POLACY NIE POWINNI KOPIOWAĆ IDEI UNII
Analitycy McKinseya uważają, że reforma rynku nieru chomości przyczyni się do rozwoju sektora usług
WIĘKSZE OTWARCIE: Dzięki otwarciu na konkurencję, polska gospodarka jest w stanie utrzymać szybkie tempo rozwoju, jakie miała w ostatnich latach. W tym celu musi jednak zbudować infrastrukturę, która jest niemal całkowicie zaniedbana — mówi Bill Lewis, dyrektor McKinsey Global Institute. fot. Borys Skrzyński
McKinsey Global Institute, niezależna grupa badawcza działająca w ramach amerykańskiej firmy McKinsey, twierdzi, że wyniki polskiej gospodarki są najlepsze wśród państw Europy Wschodniej. Autorzy raportu podkreślają, że Polska nie powinna bezkrytycznie powielać wszystkich rozwiązań, jakie przyjęły państwa należące do Unii Europejskiej.
Reformy gospodarcze w Polsce przyniosły lepsze rezultaty niż w innych państwach Europy Wschodniej — twierdzą autorzy raportu McKinsey Global Institute. PKB na głowę jednego mieszkańca Polski jest obecnie o 16 proc. wyższy niż w 1989 roku, czyli na początku przemian gospodarczych. Od 1992 roku PKB rośnie średnio w tempie około 6 proc. rocznie.
— Sądzimy, że nie ma przesłanek społecznych, by tempo wzrostu gospodarczego w Polsce uległo spowolnieniu — uważają eksperci McKinseya.
Dodają, że Polska może zwiększyć szanse utrzymania szybkiego tempa wzrostu gospodarczego, jeżeli szybko zreformuje rynek obrotu gruntami i nieruchomościami. To z kolei umożliwi rozwój sektora usług: handlu detalicznego artykułami niespożywczymi i budownictwa mieszkaniowego.
Przemysł wytwórczy
— Tempo wzrostu produkcji przemysłowej powinno spaść z ponad 9 proc. w latach 1992-1998 do około 7 proc. w latach 1999-2005 — twierdzą analitycy McKinsey Global Institute.
Można oczekiwać, że w następstwie programów restrukturyzacyjnych zwiększy się dynamika wydajności sektora metalowego i górnictwa (do 10 proc. w 2005 roku). Firmy przetwórcze zmuszone będą do dalszej konsolidacji, co utrzyma dwucyfrowy wzrost wydajności w tej branży.
— Szybki wzrost wydajności pracy spowoduje prawdopodobnie zmniejszenie stanu zatrudnienia w przemyśle — przewidują autorzy raportu.
Do roku 2005 tempo spadku zatrudnienia w przemyśle wytwórczym może wzrosnąć o 4 proc. w porównaniu z 1-proc. spadkiem w latach 1992-1998. Przyspieszenie to wynikałoby ze spadku tempa wzrostu produkcji i szybkiego wzrostu wydajności pracy.
Od 1991 roku wydajność pracy podnosi się w Polsce o 5 proc. rocznie. Nadal jej poziom jest jednak niski i stanowi niecałe 30 proc. poziomu, jaki notuje gospodarka USA.
Zatrudnienie i bezrobocie
W przeciwieństwie do wielkości produkcji, wskaźnik zatrudnienia nie wrócił w Polsce do poziomu notowanego przed wprowadzeniem reform rynkowych. Bezrobocie osiągnęło w szczytowym okresie (1993 rok) 16 proc., jednak od tamtego czasu zatrudnienie rośnie w tempie 1 proc. rocznie — zauważają eksperci McKinseya.
— Aby obniżyć stopę bezrobocia, PKB musi rosnąć o ponad 5 proc. rocznie. Jeśli nie nastąpi znaczący wzrost inwestycji i produkcji, rosnąca wydajność pracy doprowadzi do dalszej redukcji ogólnego poziomu zatrudnienia — przestrzegają analitycy McKinseya.
Rynek pracy
Autorzy raportu są zdania, że szybszy od wzrostu cen wzrost płac minimalnych zniechęca pracodawców do zatrudniania lub utrzymywania osób o niskich kwalifikacjach.
— Rozwiązaniem tego problemu może być ulga podatkowa od dochodu. System taki istnieje w USA i Wielkiej Brytanii. Państwa te nie mają problemów z bezrobociem, w przeciwieństwie do członków Unii Europejskiej. Brytyjczycy nie podpisali unijnej karty socjalnej, Polska powinna iść w jej ślady, zamiast popełniać błędy większości państw ,,piętnastki” — mówi Bill Lewis, dyrektor McKinsey Global Institute.
Sytuację polskich firm pogarszają ponadto wysokie świadczenia socjalne. Dotyczy to szczególnie sektora odzieżowego. Wiele firm pracuje w szarej strefie, oferując płace średnio o 20 proc. niższe.
— Jeżeli rząd nie podejmie działań w tym obszarze, to wkrótce minimalne wynagrodzenie zacznie obowiązywać nisko wykwalifikowanych pracowników, zagrażając miejscom pracy w niektórych sektorach — przestrzegają eksperci McKinseya.
Rolnictwo
W latach 1994-1998 liczba osób pracujących w polskim rolnictwie uległa gwałtownej redukcji. Obecnie jest na poziomie, który odpowiada sytuacji w państwach o zbliżonym do polskiego PKB na osobę. Ponadto średnie dochody gospodarstw wiejskich są niemal równe średniej krajowej, ponieważ rolnicy znajdują dodatkowe zatrudnienie w tzw. szarej strefie.
— Pod tym względem polscy rolnicy o wiele bardziej przypominają rolników amerykańskich niż unijnych — uważa Bill Lewis.
Odsetek pełnoetatowych rolników wynosił w 1998 roku 18 proc. w porównaniu z 23 proc. w 1994 roku. Te obserwacje skłaniają autorów raportu do wniosku, że sytuacja polskiego rolnictwa jest lepsza niż wskazywałyby na to oficjalne dane, mówiące o wysokim zatrudnieniu w tym sektorze.
— Niskie płace i duża powierzchnia gruntów uprawnych mogą dać polskim rolnikom przewagę nad konkurentami z Unii Europejskiej. Dotyczy to zwłaszcza produkcji mięsa i mleka — konkludują autorzy raportu.
— Ceny skupu mleka płacone rolnikom są niższe niż w UE, natomiast jego jakość szybko się poprawia. Nasza wołowina i cukier są także konkurencyjne, nie mówiąc już o owocach. W sektorze drobiowym i wieprzowym jest o wiele trudniej, ale to się może zmienić, jeżeli będziemy otrzymywali dopłaty bezpośrednie z budżetu unijnego — komentuje Jerzy Plewa, wiceminister rolnictwa.
Bariery rozwoju
Utrudnienia w nabywaniu i użytkowaniu gruntów oraz nieruchomości hamują wzrost produkcji i zatrudnienia w budownictwie mieszkaniowym i handlu detalicznym — podkreślają eksperci McKinseya.
Ich zdaniem, popyt na nowe mieszkania jest niski, ponieważ około 40 proc. mieszkańców płaci czynsz według stawek niższych niż rynkowe. Jest to wynik niesprywatyzowania zasobów mieszkaniowych.
Brak bodźców finansowych, zwłaszcza niski podatek od nieruchomości, nie motywuje władz samorządowych do przeznaczenia większej liczby działek na cele komercyjne. Winduje to ceny gruntów i hamuje rozwój markowych sieci i budownictwa jednorodzinnego.
— Właściwe uregulowanie rynku nieruchomości spowodowałoby 300-proc. wzrost produkcji w budownictwie mieszkaniowym i 25-proc. w handlu detalicznym — oceniają eksperci McKinseya.
W budownictwie mieszkaniowym powstałoby wówczas o 60 proc. więcej nowych miejsc pracy.
— Po 1989 roku Polska podąża drogą szybkiego rozwoju, który opiera się na szybkiej liberalizacji rynków pracy, kapitałowego i towarowego. Taki model sprzyja osiąganiu szybkiego wzrostu produkcji, przy stosunkowo skromnych nakładach pracy i kapitału. Konsekwencją może być wysokie bezrobocie — stwierdzają autorzy raportu.