Polskie gospodarstwa domowe mają coraz wyższe oszczędności. Właściwie niezależnie od tego, czy mamy kryzys gospodarczy, czy silną koniunkturę, fundusz Polaków „na czarną godzinę” rośnie od lat w stabilnym, dość szybkim tempie. Jak wynika z danych firmy Analizy Online, na koniec pierwszego kwartału 2013 r. polskie gospodarstwa domowe miały odłożone 1,08 bln zł. Statystyczny Kowalski miał więc uskładane 28,4 tys. zł. To trzykrotnie więcej niż dekadę temu i o 9,4 proc. więcej niż rok temu.

Odkładać zawsze warto
Polacy odkładają niezależnie od okoliczności, bo są ostrożni z natury. Kiedy gospodarka kwitła i szybko rosły dochody obywateli (np. w latach 2006-08 dynamika wynagrodzeń sięgała kilkunastu proc. rocznie), gospodarstwa domowe obawiały się, że eldorado wkrótce się skończy, i odkładały część uzyskanej podwyżki dochodów na przyszłość. Kiedy przyszedł kryzys i dochody gospodarstw domowych zaczęły się kurczyć, Polacy również oszczędzali. Zacisnęli pasa — bali się o przyszłość, więc tym większą mieli determinację do odkładania pieniędzy.
— W ciągu ostatniej dekady tylko raz — na przełomie 2008 i 2009 r. — odnotowaliśmy wyraźniejszy odpływ oszczędności. Ten dołek jednak dość szybko udało się odbudować. Obecnie strumień oszczędności Polaków, mimo obecnego spowolnienia gospodarczego, znowu jest dość silny — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole. Polacy nie lubią ryzykownych inwestycji. Najwięcej oszczędności — prawie połowę — mamy ulokowane na depozytach bankowych. Na drugim miejscu są OFE, mamy tam (choć przymusowo) uskładane 270 mld zł.
— OFE formalnie są oszczędnościami, ale traktowanie ich w ten sposób jest wątpliwe. Po pierwsze, Kowalski nie może po nie sięgnąć w dowolnej chwili. Po drugie, został do odkładania w OFE przymuszony. To nie on podjął decyzję, że ograniczy konsumpcję, by zwiększać zasoby — zaznacza Jakub Borowski. Znacznie rzadziej lokujemy swoje oszczędności w instrumenty ryzykowne — dające zarobić, ale też niegwarantujące uniknięcia strat. W funduszach inwestycyjnych Polacy mają ulokowane 74 mld zł, a w akcjach 38 mld zł.
Łącznie oszczędności sektora gospodarstw domowych stanowią 68 proc. PKB. Czy to dużo? Żadna instytucja nie publikuje porównywalnych danych z innych krajów, jednak sądząc po poziomach depozytów bankowych w europejskich bankach i kapitalizacji tamtejszych giełd, wydaje się, że udział oszczędności gospodarstw domowych do PKB w krajach Europy Zachodniej jest jeszcze wyższy niż w Polsce.
Jednak na minusie
Z drugiej jednak strony, polskie rodziny mają inną przewagę nad tymi z Zachodu — są od nich mniej zadłużone. Jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, na koniec kwietnia 2013 r. zadłużenie gospodarstw domowych w bankach wynosiło 543 mld zł (plus około 20 mld zł w sektorze pozabankowym, np. w SKOK-ach). Czyli — teoretycznie — Polakom wystarczyłaby połowa oszczędności, by natychmiast spłacić wszystkie swoje długi. — Polacy — czy to konsumenci, czy przedsiębiorcy — są bardzo ostrożni w swoich decyzjach finansowych. Na tle innych nacji w Europie dość niechętnie zaciągają długi, zwłaszcza duże, hipoteczne. Dzięki temu, nasz sektor gospodarstw domowych jest względnie odporny na zawirowania na rynkach finansowych i w globalnej gospodarce — mówi Piotr Łysienia, ekonomista Banku Pocztowego. W USA czy Hiszpanii właśnie nadmierne zadłużenie gospodarstw domowych wpędziło te kraje w poważne kłopoty gospodarcze.
— Konsumenci mieli na tyle wysokie zobowiązania kredytowe, że kiedy stopy procentowe poszły w górę, wielu kredytobiorców nie było w stanie regulować swoich zobowiązań. Niespłacane kredyty były dużym problemem dla tamtejszych banków i całej gospodarki — tłumaczy Piotr Łysienia. W analizie zadłużenia polskich gospodarstw domowych warto mieć jednak w tyle głowy też dług publiczny. W końcu to również zobowiązania, które zaciągają obywatele, tyle tylko, że robią to w ich imieniu instytucje publiczne.
— Dług publiczny musi być spłacony z pieniędzy podatników, a więc również gospodarstw domowych. W tym sensie jest to dług nas wszystkich — tłumaczy Jakub Borowski. Zobowiązania te nie są małe. Na koniec 2012 r. wynosiły 887 mld zł, czyli po 23,3 tys. zł na obywatela. Jeśli więc zliczyć dług gospodarstw domowych zaciągnięty w bankach oraz dług publiczny, Polacy zadłużeni są na 1,42 bln zł. To o 0,34 bln więcej niż posiadane przez nas oszczędności. Czyli ostatecznie — jesteśmy pod kreską.