Polacy wolą odkładać w OFE niż ZUS

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 2009-11-06 00:00

Proponowane przez rząd

Dwie trzecie obywateli nie zgadza się na zamach na składki emerytalne

Proponowane przez rząd

zmiany obniżą emerytury

— komentują eksperci.

To nacjonalizacja oszczędności — dodają OFE.

Jeśli Jacek Rostowski, minister finansów, i Jolanta Fedak, minister pracy, przeforsują idę przesunięcia części składki z OFE do ZUS, narażą się społeczeństwu — taki wniosek płynie z badania opinii publicznej, które na zlecenie "Pulsu Biznesu" przeprowadziła grupa IQS. Aż 66 proc. badanych jest przeciw zamachowi na składki, a jedynie 14 proc. za. Zdaniem ekspertów, opór jest słuszny.

— To nic innego, jak powrót do poprzedniego systemu i rozmontowanie reformy.

Skutkiem będą niższe emerytury, a problemy budżetu zostaną jedynie odłożone w czasie — mówi Agnieszka Durlik-Khouri, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej.

Okradają nas

Suchej nitki na pomyśle nie zostawia też branża OFE.

— To początek nacjonalizacji oszczędności emerytalnych. To, co minister chce zabrać, to żywe pieniądze 14 mln klientów OFE, którzy 10 lat temu zdecydowali, co ma się dziać z ich składkami. Wypowiedzenie umowy odbywa się na zasadzie dyktatu, jednostronnie, bez pytania kogokolwiek o zdanie. Państwo oszukuje obywali, by zabrać pieniądze — mówi Ewa Lewicka, prezes izby zrzeszającej PTE.

— Celem rządu miała być prywatyzacja, a jest nacjonalizacja, miało być partnerstwo z biznesem, a jest działanie na jego szkodę, miało być budowanie zaufania społecznego, a jest jego burzenie. Na zmianie na pewno stracą fundusze i klienci. Czy zyskuje rząd? Wykonuje jedynie manewr przełożenia potrzeb dzisiejszych na przyszłość. Przeniesienie długu jawnego do długu ukrytego — komentuje Tomasz Bańkowski, prezes Pioneer Pekao PTE.

Minister finansów zmniejszając składkę do OFE, zmniejsza poziom dopłaty do ZUS, a dzięki temu mniej będzie musiał pożyczyć. To ma być recepta na zbliżanie się długu publicznego do ustawowego progu ostrożnościowego.

— Minister robi rewolucję, bo nie chce wykonać kilku ruchów, które zakłada harmonogram dokończenia reformy emerytalnej. Chodzi o reformę KRUS i emerytur mundurowych. To prawda, że sposób liczenia długu przez Komisję Europejską jest dla Polski niekorzystny. Jesteśmy karani za reformę. Ten sam problem mają inne kraje. Jednak nie podjęto wysiłku, by przekonać komisję do innego definiowania długu, choćby przejściowo. Jeśli banki na wskutek kryzysu uzyskały wsparcie rządów i korzystają z odstępstw, to może też rząd mógłby dostać ulgę — mówi Ewa Lewicka.

— Próg 55 proc. jest bardzo ważny, ale to taki sam procent jak każdy inny. I lepiej byłoby rozważyć zawieszenie progu — dodaje Paweł Pindel, prezes Aviva PTE.

Zróbcie coś

Krytykuje też opozycja.

— Za 5-6 lat trzeba będzie dług tak czy inaczej oddać. Pieniądze, które dziś budżet zaoszczędzi, trzeba będzie wypłacić. Zamiast robić zamieszanie, lepiej podnieść próg ostrożnościowy. Gdyby rząd przedstawił plan zmniejszenia strukturalnego deficytu, to można by zastosować takie nadzwyczajne środki — komentuje Marek Borowski, poseł SDPl.

— Rozpoczęcie rzetelnej reformy zostałoby dobrze odebrane przez rynki, co zmniejszyłoby koszt obsługi długu — potwierdza Robert Garncarek, członek zarządu AXA PTE.

— Mimo że nie przekroczymy progu, to wcale nie zaczniemy płacić mniej za dług — dodaje Piotr Pindel, członek zarządu Generali.

Marek Borowski zachęca rząd do szukania innej drogi. Wie, co mówi — za jego kadencji w Ministerstwie Finansów też miał problem z deficytem.

— Podwyższyliśmy podatki, ale jednocześnie wprowadziliśmy ulgę inwestycyjną. To się nie podobało, ale efekt był taki, że w 2004 r. mieliśmy najniższy deficyt w historii. Niech się rząd nie tłumaczy, że czegoś się nie da. Z opozycją można się dogadać, co pokazało choćby odrzucenie weta prezydenta w sprawie pomostówek — przekonuje Marek Borowski.

Jaki będzie efekt zmian?

— Po wprowadzeniu poprawki co najmniej osiem funduszy będzie miało wynik operacyjny blisko zera, nawet jeśli nie będzie prowadziło działalności marketingowej i akwizycyjnej — Grzegorz Chłopek, wiceprezes ING PTE.

Trudno o zaufanie i pozytywne emocje

Alina Lempa dyrektor zarządzająca i członek zarządu Grupy IQS

Nasz sondaż pokazuje, że Polacy mają dość jednoznaczne, negatywne zdanie w tej kwestii [zabierania części składki z OFE do ZUS — red.]. Biorąc pod uwagę parametry demograficzne, jedynie mieszkańcy miast są nieco bardziej kategoryczni.

Zadziwiające jest jednak to, że co piąty Polak nie ma w tej kwestii zdania, podczas gdy emerytura dotyczy prawie każdego z nas. Powinien być to sygnał dla rządu, polityków, a także mediów, że w zakresie edukacji społecznej jest jeszcze wiele do zrobienia.

Postawa wobec systemu emerytalnego opiera się na emocjonalnych skojarzeniach i wynika z doświadczeń emerytów najbliższego otoczenia, najczęściej negatywnych. Ludzie kojarzą ZUS z labiryntem, czyli czymś skomplikowanym i niejasnym, co wynika z innych badań prowadzonych przez Grupę IQS. W tej sytuacji trudno o zaufanie i pozytywne emocje.

Prezydent chce wiedzieć, jak planowane zmiany wpłyną na wysokość emerytur w ciągu 20-25

lat — mówi Paweł Wypych.

"Puls Biznesu": Podoba się panu pomysł przesunięcia części składki z OFE do ZUS?

Paweł Wypych, minister w Kancelarii Prezydenta, były prezes ZUS: To interesujący pomysł i zarazem ostatnia deska ratunku dla ministra finansów, by nie przekroczyć budżetowych progów ostrożnościowych. Poza tym to, co się stało w ostatnim czasie, pokazało też, że OFE nie są cudownym panaceum na problemy demograficzne, a emitowanie obligacji przez rząd tylko po to, by kupiły je OFE, jest bez sensu.

Czyli rząd ma poparcie prezydenta?

Między ciekawą ideą a dobrą zmianą jest duża różnica. Pan prezydent najpierw musi poznać projekt rządu, bo na razie jego członkowie mówią zupełnie różne rzeczy. Minister Michał Boni mówi, że należy podnieść wiek emerytalny, a zostawić OFE, pani minister Jolanta Fedak — dokładnie na odwrót, a pan minister Rostowski — żeby wprowadzić elastyczny wiek emerytalny. Kompletny chaos. Chcemy też poznać wpływ zmian na gospodarkę i system zabezpieczenia emerytalnego. Przede wszystkim wyliczenia, ale nie takie, że pan minister powie, że emeryci będą mieć 47 zł rocznie więcej. Tylko dokładne wyliczenia, jak to wpłynie na wysokość emerytur w perspektywie 20-25 lat i kondycję budżetu w najbliższych latach.

Łatanie dziury budżetowej ważniejsze niż przyszłe emerytury?

Nie stoimy przed takim wyborem. Jeśli przekroczymy progi ostrożnościowe, a wszystko wskazuje na to, że tak się stanie, trzeba będzie wprowadzić zrównoważony budżet i podnieść podatki, co w oczywisty sposób odbije się na dochodach emerytów.

Czy przesunięcie składki z OFE do ZUS to jedyny ratunek dla budżetu?

Tu dotykamy sedna. Można użyć innych metod: zreformować finanse publiczne, ograniczyć wydatki, zwiększyć fiskalizm. Ale to mogłoby sprawić, że słupki poparcia dla pana premiera by spadły. A premier nie zrobi nic, co mogłoby zaszkodzić mu w kampanii prezydenckiej. Wszyscy Polacy złożą ofiarę, by marzenie pana premiera się spełniło. Bez podejmowania działań, aby budżet nie przekroczył progów, potrzebne jest ziszczenie się hasła wyborczego PO: cudu…