Polacy kupują dziury w ziemi

Emil Górecki
opublikowano: 2014-10-17 00:00

Deweloperzy zyskują przewagę nad klientami. Skłonność do udzielania rabatów jest minimalna

Kupowanie od dewelopera dziury w ziemi? Kilka lat temu wydawało się, że polscy klienci już do tego nie wrócą. W ubiegłym roku deweloperzy upłynniali przede wszystkim gotowe mieszkania, których udział w sprzedaży wzrósł do 42 proc. To się jednak zmienia. Z najnowszego raportu Reas, firmy badawczej, w III kwartale. 2014 r. aż 37 proc. mieszkań kupionych w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Warszawie, Poznaniu i Łodzi zostanie oddane do użytku za więcej niż rok. Spada natomiast odsetek sprzedawanych mieszkań gotowych.

— Po dwóch latach funkcjonowania ustawy deweloperskiej klienci czują się bezpiecznie kupując mieszkanie, którego fizycznie nie ma — mówi Katarzyna Kuniewicz, szefowa działu badań Reasa.

Szansa na rekord

Od lipca do września deweloperzy wprowadzili do sprzedaży dużą liczbę lokali — prawie 13,5 tys. Znaleźli nabywców na mniej — niecałe 10,4 tys. co sprawiło, że oferta wzrosła o 8 proc. w stosunku do III kw. zeszłego roku (do 47,6 tys. lokali). Łącznie w ostatnich czterech kwartałach do sprzedaży trafiło blisko 42,7 tys. lokali (o 19 proc. więcej niż w rekordowym 2007 r.), sprzedano 44,8 tys.

— Rynek jest w równowadze, choć szala powoli przechyla się w stronę sprzedających. Oferta rośnie, ale w zdrowym tempie. Skłonność deweloperów do udzielania rabatów czy innych zachęt jest minimalna. Dotyczy tylko tych lokalizacji, w których panuje bardzo wysoka konkurencja — mówi Katarzyna Kuniewicz. Jarosław Szanajca, prezes Dom Development, zauważa, że obecna sprzedaż mieszkań, zbliżona do czasów hossy sprzed siedmiu lat, tym razem nie ma charakteru spekulacyjnego.

— Siła rynku jest widoczna w strukturze popytu. Aktywni są zarówno klienci poprawiający standard mieszkania, jak i poszukujący pierwszego własnego lokum. Około 30 proc. transakcji stanowią zakupy gotówkowe — mówi prezes Dom Development.

Limity kreują ceny

W Gdańsku i Łodzi aż 28 proc. transakcji zostało zawartych ze wsparciem programu Mieszkanie dla Młodych (MdM), w Poznaniu było to 26 proc. Mniejszy udział zanotowano w Warszawie i Wrocławiu (po 10 proc.) oraz Krakowie (9 proc.). — Wpływ MdM jest silny nawet w miastach, w których transakcji ze wsparciem jest mniej. Jeśli ceny są bliskie limitu, deweloperzy naginają je, by się mieściły, a dodatkowo zwiększają ofertę tańszych lokali. Dlatego ceny mieszkań wprowadzanych do sprzedaży w ostatnich kwartałach rosną w Gdańsku, Łodzi i Poznaniu, ale są stabilne w Warszawie i lekko spadają w Krakowie i Wrocławiu — mówi Katarzyna Kuniewicz.

W ofercie giełdowego Ronsona w Warszawie żadna inwestycja nie mieści się w limicie MdM. Inaczej w Poznaniu, gdzie limit jest zbliżony do zakładanych w budżecie cen. — W Warszawie różnica między limitem a naszymi cenami jest zbyt duża, by dostosowywać politykę sprzedażową. Pewnie tracimy część klientów, ale rynek jest na tyle silny, że sprzedaż i tak wygląda dobrze. Nie ciągnie nas do tańszych lokalizacji — mówi Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronsona.

Niejasny wskaźnik

Analitycy Reasa zwracają uwagę, że limity programu MdM, które wypływają na politykę cenową deweloperów, są dość dowolnie zmieniane. Trudno wierzyć, że wskazują realne koszty budowy, jeśli w pół roku w niektórych miastach limit znacząco rośnie mimo braku obiektywnych przyczyn. W Warszawie jest aż o 460 zł wyższy niż w trzecim kwartale. Kilka miesięcy temu Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD) zwrócił uwagę, że formularze, jakich stosuje się do ustalania kosztów odtworzenia metra kwadrat

— Postanowiliśmy to ujednolicić przynajmniej wśród naszych członków, przyjmując spójną interpretację formularzy i uwzględniając te same składniki kosztów — mówi Wojciech Okoński, prezes Robyga.