Od ponad dwóch lat trwa w UE wojna handlowa w związku z usługami transportowymi. — Najpierw stworzono tło i pozorne usprawiedliwienie dla podejmowanych środków, kreując hasło dumpingu socjalnego. Chociaż polski kierowca po uwzględnieniu specyfiki lokalnego systemu wynagradzania zarabia porównywalnie jak jego kolega w Niemczech, a tabor polskich firm należy do najnowocześniejszych na kontynencie, przewoźników z Europy Środkowo-Wschodniej przedstawia się w złym świetle. Rzekomo zmuszają do pracy swoich pracowników, zapewniają im skrajnie niskie standardy socjalne i głodowe płace — mówi Paweł Trębicki, dyrektor zarządzający Raben Transport.

Zwykły protekcjonizm
Potem podjęto konkretne działania: zakaz odpoczynku weekendowego w pojeździe, niemiecka i francuska pensja minimalna z zastosowaniem dla kierowców, wreszcie próba traktowania ich jako pracowników delegowanych w rewizji unijnej dyrektywy o delegowaniu.
— Przy pełnym zastosowaniu tych przepisów kierowca w każdym kraju UE otrzymywałby inną stawkę godzinową, a po dwóch latach pracy stawałby się w myśl dyrektywy o delegowaniu pracownikiem zatrudnionym po części w każdym z państw, gdzie wykonywał zlecenia, ale z pełnymi prawami socjalnymi w każdym z nich. Cały czas jadąc tym samym autem i mając centrum życiowe w Polsce — opowiada Paweł Trębicki.
Uważa, że to zwykły protekcjonizm. Parkingów na odpoczynki weekendowe z bazą hotelową dla kierowców w całej Europie nie ma, więc preferowane są lokalnefirmy zapewniające zjazd na bazę. A zrozumienie specyfiki krajowych systemów płac, a potem ich respektowanie to bariera nie do pokonania dla większości przewoźników, bo to w większości mikrofirmy bez działów prawnych czy administracyjnych.
— Tym bardziej nie wyobrażam sobie, żeby firmy były w stanie wypełnić wymóg ustawy francuskiej, czyli ustanowienie przedstawiciela we Francji i zapewnienie dokumentacji pracowniczej po francusku — mówi Paweł Trębicki.
Wygonić Polaków
W jego ocenie, w białych rękawiczkach, ale z wielką determinacją próbuje się wyprzeć polskich przewoźników z europejskiego rynku. Są zaniepokojeni i oczekują od rządu większej determinacji. Dlatego 31 maja 2016 r. Zrzeszenie Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce zorganizowało akcję protestacyjną w Warszawie i kilku innych miastach Europy. Polski transport daje prawie 7 proc. PKB i zatrudnia pośrednio i bezpośrednio niemal milion osób. Jest też jednym z głównych źródeł nadwyżki w bilansie handlowym i ważnym płatnikiem podatków.
— Tymczasem rośnie niepewność. Postępowanie Komisji Europejskiej w sprawie niemieckiej ustawy o pensji minimalnej — MiLoG trwa już od ponad roku. Od 1 lipca wchodzi w życie jej francuski odpowiednik Loi Marcon. Kolejne kraje planują podobne kroki — przekonuje Paweł Trębicki. Zdefiniowano za to kary do 500 tys. euro, nakładane solidarnie na przewoźnika i zleceniodawcę.
— W takiej sytuacji nie da się podejmować odpowiedzialnie decyzji o inwestycjach i zatrudnianiu. To jak siedzenie z bombie z opóźnionym zapłonem. Rozumiem protesty przewoźników.
To dla nich być albo nie być nie tylko na europejskim rynku, ale w ogóle — uważa Paweł Trębicki.
Ulica to ostateczność
Również według Andrzeja Szymańskiego, dyrektora zarządzającego Dartomu, wyjście przewoźników na ulice to objaw frustracji w związku z działaniami kilku państw i UE.
— To ewidentna próba wypchnięcia polskiego transportu z zachodniej Europy. Szczególnymi przypadkami są planowane we Francji przepisy dotyczące minimalnych wynagrodzeń i przygotowywane przez Unię przepisy o delegowaniu. Szczególnie uciążliwa będzie ustawa Loi Marcon, nakładająca na przewoźnika wiele obowiązków administracyjnych, które bardzo trudno będzie spełnić małym firmom — wskazuje Andrzej Szymański. Poza tym planowane przepisy nie są precyzyjne, co umożliwia kontrolerom dowolność interpretacyjną.
— Wyjście na ulicę to pierwszy krok w działaniach przewoźników. Jeśli sytuacja się nie zmieni, formy protestów będą ostrzejsze. Myślę, że w ostateczności ponad 185 tys. samochodów ciężarowych z Polski jest w stanie zablokować drogi w całej Europie — ostrzega Andrzej Szymański.
Wsparcie dla Polski
UE podzieliła się w sprawie niemieckich i francuskich przepisów o płacy minimalnej w transporcie. Podczas spotkania unijnych ministrów transportu 7 czerwca 2016 r. Polska uzyskała mocne wsparcie kilkunastu państw.
— Powiedzmy sobie otwarcie: tu nie chodzi o płacę minimalną. Wynagrodzenia kierowców w naszych firmach transportowych nie ustępują płacom naszych zachodnich kolegów. Czasy się zmieniły — mówił Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury. Przekonywał, że bariery stawiane przez Francję i Niemcy nie wiadomo czemu mają służyć. On i przedstawiciele wielu innych państw apelowali o znalezienie rozwiązań wspólnych dla UE. Podczas debaty Polskę poparło 10 krajów (głównie z naszego regionu, ale również Hiszpania, Portugalia i Irlandia). Dodatkowo z inicjatywy Czech do komisarz UE ds. transportu Violety Bulc wystosowano list 11krajów, w którym jest także apel o przeciwstawienie się protekcjonizmowi. W sumie w obozie przeciwników rozwiązań wprowadzanych przez Niemcy i Francję jest już 14 krajów.
Wsparcie dla Polski
UE podzieliła się w sprawie niemieckich i francuskich przepisów o płacy minimalnej w transporcie. Podczas spotkania unijnych ministrów transportu 7 czerwca 2016 r. Polska uzyskała mocne wsparcie kilkunastu państw.
— Powiedzmy sobie otwarcie: tu nie chodzi o płacę minimalną. Wynagrodzenia kierowców w naszych firmach transportowych nie ustępują płacom naszych zachodnich kolegów. Czasy się zmieniły — mówił Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury. Przekonywał, że bariery stawiane przez Francję i Niemcy nie wiadomo czemu mają służyć. On i przedstawiciele wielu innych państw apelowali o znalezienie rozwiązań wspólnych dla UE. Podczas debaty Polskę poparło 10 krajów (głównie z naszego regionu, ale również Hiszpania, Portugalia i Irlandia). Dodatkowo z inicjatywy Czech do komisarz UE ds. transportu Violety Bulc wystosowano list 11krajów, w którym jest także apel o przeciwstawienie się protekcjonizmowi. W sumie w obozie przeciwników rozwiązań wprowadzanych przez Niemcy i Francję jest już 14 krajów.