Ministerstwo Infrastruktury nawołuje małych przewoźników do konsolidacji. Szkoda, że dopiero teraz.
Liczba samochodów, którymi dysponują polskie przedsiębiorstwa transportu międzynarodowego, wzrosła w ciągu ostatnich 2 lat o ponad 80 proc.
— W Polsce działa 48 tys. przedsiębiorstw zajmujących się krajowym transportem drogowym i 14,8 tys. — transportem międzynarodowym — wyliczał Maciej Wroński, dyrektor departamentu transportu drogowego w Ministerstwie Infrastruktury, na branżowej konferencji zorganizowanej w Sejmie przez klub Platformy Obywatelskiej.
Podkreślał, że silną stroną polskich przewozów są wysokie kwalifikacje zawodowe kierowców i dobry stan techniczny samochodów. Minusem — przede wszystkim stan infrastruktury drogowej, która źle wypada w porównaniu choćby z drogami litewskimi.
Konsolidacyjny apel
Maciej Wroński przyznał, że do słabych stron należy też sytuacja finansowa polskich przedsiębiorstw, którym brakuje zaplecza pozwalającego przetrzymać rok czy dwa lata słabej koniunktury.
— Niewielkie firmy nie potrafią także ze sobą kooperować, a obecnie na nasz rynek wchodzi silna zagraniczna konkurencja. Współpraca między małymi firmami leży w interesie polskich przewoźników — przekonywał Maciej Wroński.
Słabe przygotowanie administracji publicznej powołanej do regulowania spraw transportu — to również jedna ze słabości polskiego transportu drogowego. Urzędnicy są sparaliżowani strachem przed odpowiedzialnością.
— Ze zdobywaniem kwalifikacji w tej branży wiążą się wysokie koszty, poczynając od tego, że kursy na prawo jazdy są bardzo drogie. Nie jest praktykowane, by kierowcy w rejonach szczególnie dotkniętych bezrobociem mogli kończyć takie kursy na koszt państwa. Wpływ na kondycję branży mają też polityczne stosunki z państwami położonymi za naszą wschodnią granicą. Poprawiły się jedynie kontakty z Ukrainą, stopniowo więc rozwiązywane są problemy związane z działaniem służb kontrolnych czy barierami administracyjnymi — mówił Maciej Wroński.
Odpowiedź przewoźnika
Bogusław Danel, wiceprezes i dyrektor handlowy w VOS Logistics Polska, podkreśla, że skoro ministerstwo zdaje sobie sprawę z rzeczywistej sytuacji polskich firm transportowych, to powinno wpływać na sektor niczym dawniej Sienkiewiczowska „Trylogia” na polski naród.
— Pokrzepienie potrzebne jest jednak nie sercom, ale firmowym budżetom, które skutecznie drenowane są przez państwo za pomocą akcyzy, podatku drogowego, opłat autostradowych i innych powinności podatkowych. Nie pozwala to wielu firmom skorzystać z wypracowanej przez nie same przewagi technicznej — zaznacza Bogusław Danel.
Podkreśla, że doświadczony kierowca miał kiedyś ambicję pracy na dobrych europejskich trasach, w wysokiej klasy, niezawodnym aucie. Dziś argument w postaci nowego samochodu nie robi już na nim wrażenia, a pracodawców z europejskimi klientami jest więcej niż tych, którzy specjalizują się w transporcie krajowym.
— Fachowcy odejdą, samochody będą się starzeć, a ministerstwo —namawiać tych, którzy zostaną, do kooperacji. W czym? Chyba w tworzeniu kas zapomogowych, bo banki nie pomogą najsłabszym przetrwać — ostrzega Bogusław Danel.