Wiesław T., kierownik punktu obsługi klienta w PZU, został kilka dni temu aresztowany. Zarzut - wyłudzenie z towarzystwa 1,7 mln zł. Metoda? Przy zgłaszaniu szkody z grupowego ubezpieczenia na życie, "klonował" rodzinę poszkodowanego i w jej imieniu składał wniosek o wypłatę. Ze swoim numerem konta.
Podobnych historii jest
więcej - w ubiegłym roku wpadło małżeństwo, które na podstawie fałszywego aktu
zgonu próbowało od kilkunastu towarzystw wyłudzić 10 mln zł. Właściciel tartaku
wyciągał firmę z tarapatów inkasując odszkodowanie za palce, które sam sobie
obcinał. Skończył na ósmym. Według ekspertów to dowód, że ubezpieczeniowi
oszuści znaleźli nowe pole działania.
W 2008 r., w "życiówce" wykryto 89 spraw o wartości 3,7 mln zł. W "majątku" namierzono 2524 przestępstwa warte 52,5 mln zł. To kropla w morzu wypłaconych odszkodowań (w 2008 r. wyniosły 29,6 mld zł). Ale według Robert Dąbrowskiego, zastępcy dyrektora w biurze bezpieczeństwa grupy PZU i jednego z największych speców od wyłapywania ubezpieczeniowych przestępców w kraju, te dane mają się nijak do rzeczywistości.
- Badania pokazują, że na jedną ujawnioną sprawę przypada 200 nieujawnionych. W Polsce co roku z towarzystw wyłudzane jest około 7,5 mld zł - twierdzi Robert Dąbrowski.
Więcej jego wypowiedzi znajdziesz w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu”.
Dowiesz się z niego także, co na to ubezpieczyciele na życie. I dlaczego
największe zagrożenie płynie od pracowników towarzystw.
.