przewagi technicznej — zaznacza Bogusław Danel.

Podkreśla, że doświadczony kierowca miał kiedyś ambicję pracy na dobrych europejskich trasach, w wysokiej klasy, niezawodnym aucie. Dziś argument w postaci nowego samochodu nie robi już na nim wrażenia, a pracodawców z europejskimi klientami jest więcej niż tych, którzy specjalizują się w transporcie krajowym.

— Fachowcy odejdą, samochody będą się starzeć, a ministerstwo —namawiać tych, którzy zostaną, do kooperacji. W czym? Chyba w tworzeniu kas zapomogowych, bo banki nie pomogą najsłabszym przetrwać — ostrzega Bogusław Danel.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Pokrzepić trzeba budżety, nie serca